Seria 4, Odcinek 9 – Printer’s Devil

Seria 4, Odcinek 9 - Printer's Devil
Seria 4, Odcinek 9 – Printer’s Devil

Sensacyjnych i mrożących krew w żyłach informacji dostarczył właśnie nasz korespondent z Dansburga. Miastem, które do niedawna było areną zażartej batalii pomiędzy redaktorem naczelnym „Kuriera Dansburga” i wydawcami „Gazety”, wstrząsnęła seria następujących po sobie tragicznych zdarzeń, których sprawcą był – jak twierdzą liczni świadkowie – Diabeł wcielony! A właściwie, niejaki pan Smith (Burgess Meredith, lat 55), który przyjąwszy postać jowialnego dżentelmena w średnim wieku, i wykorzystawszy stosowną ku temu chwilę i zły stan psychiczny Douglasa Wintera (Robert Sterling, lat 45), naczelnego „Kuriera Dansburga”, złożył mu propozycję nie do odrzucenia. Przedmiotem targu była nieśmiertelna dusza pana Wintera, zaś walutą którą miała zostać opłacona – powodzenie w biznesie, stłamszenie rywali i osiągnięcie statusu wydawcy najbardziej poczytnego dziennika w kraju. Niestety – o czym przekonał się wcześniej niejaki Faust – dobijając targu z Diabłem, ludzka strona transakcji zawsze stoi na pozycji przegranej. Śpieszymy zatem donieść o niefortunnych przypadkach pana Wintera i konsekwencjach jego fatalnych decyzji.

Zgodziwszy się na rozmowę z naszym korespondentem, pan Winter zadeklarował się przedstawić wydarzenia dokładnie takimi, jakimi były. Bez lukrowania i marginalizowania swojej roli w wydarzeniach, które rozegrały się zeszłego października w Dansburgu. Pan Winter przyznaje, że „Kurierowi Dansburga”, którego był redaktorem naczelnym i wydawcą, groziło wycofanie z rynku a jemu samemu bankructwo. Trudno mu było konkurować z „Gazetą”, dziennikiem którego wydawcy dysponowali o wiele wyższym kapitałem i lepszym zapleczem dziennikarskim. Feralnego wieczoru, zanim jeszcze poznał pana Smitha, wymówienie złożył linotypista, pan Andy Praskins (Charles Thompson, lat 72), któremu – jak przyznał pan Winter w wyraźnym żalem – zalegał z zapłatą od kilku tygodni. Po całym dniu spędzonym na rozmowach z wierzycielami, odejście pana Praskinsa okazało się ostatnią kroplą, która przechyliła czarę.

Wypiwszy więcej niż powinien, w drodze do domu, pan Winter zatrzymał się przy pobliskim moście. Jego myśli zaczęło zaprzątać niepokojące uczucie – to z jakim zamiarem nosił się wówczas wydawca „Kuriera Dansburga” pozostawimy w sferze domysłów naszych czytelników – wskutek którego uznał z konieczne opuszczenie samochodu i odetchnięcie świeżym powietrzem. Tam właśnie po raz pierwszy napotkał pana Smitha. Mężczyzna ów poprosił pana Wintera o ogień, a gdy ten nie znalazł u siebie zapałek, pan Smith poradził sobie własnym sposobem na zapalenie cygara.

"And this is the way you repay the best boss a man could work for? By quitting him just when he needs you the most?"
„And this is the way you repay the best boss a man could work for? By quitting him just when he needs you the most?”

Smith okazał się człowiekiem nad wyraz przenikliwym, albowiem prędko pojął, iż pan Winters jest w tarapatach i szybko wystąpił z ofertą pomocy. Niesłychanym zbiegiem okoliczności okazało się, że Smith był doskonałym linotypistą, jak również biegłym reporterem terenowym. Winter zaznacza tutaj, iż nie od razu uwierzył panu Smithowi w te rewelacje, jakkolwiek sprawdziwszy jego umiejętności posługiwania się linotypem, prędko pozbył się większości wątpliwości. Te minęły całkowicie, kiedy pan Smith, dowiedziawszy się o zadłużeniu „Kuriera Dansburga” złożył hojną propozycję zainwestowania w gazetę kwoty w wysokości 4,861 dolarów i 23 centów.

