Seria 4, Odcinek 6 – Death Ship

Screenshot_1
Seria 4, Odcinek 6 – Death Ship

Kosmos, Układ Gwiezdny 51, rok 1997. Załoga statku kosmicznego E-89 po wielomiesięcznych wojażach i zbadaniu trzynastu planet odbiera sygnał wzywający pomocy z globu, nad powierzchnią którego właśnie przelatują. Kapitan Ross (Jack Klugman) podchodzi do wezwania o pomoc z ogromną ostrożnością i dopiero pod presją pozostałych dwóch członków załogi, poruczników Masona (Ross Martin) i Cartera (Fredrick Beir) – zmęczonych przedłużającym się pozostawaniem w przestrzeni kosmicznej – godzi się na lądowanie na nieznanej planecie. Żaden z nich nie spodziewa się koszmaru, jaki tam zastaną. 

Źródło sygnału znajduje się we wraku pojazdu kosmicznego przypominającego do złudzenia ich własny statek. Bliższe oględziny utwierdzają Cartera i Masona, iż musi to być pojazd należący do ziemskiej cywilizacji. Jego wyposażenie i elementy z których jest zbudowany są identyczne, jak te których używa się do produkcji statków międzygwiezdnych na Ziemi. Kapitan Ross jednak nie akceptuje tej informacji. Z jego danych wynika, iż żaden statek ziemskiego pochodzenia – poza ich własnym – nie powinien przebywać w tym sektorze.

"We're dead. Can you imagine what it was like when this thing hit? We're dead."
„We’re dead. Can you imagine what it was like when this thing hit? We’re dead.”

Prawdziwą rewelacją okazuje się jednak odnalezienie trzech ciał, których bliższe oględziny ujawniają, iż należą nie do kogo innego, jak do Rossa, Cartera i Masona. Przejęci ogromną grozą astronauci zaczynają szukać możliwych wyjaśnień tego fenomenu. Mason i Carter stwierdzają, że najprawdopodobniej rozbili się w trakcie próby lądowania, natomiast kapitan Ross wysuwa teorię uskoku czasowego. Według jego hipotezy są właśnie świadkami jednej z możliwych wersji przyszłości, która niekoniecznie musi się ziścić – skoro bowiem znają finał splotu wydarzeń, będą mogli ich uniknąć. Jak? Otóż, aby nie dopuścić do potencjalnej katastrofy przy starcie, Ross sugeruje, że powinni pozostać na powierzchni planety.

Carter i Mason oponują. Kapitan Ross, jako jedyny z trójki astronautów, nie ma do czego wracać. Nie ma rodziny ani przyjaciół, za którymi tęskni i którzy oczekują jego powrotu na Ziemie. Ponadto, mimo iż na planeta, na której się znaleźli posiada zdatną do oddychania atmosferę, to jednak wątpliwym jest, by mogli odnaleźć na niej pożywienie a zapasy, które posiadają na statku nie wystarczą na długo.

"That isn't our ship! Those aren't our bodies! Can you imagine? (...) No. I don't know what it is, but there's a logical explanation for this. Everything has a logical explanation! This is me imagine this is you use your head. It's not what it seems!"
„That isn’t our ship! Those aren’t our bodies! Can you imagine? (…) No. I don’t know what it is, but there’s a logical explanation for this. Everything has a logical explanation! This is me imagine this is you use your head. It’s not what it seems!”

Ross uparcie trwa przy swojej decyzji, podczas gdy Carter doświadcza kolejnego fenomenu. Wydaje mu się, że znalazł się ponownie na Ziemi, witany przez dwójkę sąsiadów, pana Kramera (Ross Elliott) i pannę Nolan (Sara Taft). Zaskoczony ich widokiem i faktem, że najwyraźniej jakimś cudem znalazł się na Ziemi, Carter pędzi do swojego domu, by zobaczyć się z żoną a tam w sypialni znajduje tylko leżące na łóżku czarne rękawiczki i kapelusz z woalką oraz telegram informujący, iż porucznik Carter zginął w przestrzeni kosmicznej. Kiedy głos kapitana wyrywa go z majaków, Carter jest pewien, że wszyscy astronauci są martwi – przecież znajomi, których spotkał, Kramer i panna Nolan nie żyją od dawna. 

Jakiś czas później porucznik Mason ma podobną i poruszającą go do głębi wizję, w której spotyka swoje nieżyjące żonę i córeczkę, które zginęły w wypadku samochodowym. Kapitan Ross wysnuwa nową teorię. Nie są ani martwi, ani nie doświadczają wizji przyszłości, ale tak naprawdę poddani zostali telepatycznemu oddziaływaniu mieszkańców tajemniczej planety, na której się znaleźli. Kosmici chcąc się pozbyć przybyszy mieszają im w głowach, wywołując obrazy dawno zmarłych krewnych i przyjaciół, oraz potęgując lęki astronautów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby opuścili ów świat – załodze nie grozi śmierć ani żadne inne niebezpieczeństwo.

