Seria 4, Odcinek 8 – Miniature

Seria 4, Odcinek 8 - Miniature
Seria 4, Odcinek 8 – Miniature

Charles Parkes (Robert Duvall) to nieprzystosowany społecznie introwertyk, nieustannie będący celem kpin i obiektem żartów kolegów z pracy. Charley znosi ich ataki ze stoickim spokojem, sumiennie skupiając się na swojej pracy. Jednak pewnego dnia całe życie pana Parkesa staje na głowie. Gdy w przerwie na lunch zachodzi do Muzeum Hrabstwa Burton, jego uwagę przyciąga replika dziewiętnastowiecznego domostwa mieszczańskiego. Tam pośród malutkich dekoracji, siedząca przy miniaturowym pianinie smutna istotka odgrywa XI Sonatę Fortepianową Mozarta. Zauroczony urodą maleńkiej kobiety (Claire Griswold) i urzeczony graną przez nią muzyką Charley nie zwraca uwagi na upływający czas, w efekcie czego spóźnia się z powrotem z przerwy. Dla jego szefa, pana Diemela (Barney Phillips), jest to doskonały pretekst do pozbycia się Parkesa. Zamierzał uczynić to od dawna, albowiem Charles miał ogromny problem z wpasowaniem się w środowisko i kooperacją z resztą pracowników. Charley nie wydaje się szczególnie zaskoczony, ani zmartwiony decyzją pana Diemela. Przecież dzięki temu będzie mógł całkowicie poświęcić admiracji pięknej dziewczyny z miniaturowego domu. 

Odtąd Charley – pod pretekstem poszukiwania nowej pracy – dzień po dniu zachodzi do muzeum, wpatrując się w rezydentkę maciupeńkiego domu. Jego matka (Pert Kelton), siostra Myra (Barbara Barrie) i szwagier Buddy (Lennie Weinrib) są zaniepokojeni przedłużającym się bezrobociem Charlesa i tym, iż mimo tego, że jest już mężczyzną w średnim wieku, wciąż mieszka z matką i nie znalazł dotąd swojej drugiej połówki. Charley jest jednak tak zaabsorbowany losem lilipuciej piękności, że puszcza mimo uszu uwagi i przytyki rzucane przez członków swojej rodziny. 

„Now, look, mister, i don’t like jokes… Not when i’m on duty, anyway. Well, (…) you’re hearing things. There isn’t any sound mechanism in that piano, and the doll was carved out of wood, a single block of wood.”

Tymczasem na scenę miniaturowej ekspozycji wkracza nowa postać. Do domku przybywa amant, którego awanse wyraźnie nie są miłe jego mieszkance. Charley obserwuje te zaloty z wielkim zaniepokojeniem, jednak niewiele może poradzić, kiedy wychodzi ona z podejrzanym i wyraźnie gorącokrwistym kawalerem. Pan Parker robi, co może by zobaczyć dokąd nieznajomy mężczyzna zabrał jego ukochaną a jego wygibasy przed ekspozycją budzą coraz większą podejrzliwość u dozorcy muzeum (John McLiam).

Pogłębiająca się troska o los brata sprawia iż Myra umawia go na randkę ze swoją koleżanką z pracy, przebojową i pełną powabu Harriet (Joan Chambers). Niestety, nawet ona nie jest w stanie odwrócić myśli Charlesa od tajemniczej nieznajomej z muzealnej ekspozycji. Kiedy Harriet przejmuje inicjatywę i próbuje go pocałować, Charley w niekontrolowanym odruchu odpycha dziewczynę. Harriet ląduje pupą na trawniku i randka kończy się fiaskiem. 

„- Do you like your fellow workers? – Well, i suppose so. -You suppose so? – Well i never thought about it, sir. I don’t dislike them. You know, i’m afraid, Mr. Parkes, that isn’t good enough. An office… is like a team, a platoon. Either it works together or it doesn’t. Here, it doesn’t, and the reason is you. I knew you were a square peg when i hired you, but you were bright, and well, i thought we’d wear those edges off. We haven’t. None of them. You’re still a square peg. You understand me?”

