Literatura: Perchance to Dream: Selected Stories, Charles Beaumont

screenshot_11
Perchance to Dream: Selected Stories, Penguin Classics, 2015

Nie odbiegającym od prawdy, choć z całą pewnością niesprawiedliwym, będzie stwierdzenie, że relatywnie niewielkie grono czytelników, którzy dzisiaj pamiętają kim był Charles Beaumont byłoby dziś jeszcze mniejsze, gdyby nie jego współpraca z Rodem Serlingiem, oraz Rayem Bradburym – przyjacielem i mentorem Chucka – jak również z Georgem Claytonem Johnsonem. Czy opowiadania pisarza byłyby czytane współcześnie i ukazywałyby się w regularnie wznawianych, jak i zupełnie nowych kolekcjach i antologiach, gdyby nie jego wkład w tworzenie „Strefy Mroku” i popularność jaką zyskał serial? Prawdopodobnie nie. Z drugiej jednak strony zadać należy inne pytania. Jakim serialem byłaby „Strefa Mroku” bez Charlesa Beaumonta? I na jakie wyżyny mógłby wzbić się ów pisarz – który w poruszanych w swych opowiadaniach kwestiach i w materii zawartych w nich koncepcji wyprzedzał pisarzy takich, jak Isaac Asimov, Ira Levin i Phillip K. Dick – gdyby nie jego nieuleczalna choroba i przedwczesna śmierć w 1967 roku, w wieku zaledwie trzydziestu ośmiu lat? Zbiór „Perchance to Dream: Selected Stories” wydany w październiku 2015 roku daje znakomitą sposobność zapoznania się z dziełami tego wyjątkowego pisarza i scenarzysty. Kolekcja ta wydaje się idealna, zarówno dla nowych, zupełnie nieznających jego dorobku czytelników, jak i dla wielbicieli twórczości zaadaptowanej później na potrzeby „Strefy Mroku”, którym dane tu będzie poznać nieco inne oblicze Chucka Beaumonta.

Siedem z dwudziestu trzech opowiadań zawartych w niniejszym zbiorze doczekało się adaptacji w postaci odcinków „Strefy Mroku”. Większość z odcinków serialu powstałych na kanwie tych siedmiu krótkich historii weszło do kanonu jego najlepszych epizodów. Co ciekawe, kilka z nich nie zostało zekranizowanych w dosłownym sensie – krótka historia zatytułowana „Träumerei” (1956) wydaje się być jedynie punktem wyjścia do opowieści, którą poznaliśmy w serialu pod tytułem Shadow Play. Opowiadanie skupia się jedynie na wycinku fabuły – jednym dialogu, w którym dwójka bohaterów deliberuje na temat prawdopodobieństwa tego, iż w rzeczywistości obaj są wytworem sennych majaków oczekującego na karę śmierci mordercy. W tym przypadku, podobnie jak w innym z zawartych tu opowiadań, zatytułowanym In His Image(wydanym po raz pierwszy w 1957 roku pod tytułem „The Man Who Made Himself”) ekranizacja wypada zdecydowanie lepiej. „In His Image” nie różni się, co prawda, znacząco od oryginału, ale zawiera dwie interesujące, pełne napięcia i wzbogacające pierwotną wersję sceny.

The shaman’s voice slithered into his mind. Chanting. “. . . you were destroying us against our will, Mr. Austin. Our world, our life. And such is your mind, and the mind of so-called ‘civilized’ men, that you could not see this was wrong. You have developed a culture and a social structure that pleased you, you were convinced that it was right; therefore, you could not understand the existence of any that differed. You saw us as ignorant savages—most of you did—and you were anxious to ‘civilize’ us. Not once did it occur to you that we, too, had our culture and our social structure; that we knew right and wrong; that, perhaps, we might look upon you as backward and uncivilized . . .”