W tym miejscu należy wspomnieć o jeszcze jednej osobie, które odegrała niebagatelną rolę w dramacie, który się wówczas rozegrał. Jackie Benson (Patricia Crowley, lat 30), współpracowniczka pana Wintera, z którą łączyły go relacje wykraczające poza sferę zawodową, podchodziła do oferty pana Smitha ze sporą dozą nieufności. Jak twierdziła później, intuicja podpowiadała jej, że za fasadą jowialnego, usłużnego i – niewątpliwie – oddanego pracy reporterskiej filantropa, kryje się coś złowieszczego i nikczemnego. Jakkolwiek ona również, naradziwszy się z panem Winterem, uznała za stosowne podjęcie współpracy z panem Smithem. Dla dobra swojego szefa – i, jak mniemamy, kochanka – oraz dla ratowania podupadłej gazety.

W ciągu następujących potem tygodni „Kurier Dansburga” rozwinął skrzydła. Pan Smith operował linotypem z iście szatańską werwą a jego zaangażowanie w pracę reporterską przekraczało granicę pojmowania. Zawsze wiedział o najważniejszych wydarzeniach pierwszy i w przeciągu kilkudziesięciu minut pojawiał się z gotową pierwszą stroną, informującego o najnowszych sensacjach, wydania. Wydawcy „Gazety” z zaniepokojeniem śledzili rozwój wypadków a kiedy okazało się, że „Kurier Dansburga” wychodzi na prowadzenie, pan Franklin (Ray Teal, lat 61), wydawca konkurencyjnego dziennika, złożył ofertę wykupienia „Kuriera”, którą pan Winter odrzucił. 

"Wait a minute. I found a light."
„Wait a minute. I found a light.”

Tutaj dochodzimy do momentu, w którym sprawy zaczęły przybierać dramatyczny obrót. Najnowszą wiadomością, która znalazła się na pierwszej stronie „Kuriera” była informacja o pożarze w konkurencyjnej redakcji. Nie wybrzmiały jeszcze echa syren wozów strażackich, a pan Smith miał już gotową stronę główną do kolejnego wydania z informacją o pożarze w siedzibie „Gazety”. Rozgorączkowany pan Franklin oskarżył o pana Wintera o sprokurowanie tego wydarzenia, w celu uzyskania sensacyjnej informacji, która zwiększyłaby popyt na „Kuriera”. Pan Winter zaprzecza, iż miał cokolwiek wspólnego z wypadkiem w redakcji „Gazety”, jednak wyznał naszemu korespondentowi, że to wówczas zaczęły nachodzić go niejasne podejrzenia względem jego pracownika, pana Smitha.

Cóż, teraz Drodzy Czytelnicy wchodzimy w sferę zdarzeń, w które trudno było uwierzyć naszemu sprawozdawcy. Jakkolwiek, opiszemy ją na łamach dokładnie w taki sposób, w jaki została ona nam przekazana przez pana Wintera i jego pracownicę, pannę Benson. Kwestię tego, czy mamy tu do czynienia ze mocami nadprzyrodzonymi, czy wyrafinowaną mistyfikacją pozostawiamy otwartą a osąd zostawiamy Wam, Drodzy Czytelnicy.

Pan Winter wyznał, iż pan Smith kategorycznie zaprzeczył, iż brał aktywny udział w zainicjowaniu pożaru w redakcji „Gazety”, natomiast podzielił się z redaktorem naczelnym „Kuriera” inną rewelacją. Pan Smith przyznał, iż jest nie kim innym, tylko Diabłem wcielonym, który za złożenie podpisu na cyrografie może zaoferować swoje usługi. Pan Winter miał stać się wydawcą najpopularniejszego periodyku w kraju w zamian za oddanie swej duszy. Nieszczęsny redaktor przyznaje dzisiaj, iż nie brał ani jednego słowa pana Smitha poważnie, traktując go jako ekscentrycznego, zamożnego starszego dżentelmena, który z sobie tylko znanych powodów postanowił mu pomóc. Jako, że pan Winter cenił sobie usługi pana Smitha, które przynosiły całkiem wymierne efekty i wysokie profity, postanowił „dla świętego spokoju” podpisać ów dokument.

"- Smith why would a man with your talent want to work for a hick paper like the Courier? - Call it a challenge. "
„- Smith why would a man with your talent want to work for a hick paper like the Courier? – Call it a challenge. „

Pan Winter jednak szybko pożałował swojej decyzji. Od tej pory bowiem pan Smith dostarczał świeżych wiadomości o tyleż sensacyjnych, co tragicznych. Jak przyznaje panna Benson, w tym czasie Doug – jak poufale nazywa pana Wintera – zmienił nie do poznania. Był wiecznie rozdrażniony i skory to utarczek słownych. Doprowadziło to do tego, iż zaczęła nosić się z zamiarem opuszczenia pracy. Reakcja pana Wintera na tę informację zaskoczyła ją i rozczarowała. Stwierdził bowiem, iż nie jest mu więcej potrzebna. Był to ogromny cios dla długoletniej i oddanej pracownicy, jaką była panna Benson.