Następnego dnia Charley jest świadkiem budzącej grozę sceny. Tajemniczy nieznajomy, którego randka chyba również nie zakończyła się pomyślnie, wdziera się do domku jego ukochanej i omdlałą unosi ze sobą. Zrozpaczony Charles chwyta stojącą nieopodal rzeźbę i tłucze szybę oddzielającą go od ekspozycji. Czyn ten nie prowadzi jednak do niczego dobrego – ochrona muzeum zmuszona jest pozbyć się wyraźnie szalonego intruza.

Tym samym Charley ląduje w szpitalu dla psychicznie chorych. Pod kuratelą doktora Wallmana (William Windom) jego stan dość prędko się poprawia a przynajmniej tak się wydaje. Wróciwszy do domu, Charles umiejętnie wyprowadza wszystkich na manowce. Przyjmuje propozycję pracy zaoferowaną mu przez Buddy’ego, oraz godzi się spróbować ponownie z Harriet. Robi wszystko, byle tylko rodzina dała mu spokój a kiedy wreszcie bliscy spuszczają go z oka, myśląc że zażywa odpoczynku w swoim pokoju, Charley wymyka się przez okno i ucieka do muzeum. 

„(…) he came in the front door. And they went out together once, uh, to the opera or something. I… don’t know. And she never knew what kind of person he was, but i could have told her. You only had to look at him to see what kind of person he was.”

Zastaje swoją ukochaną samotnie roniącą łzy i wyznaje jej, że doskonale rozumie jej smutek, albowiem on również niejednokrotnie czuł się niekochany i opuszczony. Oboje jednak mogą zaznać szczęścia i miłości, kiedy wreszcie dane im będzie być ze sobą. Miłosne wyznanie przerywa pojawienie się „grupy pościgowej” w skład której wchodzi rodzina Charlesa i doktor Wallman. Ku swemu zaskoczeniu nie zastają Charleya przy miniaturowej ekspozycji. Ruszają więc na dalsze poszukiwania. Tymczasem strażnik muzeum baczniej przygląda się miniaturze, gdzie obok maleńkiej kobiety dostrzega pewną znajomą postać. To Charley, którego uczucie sprawiło, iż udało mu się dołączyć wreszcie do swojej ukochanej. Strażnik zachowuje swoje odkrycie dla siebie, pozostawiając kochanków samym sobie.


„Miniature”, nietypowa opowieść miłosna ze znakomitym Robertem Duvallem w roli głównej, to kolejny znakomity odcinek oparty na skrypcie Charlesa Beaumonta. Jak większość z jego scenariuszy, tak i ten niesie w sobie wiele subtelnych wątków osobistych, odnoszących się zarówno do samego autora opowieści, jak i osób z kręgu jego najbliższych znajomych. Ważnym motywem, który przewija się w tej historii jest kwestia domniemanej choroby psychicznej głównego bohatera – wydaje się, że była to swoista projekcja lęków borykającego się z, objawiającą się coraz bardziej gwałtownie, chorobą Alzheimera, scenarzysty. Oczywiście, choroba umysłowa nie leży w centrum tej opowieści – to wciąż baśniowe ‚love story’ – jakkolwiek trudno nie zauważyć tu pewnej analogii. Zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż Chuck Beaumont bardzo często wplatał odniesienia do własnych lęków i przypadków, zarówno w tworzone przez siebie scenariusze, jak i opowiadania.

„- Charley? – Hmm? – Do you like me? – Very much. – Then why don’t you show it? – Well, how do you mean? – Well you might you might try kissing me first. – Well we hardly even know each other. We just met this evening. – Well, try anyway.”

Nieco bardziej pozytywny podtekst odnosi się do serdecznego przyjaciela Charlesa Beaumonta, scenarzysty i pisarza Williama F. Nolana. To właśnie jego postać zainspirowała Beaumonta do napisania tej historii. Podobnie, jak Charley Parker, trzydziestokilkuletni Nolan wciąż mieszkał razem ze swoją matką i również  miewał niejakie kłopoty, jeśli chodzi o kontakty z płcią piękną. Rzecz jasna, sylwetka i sytuacja rodzinna Parkera nosiły raczej pobieżne podobieństwa względem Williama F. Nolana, jakkolwiek Beaumont zawsze podkreślał fakt, iż to postać przyjaciela natchnęła go do napisania „Miniature”.