Opowiadanie „The Jungle” (1954) zekranizowane w „Strefie Mroku” pod tym samym tytułem różni się ogromnie od swojej filmowej adaptacji. Różnice te przemawiają na korzyść oryginału. W przeciwieństwie do wersji filmowej „The Jungle” jest historią science-fiction, ukazującą problemy wypływające z postępu i wdzierającej się przemocą w serce afrykańskiego kraju cywilizacji. Budowa ogromnego miasta-molocha Mbarara prowadzi do eksterminacji rdzennych mieszkańców tych terenów. Mbarara jest prototypem, od sukcesu którego uzależnione powstawanie kolejnych tego typu projektów, mających uratować zindustrializowane obszary planety przed przeludnieniem. Z pozoru słabi i prymitywni mieszkańcy Afryki biorą jednak odwet na nieliczących się z nimi przedstawicielami cywilizacji i wkrótce Mbarara zmienia się wymarły, spustoszony przez tajemniczą zarazę cmentarz a jego ostatni żywy mieszkaniec, Richard Austin zmuszony jest stawić czoła charyzmatycznemu szamanowi, który zamierza jednak dać intruzowi ostatnią szansę. To znakomite, trzymające w napięciu opowiadanie, którego centralną częścią – w przeciwieństwie do adaptacji – jest konfrontacja dwóch silnych charakterów, reprezentujących zupełnie inne postawy – szamana Bokawah i Richarda Austina. Ślepa wiara Austina w bezwzględny postęp cywilizacyjny, który musi prowadzić do eksterminacji prymitywnych kultur, prowadzi ostatecznie do zguby jego i jego małżonkę.

My mother told me something. She told me that if I stared at the tapestry long enough, the horses would start to move. They’d go right over the cliff, she said. I tried it, but nothing happened. She said, ‘You’ve got to take time. You’ve got to think about it.’ So, every night, before I went to bed, I’d sit up and stare at that damn tapestry. And, finally, it happened. Over they went, all the horses, all the men, over the edge of the cliff . . .

Opowiadania The Howling Man (1959), Perchance to Dream(1958) różnią się od swych późniejszych ekranizacji drobnymi detalami. W pierwszym z nich kwestia natury istoty, z którą styka się i którą nieopatrznie uwalnia z okowów w opactwie St. Wulfran, podróżnik Ellington, zostaje poprowadzona nieco delikatniej niż w finale odcinka, dzięki czemu zwieńczenie opowieści pozostaje nieco więcej przestrzeni do interpretacji. W każdym razie wiezień uwolniony z lochu nie zmienia się w obłoku dymu w Szatana, ale dyskretnie z znika w ciemnościach. W „Perchance to Dream” zaś podłoże lęków głównego bohatera wydaje się być nieco pogłębione. Jego matka cierpiała bowiem na chorobę podobną do jego przypadłości i biedaczka zmarła w trakcie snu. Nękany dziwacznymi snami – w których natura kobiety zwanej w adaptacji Mayą wcale nie jest tak jednoznacznie złowroga, jak w odcinku „Strefy Mroku” – pan Hall, cierpiący na dolegliwości związane z arytmią, wydaje się nad-interpretować swoje majaki i wyolbrzymiać lęki. Motyw „poruszających się” pod wpływem sugestii, obserwowanych przez długi czas obiektów – wątek obrazu z okrętem, znany z odcinka serialu – jest tu wzbogacony o koncepcję „ożywających” postaci z tapety w dziecinnym pokoju dziesięcioletniego Halla.

She looked down at her own body, then at the walls which reflected it. Flesh of her flesh, bone of her bone, all hers, made by no person, built by herself or Someone she did not know . . . Uneven kneecaps making two grinning cherubs when they straightened, and the old familiar rubbing together of fat inner thighs. Fat, unshapely, unsystematic Mary. But Mary.