Pan Winter przyznaje, że w tamtych chwilach działał pod ogromną presją. Informacje, jakich dostarczał pan Smith działały nań przygnębiająco i źle się czuł z faktem, iż „Kurier” zyskuje popularność informując o ludzkich nieszczęściach i katastrofach. Postanowił wówczas zrezygnować z dalszej współpracy z panem Smithem. Ten jednak ani myślał porzucić posady przed spłaceniem przez pana Wintera długu w postaci jego nieśmiertelnej duszy (tutaj redaktor naczelny „Kuriera” wspomina o pewnym fenomenie, którego rzekomo był świadkiem – pan Smith na jego oczach podpalił cygaro posługując się jedynie własnym palcem wskazującym, którego koniuszek zapłonął żywym ogniem).

Pan Smith podobno wręczył pan Winterowi rewolwer, chcąc wymóc na redaktorze targnięcie się na własne życie – przedmiot targu nie mógł zostać skonfiskowany, dopóki sygnatariusz umowy pozostawał wśród żywych – a ten (znowu zaznaczamy, iż informujemy tylko o tym, czego sami dowiedzieliśmy się z rozmowy z panem Winterem) wypalił trzykrotnie w kierunku linotypisty, nie czyniąc mu żadnego szwanku ani na zdrowiu, ani na samopoczuciu. Pan Smith postanowił zmotywować redaktora naczelnego w inny sposób – wyznając, iż cokolwiek stworzy korzystając ze zmodyfikowanego przezeń linotypu, staje się to faktem. A jako przykład tego podał mu naprędce stworzoną szpaltę informującą o tym, iż tego wieczoru o 23:30 panna Jacqueline Benson zginie w tragicznym wypadku samochodowym.

"Some people have a green thumb. I have a green nose. Wherever there is news, this old nose smells it."
„Some people have a green thumb. I have a green nose. Wherever there is news, this old nose smells it.”

Kiedy pan Winter udał się do mieszkania panny Benson, chcąc ją przestrzec przed możliwym biegiem wydarzeń, jego sekretarka przybyła do redakcji, gdzie zastała nadzwyczaj układnego pana Smitha. Ów przyznał pannie Benson, że zamierza na własne życzenie opuścić redakcję „Kuriera”, jakkolwiek musi poprosić ją o podwiezienie na lotnisko, albowiem sam nie posiada auta. Młoda kobieta dała się zwieść podstępowi. Pan Smith miał bowiem plan, którym zamierzał uwiarygodnić swe domniemane nadprzyrodzone moce i samemu sprokurować wypadek, który rzekomo zapowiedział, tworząc o nim wiadomość na linotypie.

Podczas gdy panna Benson zmierzała ku swemu przeznaczeniu w towarzystwie szaleńca, lub – jeśli, Drodzy Czytelnicy, dajecie wiarę słowom pana Wintera i jego sekretarki – Diabła wcielonego, redaktor „Kuriera” powrócił do siedziby gazety i własnoręcznie obsługując linotyp dopisał zupełnie nowe zakończenie tej historii. Panna Benson rzeczywiście uszła z życiem i wkrótce pojawiła się w redakcji „Kuriera” informując swojego szefa o zaskakującym wydarzeniu. Według niej wypadek rzeczywiście się wydarzył, ale jej nic się  nie stało. Kiedy odzyskała przytomność, stwierdziła jednak, że pan Smith ulotnił się, jak kamfora. Pan Winter wyznał wówczas, że w dopisanych linijkach wiadomości zawarł treść informującą o tym, iż panna Benson uszła cało z wypadku, kontrakt z panem Smithem został anulowany – z powodu jawnego wprowadzenia w błąd – a sam Smith nie będzie już nękał ani redaktora „Kuriera”, ani jego wiernej sekretarki.

Pozwolimy sobie pozostawić bez komentarza opisane wyżej wydarzenia. Czy tej jesieni rzeczywiście sam Diabeł nawiedził Dansburg i wywołując – za pomocą „zaczarowanego” linotypu – liczne katastrofy wpłynął na losy jego mieszkańców (zwiększając przy tym popularność „Kuriera Dansburga”)? Czy też pewien ekscentryczny staruszek – a przy tym reporter co się zowie i znakomity linotypista – postanowił w makabryczny sposób zadrwić sobie z pana Wintersa i panny Benson? Tego pewnie już nigdy się nie dowiemy. Faktem jest jednak to, iż po całej aferze, pan Winters postanowił przyjąć ofertę pana Franklina z „Gazety”, oraz pozbyć się feralnego linotypu.