„Be careful. You’re holding a piece of wood in your hand, Mr. Parkes…”

Robert Duvall dał tutaj fenomenalny popis gry aktorskiej. Charley Parker w jego wykonaniu jest typem o tyleż dziwacznym i sporadycznie uaktywniającym w widzu trudne do sprecyzowania uczucie dyskomfortu, jednocześnie wzbudzającym bardzo pozytywne emocje i ogromne współczucie. W tego typu przypadkach tylko doskonały warsztat aktorski uchronić może postać od zakwalifikowania jej jako zwykłego pomyleńca – Charley Parker we wcieleniu Duvalla to raczej niepoprawny idealista i romantyczny oryginał niż psychol pokroju Normana Batesa. Granica pomiędzy tymi typami charakteru jest bardzo subtelna i wydaje się, iż Robert Duvall w swoim występie umiejętnie nad nią balansował, nie wkraczając ani na moment w negatywną strefę intepretacji tej postaci.

„…A beautifully carved piece of wood.”

Ginący nieco w cieniu Duvalla pozostali aktorzy także spisali się na medal. Pert Kelton w roli matki Charleya również nie miała łatwego zadania, aczkolwiek wybrnęła zeń obronną ręką. Pierwsze wrażenie, jeśli chodzi o jej postać, może być mylące. Wydaje się bowiem, że to ona i jej „chora miłość” są istotnym przyczynkiem do sytuacji w jakiej się znalazł i jakim człowiekiem stał się Charley. A jednak z czasem wychodzi na to, że pani Parker – mimo, iż bez wątpienia jest nadopiekuńcza – pragnie jednak by syn znalazł szczęście i miłość, oraz ostatecznie się usamodzielnił. Pert Kelton zadbała o to, by jej bohaterka nie stała się kompletną karykaturą, ale… cóż… matką jakich wiele. Troszczącą się o syna i życzącą mu jak najlepiej. 

Ogromnie przypadł mi do gustu nienachalny humor wpleciony w ten odcinek. Jego źródłem bywa sam Charley (scena z nosem przylepionym do szyby i spektakularne zakończenie randki z Harriet), jak również przezabawny Buddy – zarówno on sam, jak i w duecie z doktorem Wallmanem. Na przykładzie odcinka takiego jak niniejszy, bardzo ładnie widać, jak świetnie można zagospodarować godzinną przestrzeń dostępnego czasu – choćby przez wplecenie tego rodzaju humorystycznych elementów. A to Beaumont potrafił, jak niewielu z jego kolegów po fachu.

„Hm, that’s an interesting habit you have, that… why do you do it?”

Innym, niezwykle ciekawym i efektownym pomysłem, było zastosowanie pantomimy we wszystkich scenach rozgrywających się w miniaturowym – aczkolwiek na potrzeby odcinki odwzorowanym w rzeczywistej skali – domku. Wszystkie sekwencje z ekspozycji zyskują dzięki temu swoisty urok filmu niemego. Tym samym zupełnie nietrafionym – i na szczęście porzuconym w przypadku późniejszych wydań serialu – wydaje się pomysł pokolorowania wszystkich scen obserwowanych oczami Charlesa w specjalnym dwugodzinnym programie wyemitowanym na dwudziestopięciolecie „Strefy Mroku” w 1984 roku.

Swoją drogą była to pierwsza powtórka „Miniature” w telewizji. Odcinek ów – w przeciwieństwie do wielu innych epizodów „Strefy Mroku”, które trafiały chociażby do letnich, między sezonowych powtórek – nie był emitowany od października 1962 roku. Powodem tego była sprawa sądowa wytoczona przez Clyde Ware’a, autora historii zatytułowanej „The Thirteenth Mannequin”, scenariusz do której wysłał do Cayuga Productions (firmy producenckiej Roda Serlinga) wiosną 1961 roku. Opowieść ta jednak tylko powierzchownie przypominała historię znaną z odcinka „Miniature”.