Ostatnie dwa z zaadaptowanych później opowiadań, to – jedno z najwcześniej powstałych i jednocześnie najlepszych w całym zbiorze – „The Beautiful People” (1952) – zekranizowane pod tytułem „Number Twelve Looks Just Like You” oraz „Song for a Lady” (1960), które w „Strefie Mroku” doczekało się ekranizacji pod tytułem „Passage on the Lady Anne”„The Beautiful People” opowiada historię dziewczyny żyjącej w świecie przyszłości, w którym dzięki postępowi i naukowym odkryciom udało się uzyskać możliwość przemiany każdego człowieka w istotę doskonale piękną. Przemiany dokonuje się – zgodnie z obowiązującymi przepisami – po osiągnięciu pełnoletności. Główna bohaterka jednak – „skażona” opowieściami zmarłych ojca i dziadka, którzy uznawali przymuszanie ludzi do ślepego podążania za obowiązującymi normami za nieetyczne, oraz pod wpływem zakazanych przez Państwo książek – nie zamierza poddawać się przemodelowaniu. Chce pozostać sobą. Naraża się tym samym na napiętnowanie ze strony matki i szykany ze strony władz, aż wreszcie podstępem zostaje zmuszona do przemiany.  Widzowie „Strefy Mroku” bez problemu odnajdą tu pomysły i kwestie, które później sam Serling poruszał w odcinkach The Obsolete Man i Eye of the Beholder.

„Song for a Lady” to interesująca, ale bodajże najmniej porywająca historia, z tych które później doczekały się serialowej adaptacji. Młoda para wyrusza w podróż liniowcem „Lady Anne”, który okazuje się niczym innym, niż statkiem-widmo, który od wieków zabiera nowożeńców w podróż poślubną niemającą końca. Do „…Lady Anne” wrócę pewnością przy okazji omawiania samej adaptacji. Ciekaw jestem, co z tej opowieści udało się „wycisnąć” w serialu.

The Lady Anne gave ’em time to know each other.” The old man laughed. “She was a wise ship. She understood such things.”

Pozostałe opowiadania prezentują naprawdę szerokie spektrum gatunkowe. Dominują w nich opowieści niesamowite i fantastyczne, z charakterystycznym dla „Strefy Mroku” twistem finałowym, ale nie brak tutaj też historii dużo bardziej lirycznych, wzbudzających w czytelniku pewną nostalgię za minionymi czasami i pewnym trudnym do nazwania stylem prowadzenia narracji. Opowieści te często pojawiają się w formie gawędy opowiadanej przez jednego z bohaterów, będąc raz to ostatnią spowiedzią protagonisty, bądź próbą przedstawienia nękających go problemów przyjacielowi lub lekarzowi. W „Strefie Mroku” Charles Beaumont niejednokrotnie udowodnił, że potrafi być o tyleż poważny, co niepoważny i w „Perchance to Dream: Selected Stories” również pojawiają się opowiadania satyryczne i silnie nacechowane humorem. Zdarza się mu również sięgnąć do granic dobrego smaku – niektóre z historii tu opowiadanych z uwagi na obsceniczne i raczej wulgarne elementy nie mogłyby się znaleźć w oryginalnej „Strefie Mroku” – a i współcześni twórcy filmowi mogliby mieć pewne opory przed ich zaadaptowaniem. Zbiór ów jest reprezentatywny choć – ze względu na kilka mniej udanych, zawartych w nim opowiadań – trudno uznać „Perchance to Dream: Selected Stories”  za „najlepsze z najlepszych” w dorobku Charlesa Beaumonta. Zdecydowanie jednak jest to pozycja, którą warto się zainteresować, jeśli pragnie się poznać „wszystkie twarze” jednego z najlepszych pisarzy i scenarzystów tworzącego na przestrzeni lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.

Perchance to Dream: Selected Stories, Penguin Classics, 2015
Perchance to Dream: Selected Stories, Penguin Classics, 2015

PONIŻEJ KILKA SŁÓW O POZOSTAŁYCH OPOWIADANIACH ZAWARTYCH W ZBIORZE

„Sorcerer’s Moon” (1959) – krótkie opowiadanie o dwóch – jedynych dwóch – potężnych, żyjących współcześnie magach. Mimo pełnych kurtuazji acz chłodnych kontaktów, jakie podtrzymują, każdy z nich marzy o ostatecznym pozbyciu się tego drugiego. Sprytny plan wyeliminowania przeciwnika podjęty przez jednego z nich okazuje się mieć jedną słabą stronę – wynajęty do zadania człowiek za odpowiednia ilość pieniędzy gotów jest pracować dla każdego. Dosłownie: dla każdego.