- Well, boss, what can i do for you? - Answer a question. - Did you start the Gazette fire? - I? - You. - I'm afraid i don't understand the question. - I don't see why not. It's very simple. Did you start the Gazette fire? - It was started by a faulty electrical system. - Are you sure? - I never write up anything i'm not sure of. It's a question of ethics. "
– Well, boss, what can i do for you? – Answer a question. – Did you start the Gazette fire? – I? – You. – I’m afraid i don’t understand the question. – I don’t see why not. It’s very simple. Did you start the Gazette fire? – It was started by a faulty electrical system. – Are you sure? – I never write up anything i’m not sure of. It’s a question of ethics. „

„Printer’s Devil” powstało na podstawie opowiadania Charlesa Beaumonta zatytułowanego „The Devil, You Say?”, po raz pierwszy opublikowanego w styczniu 1951 roku w magazynie „Amazing Stories”. W własnoręcznie zaadaptowanym na potrzeby „Strefy Mroku” skrypcie Beaumonta główna oś fabuły pozostała niemal nietknięta, jakkolwiek oryginalne opowiadanie różni się w wielu detalach od tego, co zobaczyć możemy w niniejszym epizodzie.

Bohaterem „The Devil, You Say?”podobnie jak w przypadku „Printer’s Devil” był młody redaktor, podupadającej lokalnej gazety, którą odziedziczył po swoim ojcu. W dniu, kiedy Dick Lewis decyduje się zamknąć wydawnictwo, pojawia się u niego elegancko ubrany dżentelmen, który twierdzi, że długie lata temu zawarł pakt z ojcem młodego redaktora. Elmer Lewis poświęcając duszę zapewnił sobie sukces, bogactwo i popularność gazety. Diabeł – bo nim właśnie jest przybysz – dodaje, że jednym z warunków postawionych przez ojca młodego wydawcy, było zapewnienie przez wysłannika piekieł podobnych korzyści jego synowi.

"- I don't want your help. I want you out of my life! - Can't do that now. We have an obligation between us. There is no way out. "
„- I don’t want your help. I want you out of my life! – Can’t do that now. We have an obligation between us. There is no way out. „

Dick przyjmuje pomoc Diabła – przedstawiającego się jako pan Jones – który podobnie jak pan Smith, nie ogranicza się do informowania o sensacyjnych wydarzeniach, ale za pośrednictwem infernalnej maszyny drukarskiej sprawia, by zaistniały. Przy czym zasadnicza różnica między tym, co widzimy w serialu a co rozgrywało się na kartach opowiadania polegała na tym, iż w oryginale nagłówki informowały o wydarzeniach rodem z prasy pokroju niesławnych „Skandali”. Z tą różnicą, że rzeczywiście miały miejsce. O ile w serialu czytelnicy „Kuriera” dowiadywali się o bigamii dyrektora szkoły, tragicznym wypadku dwójki nowożeńców, czy pożarze w redakcji „Gazety”, nagłówki w opowiadaniu krzyczały: „ŻONA BURMISTRZA URODZIŁA MAŁEGO HIPOPOTAMA!”, „FARMER NARZEKA NA POJAWIANIE SIĘ SMOKÓW W SWOIM OGRÓDKU!”, „ŻONA PREZESA BANKU DOMAGA SIĘ ROZWODU PO TYM, JAK ZŁAPAŁA SWOJEGO MĘŻA W BASENIE ZAŻYWAJĄCEGO KĄPIELI Z TRZEMA SYRENAMI!”

Gazeta przynosi spore zyski a jednak Dick zaczyna mieć coraz większe wyrzuty sumienia, iż to poniekąd za jego sprawą dzieją się niepokojące i nienaturalne wydarzenia. Przy pomocy blond śliczności, panny Traskers – która na zlecenie redaktora naczelnego z „New York Mirror” przybyła zrobić wywiad z wydawcą gazety, mającej monopol na informowanie o cudach i dziwach (młodzi szybko przypadają sobie do gustu i zakochują) – przechytrzają pana Jonesa (panna Traskers używa swojego uroku i zaprasza go na kilka drinków), który pozostawia przez pewien czas linotyp bez opieki. W tym czasie Dick szybko tworzy wiadomość o tym, że Diabeł powrócił do piekła. Zaś dla ojca Dicka znalazło się miejsce w niebie, podczas gdy siedziba gazety zniknęła a młody Lewis dostał stanowisko w redakcji dużego wydawnictwa. Niestety, tworząc wiadomość w pośpiechu, zapomina wspomnieć o pannie Traskers, przez co traci miłość swojego życia.