"I swear i was home! There was a telegram it said i'd been killed."
„I swear i was home! There was a telegram it said i’d been killed.”

Ku uldze wszystkich członków załogi, statek wznosi się na orbitę bez żadnych przeszkód. Kapitan Ross jednak, udowodniwszy że ma rację, nie zamierza tak łatwo odpuścić. Ich misją było badanie nowych światów, więc zgodnie z wytycznymi zamierza wylądować ponownie na planecie, w celu pobrania próbek i definitywnego udowodnienia Carterowi i Masonowi, że na powierzchni nie znajdą już rozbitego wraku. Załoga oponuje, dochodzi do przepychanki przy sterach, która o mały włos nie prowadzi do katastrofy. Po skorygowaniu kursu, Ross przeprowadza procedurę lądowania.

Ku zgrozie astronautów, po otworzeniu iluminatorów, ponownie widzą rozbitą wersję ich pojazdu. Carter rozpacza, pewien że po tym lądowaniu i ponownym starcie na pewno się rozbiją i katastrofa, której finał obserwują dojdzie do skutku. Mason jednak twierdzi, że nic takiego nie nastąpi, albowiem już się rozbili i wszyscy są martwi. Obaj błagają upartego kapitana Rossa, by pozwolił im odejść – albo opuścić tę planetę na zawsze, albo pozwolić im przejść „na drugą stronę” i dołączyć do ukochanych. Ross bezwzględnie stwierdza, że będą próbować do skutku, wznosić się i lądować, aż wreszcie udowodni swoją teorię i wypełni założenia misji. Pętla się zamyka i astronauci wracają do punktu wyjścia, w którym Mason odbiera wezwanie o pomoc z powierzchni nieznanej planety.

"-What's wrong, daddy? - Nothing, honey, nothing. I'm just happy to see you, that's all. "
„-What’s wrong, daddy? – Nothing, honey, nothing. I’m just happy to see you, that’s all. „

„Death Ship” jest rozwinięciem krótkiego opowiadania Richarda Mathesona, które po raz pierwszy pojawiło się na łamach „Fantastic Story Magazine” w marcu 1953 roku. Odkrycie własnych ciał w rozbitym duplikacie statku, który znaleźli astronauci na powierzchni nieznanej planety w pierwszej wersji kończy się konkluzją, iż zginęli oni przy próbie lądowania. W serialowej wersji „Death Ship” Matheson rozbudowuje historię, dodając kilka dodatkowych możliwości wyjaśnienia fenomenu, jaki napotkali Ross, Mason i Carter – jakkolwiek nie ulega wątpliwości, iż pierwotne wyjaśnienie z opowiadania wciąż pozostaje w mocy. Astronauci zginęli a upór kapitana Rossa sprawia, iż „niespokojne duchy” Cartera i Masona zmuszone są odtwarzać pełne grozy i emocji chwile, raz za razem, w swoistym czyśćcu, jaki zgotował im ich dowódca.

"Stop fighting it, captain. You're all out of explanations. There's only one left, and you know it. (...) Carter was home. That telegram was really there. I was with my wife and my daughter because i'm just like them now. (...) Accept it, captain. Stop trying to prove that we're alive. "
„Stop fighting it, captain. You’re all out of explanations. There’s only one left, and you know it. (…) Carter was home. That telegram was really there. I was with my wife and my daughter because i’m just like them now. (…) Accept it, captain. Stop trying to prove that we’re alive. „

Reżyserem odcinka jest Don Medford, odpowiedzialny za tak znakomite epizody „Strefy Mroku”, jak Deaths-Head Revisited, oraz A Passage for Trumpet” – w którym również podziwiać możemy Jacka Klugmana. Odcinek jest wyreżyserowany z niezwykłym wyczuciem i „nafaszerowany” całą masą mocno zagnieżdżających się w głowie scen i ujęć. Według mojej skromnej opinii, w żadnym z dotychczasowych epizodów „Strefy Mroku” nie udało się tak sprawnie wykorzystać elementów scenografii znanych z „Zakazanej Planety” – sceny lądowania i startu z powierzchni planety zaliczyć można bez cienia przesady do perełek kina science-fiction. Aby uzyskać pełen efekt, nadzorujący produkcję Herbert Hirschman, zlecił skonstruowanie specjalnej makiety, na której ustawiono miniaturowe rośliny i wypełniono piaskiem. „Statek unoszony był na cieniutkich drutach. Chciałem, by piasek wzbijał się w powietrze, kiedy pojazd zbliżał się do lądowania. Zbudowanie tej makiety było bardzo kosztowne i czasochłonne, ale wydawało mi się, że jest to niezbędne, aby zwiększyć wiarygodność tego odcinka” – wspominał po latach producent serialu.