„You Can’t Have Them All” (1956) – kto powiedział, że nie można mieć wszystkich kobiet, jakich się pragnie? Główny bohater tego opowiadania, dysponując odpowiednią wiedzą naukową i środkami pieniężnymi wyselekcjonował czterysta kandydatek wśród płci pięknej, które spełniają jego kryteria doboru partnerek. Następnie, by zadać kłam tezie zawartej w tytule opowiadania, wyposażony w dający mu przewagę napój miłosny własnej produkcji, rusza w świat by „zaliczyć je wszystkie”. Ilość poświęcanej na to energii sprawia, że dwudziestopięciolatek zmienia się w wyglądającego na czterdzieści osiem lat mężczyznę. Nie ma już sił by „zaliczyć” ostatnią z kandydatek. I nie będzie miał też sił, by zaczynać cały proces od nowa, jeśli zawiedzie. Udaje się więc po wsparcie do lekarza… który wysłuchawszy jego historii ani myśli mu pomagać. Kandydatka numer 400 to w końcu jego własna małżonka. Znakomite, pełne humoru – choć z dość naciąganym finałem – opowiadanie, które nie bez przyczyny po raz pierwszy pojawiło się magazynie „Playboy”.

(…) my father offered similar diagnosis. “My son,” he said, placing an affectionate hand upon my shoulder, “I know what you feel, believe me. And it’s a terrible, terrible thing. But there’s no way around it. You can’t have them all.

„Fritzchen” (1953) – tytułowy Fritzchen, to malutki przedstawiciel gatunku, który nieznany jest ziemskim naukowcom. Umieszczony w sklepie zoologicznym, okazuje się dysponować telepatyczną mocą uśmiercania innych malutkich zwierzątek. Najgorsze jednak jest to, że na jego pełne żalu nawoływanie odpowiada wkrótce jego – dużo większa – mama. Sympatyczne opowiadanie nawiązujące w pewnych aspektach do twórczości H. P. Lovecrafta.

„Father, Dear Father” (1957) – główny bohater, twórca maszyny służącej do podróży w czasie zamierza udowodnić, że paradoks dziadka to kompletna bzdura. Wyrusza więc w przeszłość i zabija własnego ojca. Kiedy wraca, dumny z tego, iż zadał kłam obiegowej teorii – w końcu jego niezakłócone wydarzeniem z przeszłości istnienie tego dowodzi, prawda? – niszczy maszynę czasu. Jego żona rzuca jednak cień wątpliwości – na zdjęciu z przeszłości wcale nie jest podobny do swojego ojca. Problem w tym, że… cóż, jego matka nie była chyba z nim (i jego Bogu ducha winnym, zamordowanym, „ojcem”) do końca szczera…

„Well, I’m a son of a bitch,” he said. And, in a manner of speaking, so he was.

„A Classic Affair” (1955) – cóż, opowiadanie w stylu opery mydlanej z twistem. A więc po kolei. Przyjaciel pewnego małżeństwa, zostaje poproszony przez żonę wchodzącą w skład tegoż związku o zbadanie podejrzewanego przez nią o romans małżonka a swojego „serdecznego” druha. Poproszony o dyskrecję bynajmniej nie zamierza jej dochować, bowiem sam kocha się w wyżej wspomnianej damie. Jego kumpel w istocie ma romans z Miss Duesenburg a ta okazuje się… samochodem na którego kupno ów nieszczęśnik nie może sobie pozwolić. Tak więc poproszony o udowodnienie zdrady mężczyzna postanawia wykorzystać szansę i wyeliminować rywala. Chce kupić mu samochód w zamian za… odejście od żony. Problem w tym, że w finale, zasiadając za kierownicą Duesenburga, zaczyna widzieć sprawy z zupełnie innej perspektywy.

„Place of Meeting” (1953) – Ziemię spotkał globalny kataklizm. Grupa osób spotyka się na leśnej polance i każdy z obecnych po kolei zdaje sprawozdanie ze swoich poszukiwań. Nie ma już żywego człowieka w żadnym z zakątków świata. Zrozpaczeni pytają swojego przywódcę „Co czynić?”. „Cóż” – odpowiada ów „Wkrótce pojawią się nowe stworzenia i nowa krew. Pozostaje nam tylko trochę poczekać”. A następnie wszyscy wracają do snu w swoich przytulnych trumnach. Sympatyczne opowiadanko, które w finale skręca w naprawdę niespodziewanym kierunku.