"Too fast! Why, this is too fast! Too fast! Oh, look out!"
„Too fast! Why, this is too fast! Too fast! Oh, look out!”

Zmiany dokonane w scenariuszu – zwłaszcza te dotyczące sensacyjnych wydarzeń, których sprawcą jest Diabeł – sprawiają, iż nietrudno uwierzyć w to, że Douglas Winter mógł poczytywać pana Smitha za szalonego oryginała (nawet motyw z informacją o wygranej na loterii nie do końca zdaje się przemawiać do jego wyobraźni). Oczywiście, do pewnego momentu – kiedy już było za późno. Wcześniej jednak nic nie stało na przeszkodzie, by „na odczepnego” podpisać ów dokument, byle zatrzymać przy sobie niezwykle utalentowanego, choć popisującego się dziwnymi wybrykami pracownika. Zaistnienie zdarzenia pokroju urodzenia hipopotama przez kobietę z miejsca pozbawiłoby Wintera jakichkolwiek wątpliwości – a jako że ta postać wydaje się dość mocno stąpać po Ziemi, w zderzeniu z przypadkami, jakich doświadczył Dick Lewis w opowiadaniu, pewnie nigdy nie podpisałby cyrografu. Czyli, zmiany serialowe zaliczyć można, jak najbardziej na plus.

Oczywiście, nie można nie docenić tutaj znakomitej roli Burgessa Mereditha, który pojawia się „Strefie Mroku” po raz czwarty i ostatni, jednocześnie pierwszy raz wcielając się w rolę postaci negatywnej – czyżby mała wprawka przed rolą Pingwina w serialu „Batman”  z lat 1966 – 1968″? – i robi to perfekcyjnie. Tworzy jedyną w swoim rodzaju postać piekielnego pochodzenia, której – moim zdaniem – nie jest w stanie dorównać żadna inna tego typu kreacja w „Strefie Mroku”. Mieliśmy już diabły na wskroś demoniczne, jowialne i zabawne, ze słabą nutką szelmostwa. Meredith – w co trudno uwierzyć, dopóki się tego nie zobaczy – jest sympatyczny i obleśny jednocześnie. Perfidny i ujmujący. Jest trywialny do momentu, kiedy uświadomimy sobie, jak bardzo jest groźny. Znakomita i pamiętna rola, którą dominuje nad pozostałymi występującymi w odcinku aktorami. Jej dopełnieniem jest przemyślana charakteryzacja – uniesione lekko ku górze końcówki brwi – i nieodłączny rekwizyt w postaci wymiętoszonego cygara.

Owo cygaro, jak widzimy na ekranie, pan Smith dwukrotnie podpala strzelając palcami. Koniuszek palca wskazującego staje wówczas w płomieniu. Ta zgrabna sztuczka, która dzisiaj – za sprawą zremasterowanej wersji odcinka wydanej na nośniku Blu-ray –  nieco traci na uroku, została wykonana przy użyciu akumulatora, od którego – poprzez nogawkę spodni a następnie rękaw – pociągnięto przewody, których końcówki stykały się na czubkach palców Mereditha. Następnie aktor trzymał swój palec wskazujący w lodzie do stanu lekkiego przymrożenia, po czym polano nieszczęsny członek paliwem do zapalniczek. W momencie, kiedy Meredith pstryka palcami, następuje zapłon a fluid zapala się ogniem. Dzięki zmrożeniu, palcowi aktora nie groziło poparzenie. Niestety, w odrestaurowanej wersji tego odcinka wyraźnie widać, że palec Mereditha pokrywa jakaś substancja. Cóż, jak widać, remastering nie zawsze wychodzi na dobre.

"- The first thing we do is get rid of this machine! - Why? - And then we're going to take on the Gazette! - Doug, will you please explain this?! - I don't know what i will... i will... i will... I'll tell you... maybe tomorrow. Right now, let's get out of here."
„- The first thing we do is get rid of this machine! – Why? – And then we’re going to take on the Gazette! – Doug, will you please explain this?! – I don’t know what i will… i will… i will… I’ll tell you… maybe tomorrow. Right now, let’s get out of here.”

Ocena odcinka: 7/10 

Advertisements
Seria 4, Odcinek 9 – Printer’s Devil

Jedna uwaga do wpisu “Seria 4, Odcinek 9 – Printer’s Devil

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s