„Dr. Wallman says it happened because i needed a simple world i could understand, but your world isn’t simple, is it? No world with people in it is. There’s always loneliness and suffering and heartache. Look at you, crying because you’re alone. Well, i’ve been alone all my life.”

Jej główny bohater, podstarzały pracownik ochrony z nocnej zmiany w domu towarowym, zaczyna odczuwać empatię w stosunku do manekinów. Przemawia do nich i zaczyna traktować, jak żywe istoty. Oczywiście, budzi tym niepokój pracowników i swojej rodziny, która zastanawia się nad umieszczeniem go w szpitalu dla psychicznie chorych. Staruszek podsłuchuje swoją córkę i jej męża Billa, kiedy telefonują do lekarza. Później w pracy zwierza się ze swoich obaw swym „przyjaciołom”, manekinom. Następnego poranka, po nocnej zmianie, ciało starszego pana zostaje odnalezione martwe, a kiedy córka i jej mąż przybywają na miejsce, pewnym szokiem jest to, iż dostarczony właśnie „nowy” manekin zdradza zaskakujące podobieństwo do zmarłego.

Clyde Ware przegrał proces i nic nie wskórał po ponownym podniesieniu sprawy na posiedzeniu apelacyjnym. Jego scenariusz – który notabene bardziej kojarzy się z wyemitowanym dwa lata przed powstaniem skryptu Ware’a odcinkiem The After Hours – nie był znany ani Charlesowi Beaumontowi ani nikomu z ludzi zaangażowanych w tworzenie serialu (w tym czasie Cayuga Productions nie korzystało już z niezamówionych materiałów i wszystkie scenariusze z tej kategorii odsyłane były do autorów nieczytane) a podobieństwo pomiędzy obiema historiami było bardzo ulotne. Niestety, w Columbia Broadcasting System zdecydowano o wstrzymaniu ponownych emisji tego znakomitego odcinka. Tak, jak wspomniano powyżej, w telewizji pojawił się powtórnie dopiero na „srebrny” jubileusz „Strefy Mroku”.

„We could understand each other and help each other and love each other.”

Ocena odcinka: 8/10

Advertisements
Seria 4, Odcinek 8 – Miniature

Jedna uwaga do wpisu “Seria 4, Odcinek 8 – Miniature

  1. Dla mnie „Miniature” to najlepszy odcinek tej serii jak na razie i sądzę że może się znaleźć na liście najlepszych w sezonie. Przede wszystkim to zasługa Duvalla, jednego z moich ulubionych aktorów, który chyba nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Filmy mogą być słabe, ale on zawsze prezentuje poziom przynajmniej dobry (tak na marginesie powiem że często dość i nie wiem w sumie czemu, bo za bardzo podobni do siebie nie są myli mi się z innym dobrym aktorem czyli z Jamesem Caanem – zawsze muszę się chwilę zastanowić kogo widzę na ekranie Caana czy Duvalla). Kolejnym plusem odcinka jest też soundtrack, po prostu świetny i nie mam na myśli tylko klasycznej muzyki Mozarta, ale też oryginalną jaką stworzono na potrzeby odcinka. No i świetny pomysł z „kinem niemym” w wiadomych scenach. Ogólnie scenariusz, dialogi, aktorstwo, reżyseria jest na typowym dobrym poziomie i w sumie miałem dać nawet 9/10, ale są dwie rzeczy z którymi mam problem mały w „Miniature”.

    Chodzi mi głównie o aktorkę co gra mamę Parkersa. Dobrze grała trochę nadopiekuńczą mamę, ale tak mnie irytowała i wkurzała czym dłużej trwał odcinek że trochę wybijało mnie to z oglądania, zwłaszcza mam na myśli jej głos. Równie mocno wkurzała mnie przyjaciółka siostry Charlesa, ta blondi z którą umówiła Myra brata. Zresztą ta scena randki jakoś tak zabawnie wyszła, tzn. nienaturalnie i dziwnie, zwłaszcza scena jak w twarz dostaje od blondi Duvall. W sumie to jedynie szwagier i Myra nie denerwowali mnie z rodziny Parkersa. I dlatego zamiast 9/10 dam 8 z mocnym plusem. Bo na tyle mnie wkurzały te postacie, że wybijały mnie trochę z oglądania.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s