„Blood Brother” (1961) – i kolejne opowiadanie z wampirem. Tym razem zarażony wampiryzmem mężczyzna przychodzi do psychologa i utyskuje na sytuację w jakiej się znalazł. Nie cierpi być wampirem i źle znosi to, jak ludzie odnoszą się do dzieci nocy. Zabawne, choć raczej niezbyt oryginalne opowiadanie z mało zaskakującym finałem.

Have you ever heard a nice thing said about a vampire? Ever in your whole life? No. Why? Because people hate us. But I’ll tell you something even sillier. They fear us, too!” The pale man laughed a wild, mirthless laugh. “Us,” he said. “The most helpless creatures on the face of the Earth! Why, it doesn’t take anything to knock us over. If we don’t cut our throats trying to shave—you know the mirror bit: no reflection—we stand a chance to land flat on our back because the neighbor downstairs is cooking garlic. Or bring us a little running water, see what happens. We flip our lids. Or silver bullets. Daylight, for crying out loud! If I’m not back in that stupid coffin by dawn, zow, I’m out like a light. So I’m out late, and time sort of gets away from me, and I look at my watch and I’ve got ten minutes. What do I do? Any other vampire in his right mind, he changes into a bat and flies.

„The Monster Show” (1956) – najłatwiejszy sposób na podbicie rasy ludzkiej? Stworzenie niewymagającego głębszej myśli, popularnego szoł telewizyjnego, zaszycie w nim odpowiedniej informacji podprogowej i wyemitowanie go w godzinie największej popularności. Satyra na telewizję z inwazją kosmitów w tle.

„Free Dirt” (1955) – chciwość nie popłaca. Pan Aorta wpadł na znakomity pomysł wykorzystania gleby pobieranej z cmentarza, by zwiększyć płodność przydomowego ogródka warzywnego. To swoiste świętokradztwo nie może się obyć bez kary i taka pana Aortę, wielbiciela warzyw, ostatecznie dosięga.

„The Magic Man” (1960) – Doktor Silk od lat zachwyca mieszkańców małych miasteczek na Dzikim Zachodzie swoimi opowieściami o dalekich i egzotycznych krainach, które odwiedził w trakcie swych podróży. Doktor Silk bawi dzieci i dorosłych magicznymi sztuczkami a po pokazach oferuje im dekokty na wszelkie dolegliwości. Jednak Doktor Silk, sztukmistrz, to w rzeczywistości stary i zmęczony Micah Jackson, oszust i szarlatan. Tym razem zamierza pokazać prostaczkom coś, w co nie będą w stanie uwierzyć – swoją prawdziwą twarz.

„Last Rites” (1955) – wielebny Courtney udaje się z posługą ostatniego namaszczenia do swojego przyjaciela George’a Donavana. Donovan to zasłużony członek społeczności i wieloletni druh księdza, z którym wspólnie wiele przeżyli i odbyli niezliczoną ilość teologicznych, filozoficznych i naukowych dysput. Tuż przed śmiercią Donovan musi podzielić się z kapłanem największym ze swoich sekretów, co prowadzi do długiej dysputy na temat tego, czy sztuczna inteligencja, mechaniczna istota wyposażona w elektronowy mózg, może dostąpić po śmierci wniebowstąpienia.

„The Music of the Yellow Brass” (1959) – pięknie napisana i liryczna historia młodego torreadora, Juanita Galveza, który ma nieszczęście zakochać się pięknej kobiecie „należącej” do jego patrona, dona Alfredo. Ów nie zamierza puścić tego płazem i zmusza młodzieńca do nierównej konfrontacji z groźnym bykiem. Juanito – wbrew radom przyjaciela – nie zamierza ustąpić w pojedynku, w którym czeka go sława bądź śmierć. Opowieść urywa się w momencie, kiedy młody Galvez wychodzi na arenę. Znakomity otwarty finał, bardzo dobre opowiadanie.