Jedną z najbardziej poruszających scen tego epizodu jest moment spotkania porucznika Masona z jego córeczką, Jeannie (Tammy Marihugh). Ross Martin prezentuje tu niesamowite spektrum emocji, wypływające poniekąd z jego osobistych przeżyć. Martin, – który po rozstaniu ze swoją pierwszą żonę został rozdzielony ze swoją córką – aby w pełni wiarygodnie odegrać uczucia, jakich doświadcza jego bohater, porucznik Mason, zastosował ty metodę, której ongiś nauczył się od jednego ze swoich mentorów, reżysera Marty’ego Ritta. W jednym z wywiadów, nie ukrywał, iż czuł się z tym wyjątkowo niekomfortowo, ale efekt który osiągnął okazał się imponujący. „A więc wyobrażałem sobie swoje dziecko w pewnych okolicznościach. (…) Zobrazowałem sobie ją w oknie płonącego budynku, panicznie wzywającą mojej pomocy. (…) Odgrywając tę scenę i imaginując sobie uprzednio swoją córeczkę w takich okolicznościach, kiedy spoglądałem na to dziecko, moje serce naprawdę pękało. Czułem autentyczną radość, kiedy ją zobaczyłem.” – wspominał Martin po latach.

"I don't accept it! We're going to go over it again until i find the answer! (...) We're going to go over it again, do you hear? We're going to go over it again! We're going to go over it again!"
„I don’t accept it! We’re going to go over it again until i find the answer! (…) We’re going to go over it again, do you hear? We’re going to go over it again! We’re going to go over it again!”

Matheson był zachwycony sposobem, w jaki przeniesiono jego wizję na ekran. Była to jedna z wyjątkowych okazji, kiedy „stary malkontent” – jak sam siebie określał w liście pochwalnym napisanym po obejrzeniu „Death Ship” sam autor – był w pełni zadowolony efektem finalnym. Pisarz uznał ów odcinek za absolutny majstersztyk w każdym calu – pochwalił wybitną grę aktorów, wspaniałe zdjęcia i efekty specjalne a nawet dobór muzyki. To naprawdę rzadki przypadek, kiedy Matheson wypowiadał się w tak pełnym entuzjazmu, pochwalnym tonie o adaptacji swojego dzieła. Rod Serling, w pełnej kurtuazji odpowiedzi – jak to miewał w zwyczaju – nie szczędził pochwał pod adresem samego autora i materiału wyjściowego. Co ciekawe, wspominał wówczas również o chęci powrotu do półgodzinnego formatu odcinków, zapytując Mathesona, czy może na niego liczyć, jeśli taka sytuacja zaistnieje.

Mówiąc o materiale wyjściowym – Matheson często musiał bronić się przed zarzutami odnośnie podobieństw „Death Ship” do historii „Mars is Heaven” autorstwa (niespodzianka!) Raya Bradbury’ego (którą, notabene, do formy scenariusza zaadaptował później sam Matheson na potrzeby mini-serii „Kroniki Marsjańskie” z 1980 roku). Autor zwraca uwagę na jedną istotną kwestię – w przeciwieństwie do opowieści Bradbury’ego, w której Marsjanie muszą bronić się przed przybyszami używając mocy parapsychicznych, w historii Mathesona nie ma kosmitów – „…jest tylko człowiek dostatecznie silny, aby narzucić swoją wolę innym i nie przyjmować do świadomości rzeczywistości… powtarzając ten błąd raz za razem…” – tłumaczył ważką różnicę pomiędzy utworami autor „Death Ship”. 

"Picture of a man who will not see anything he does not choose to see - including his own death. A man of such indomitable will that even the two men beneath his command are not allowed to see the truth; which truth is, that they are no longer among the living, that the movements they make and the words they speak have all been made and spoken countless times before - and will be made and spoken countless times again, perhaps even unto eternity. Picture of a latter-day Flying Dutchman, sailing into The Twilight Zone."
„Picture of a man who will not see anything he does not choose to see – including his own death. A man of such indomitable will that even the two men beneath his command are not allowed to see the truth; which truth is, that they are no longer among the living, that the movements they make and the words they speak have all been made and spoken countless times before – and will be made and spoken countless times again, perhaps even unto eternity. Picture of a latter-day Flying Dutchman, sailing into The Twilight Zone.”

Ocena odcinka: 8/10

Advertisements
Seria 4, Odcinek 6 – Death Ship

Jedna uwaga do wpisu “Seria 4, Odcinek 6 – Death Ship

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s