And then he heard the swell of sound, the trumpets; and he turned his head. The toril gate began to open, slowly. Slowly, from the center of darkness, came a shape. Juanito Galvez smiled. Stepping out onto the warm and welcoming sand, he wondered what he had ever done to deserve such good fortune.

„The New People” (1958)  – jedno z najbardziej obrzydliwych opowiadań Beaumonta opowiada historię mieszkańców spokojnego i modelowego amerykańskiego przedmieścia, którzy znudzeni zwykłym, szarym życiem podejmują się coraz to bardziej okrutnych i obscenicznych czynności (łącznie z uprawianiem kultu Szatana i składaniem mu ofiar z ludzi). Historia mocno kojarząca się z powstałym dziewięć lat później „Dzieckiem Rosemary” Iry Levina, obfitująca w opisy odrażających mordów – odtwarzających słynne historyczne zabójstwa – i seksualnych dewiacji. Zdecydowanie najmocniejsza pozycja w dorobku Charlesa Beaumonta.

„A Death in the Country” (1957) – opowiadanie powstałe z jednej z pasji Beaumonta – zamiłowania do wyścigów samochodowych. Centralnym punktem jest więc obrazowo opisany, trzymający w napięciu i zwieńczony tragedią wyścig automobili. Głównym bohaterem zaś miotany wątpliwościami, szukający sensu w narażaniu swego życia w wyścigach, acz jednocześnie nieumiejący nic innego i uzależniony od adrenaliny, kierowca rajdowy.

„Night Ride” (1957) – kolejna wyśmienita opowieść z nieszczęśliwą miłością w tle. Młody David Green wstępuje do zespołu jazzowego, noszącego nazwę Band of Angels. Green, który ma za sobą tragiczną przeszłość, próbuje zagłuszyć wspomnienia muzyką, którą wykonuje na poziomie wirtuoza. Kapela z Davidem rzeczywiście gra, jakby była sekcją niebiańskiej orkiestry – każdy wchodzący w jej skład członek jest mistrzem w swojej dziedzinie. Problem pojawia się, kiedy Green zakochuje się z wzajemnością w pannie Schmidt. Inny z członków kapeli, Max Dailey, dla którego dobro grupy jest dobrem nadrzędnym rozpuszcza plotkę, iż dziewczyna zdradza Daveya. Dla chłopaka tego jest już za wiele… Finał historii kończy się podwójną tragedią – David popełnia samobójstwo a Max, napiętnowany przez resztę członków zespołu, pozostawiony zostaje samemu sobie… z naładowanym pistoletem na podorędziu.

„The New Sound” (1955) – Niejaki pan Goodhew to kolekcjoner wszelkiego rodzaju odgłosów. Kiedy zebrał już pokaźną kolekcję dźwięków z całego świata, stwierdził że pora posunąć się o krok dalej. Zgromadzona przez niego grupa ludzi zaczęła zbierać odgłosy towarzyszące… umieraniu. Odtąd pan Goodhew staje się zapalonym nekroaudiofilem, kolekcjonującym dźwięki z miejsc wypadków, katastrof i tragicznych zgonów. Jakkolwiek, jako że coraz trudniej było zdobyć oryginalne odgłosy związane ze śmiercią a pan Goodhew nieźle płacił, jego pomocnicy zaczęli się wykazywać inwencją dokonując morderstw, często – dla lepszego efektu – poprzedzonych torturami. Jednak i ten zasób dźwięków wkrótce się wyczerpał i panu Goodhewowi pozostały jedynie dwa wyjścia: nagrać odgłos towarzyszący jego własnej śmierci, lub… śmierci całej planety.

Mr. Goodhew held the microphone high out the window and chuckled: even when the fires began, he chuckled. He breathed fast, waiting . . . A little more, a little longer, two more seconds: Now! He snapped a switch and watched the glistening tanness of tape hiss in fast reverse. He snapped another switch, stopping it.

Perchance to Dream: Selected Stories, Penguin Classics, 2015
Perchance to Dream: Selected Stories, Penguin Classics, 2015
Reklamy
Literatura: Perchance to Dream: Selected Stories, Charles Beaumont

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s