Ludzie ze Strefy Mroku: Rod Serling (VII) – The Time Element

Ludzie ze Strefy Mroku: Rod Serling (VII) - The Time Element
Ludzie ze Strefy Mroku: Rod Serling (VII) – The Time Element

Wbrew oczekiwaniom widzów – jak i wstępnym założeniom kontraktu pomiędzy Palisades Productions (firmy producenckiej utworzonej przez Roda Serlinga) – „Strefa Mroku” nie zadebiutowała jesienią 1958 roku. Mimo licznych sukcesów i udanej współpracy ze stacją w ramach antologii „Playhouse 90”, dopiero trzeci ze scenariuszy Roda Serlinga, który miał stać się podstawą do inicjującego nową serię odcinka pilotażowego, zyskał aprobatę Williama Selfa, którego zadaniem było koordynowanie produkcji „Strefy Mroku”. Jakkolwiek, nawet jeśli tym razem wybredny decydent z CBS uznał, że „The Time Element” doskonale nadaje się na odcinek, który „z przytupem” otworzyłby nowy serial Roda Serlinga, to udanemu startowi serii stanęły na przeszkodzie inne – z dawna zaplanowane – serialowe premiery. Dla „Strefy Mroku” zrobiło się w jesiennej ramówce Anno Domini 1958 po prostu za tłoczno. Scenariusz „The Time Element” był jednak zbyt dobry, aby „leżakować” w szufladzie i według włodarzy stacji CBS należało z nim coś zrobić.

Rod Serling tymczasem jakby nieco spuścił z tonu, jeśli chodzi o „Strefę Mroku”. W prasie z tego okresu natrafić możemy na jego pełne zwątpienia i utrzymane w dość negatywnym tonie wypowiedzi o ograniczeniach – nie używając tu eufemizmów – cenzorskich, krępujących jego swobodę twórczą. „The Time Element”, mimo akceptacji przez Williama Selfa, spotkał się z dość krytyczynym odbiorem ze strony Berta Graneta. Granet był jednym z producentów programu Westinghouse Desilu Playhouse, w ramach którego – jak zdecydowano – miał zostać wyemitowany niedoszły pilot „Strefy Mroku”.

Lucille Ball i Desi Arnaz na planie produkowanego przez Desilu Productions serialu, który zdefiniował gatunek sitcomu -
Lucille Ball i Desi Arnaz na planie produkowanego przez Desilu Productions serialu, który zdefiniował gatunek sitcomu – „I Love Lucy”

Problem ze skryptem Serlinga polegał na tym, iż pewien jego aspekt godził w interesy Westinghouse, które nawiązało intratne kontrakty z Departamentem Obrony Stanów Zjednoczonych. Mianowicie, jedna w jednej z kluczowych scen, podróżujący w czasie Peter Jenson, główny bohater „The Time Element”, który trafia na Pearl Harbor w przeddzień słynnego japońskiego nalotu, próbuje ostrzec dowódców stacjonujących tam wojsk o mającym nastąpić ataku. Oczywiście, nikt z wojskowych nie wierzy w te rewelacje. Jenson zostaje potraktowany jako wariat i aresztowany. Granet uznał, że w obliczu rozgrywającego się właśnie – i będącego w centrum opinii publicznej – kryzysu libańskiego, ukazanie przedstawicieli armii Stanów Zjednoczonych, jako osób niekompetentnych i krótkowzrocznych, mogłoby godzić nie tylko w interesy studia, ale odbić się negatywnie na odbiorze samego dzieła. Rod zmuszony został więc do przepisania tej sceny i w finałowej wersji scenariusza zastąpił wizytę w sztabie dowodzenia wojsk amerykańskich, odwiedzinami Jensena w siedzibie lokalnej gazety.

Gdy „The Time Element” borykało się z kolejnymi, mniejszymi bądź większymi, kłopotami realizacyjnymi (kilkukrotnie zmieniała się osoba na stanowisku reżysera, skrypt przechodził kolejne poprawki – między innymi usunięto z niego wszelkie ślady po tym, iż w istocie rzeczy stanowił podstawę pilota „Strefy Mroku” a wprowadzenie i epilog zmodyfikowano tak, by pasowały do stylu zapowiedzi czynionych przez gospodarza Desilu Playhouse, aktora i producenta, Desiego Arnaza), Rod Serling nie zasypiał gruszek w popiele. Wciąż zobowiązany był dostarczać kolejne scenariusze dla „Playhouse 90” (z których część z różnych przyczyn nie została nigdy zrealizowana), oraz pracował nad broadwayowską adaptacją wyemitowanego wcześniej w ramach tejże antologii „Pożegnania z ringiem” („Requiem for a Heavyweight”), której premiera zaplanowana została na jesień 1958 roku. Jeśli chodzi o „Strefę Mroku”, w okresie tym zaszły dwie znaczące zmiany. Firma producencka Serlinga została przemianowana na Cayuga Productions (od nazwy jeziora Cayuga, nad którym Rod i Carol spędzali wakacje) a renegocjowany przez nią kontrakt z CBS skracał, pierwotnie zakładany na godzinny czas trwania odcinka serialu, do trzydziestu minut.

Zamiast Roda Serlinga, Desi Arnaz zapowiadający historię rodem ze
Zamiast Roda Serlinga, Desi Arnaz zapowiadający historię rodem ze „Strefy Mroku”.

Zanim „The Time Element” został wyemitowany – 24 listopada 1958 – Rod Serling nie krył swojego niezadowolenia z przebiegu realizacji tego odcinka. Co więcej, jak zdradził reporterowi magazynu „Variety”„The Time Element” został „rozwodniony” w stosunku do tego, czym był w jego zamierzeniu. Wskutek tego, stwierdził Rod Serling  „od tej pory już nigdy nie popełni scenariusza dla telewizji”. Wyłączając z tego – na szczęście – jego własną serię, „Strefę Mroku”. Jakkolwiek jego krytyczne uwagi złożyć można na karb problemów, jakie napotkał na drodze do urzeczywistnienia swojej wizji, albowiem „The Time Element” jest jednym z najlepszych odcinków „Strefy Mroku”, który… cóż… formalnie nie jest odcinkiem „Strefy Mroku”.

Bohaterem „Czynnika Czasu” jest Peter Jenson (William Bendix), który nie mogąc sobie poradzić z nękającym go powracającym snem, zwraca się o pomoc do psychologa, doktora Gillespie (Martin Balsam). Jenson w ogóle nie zakłada, że Gillespie pomoże mu „wyleczyć” się z koszmarów, bowiem jest niemal w stu procentach przekonany, iż rozgrywające się w trakcie ich trwania wydarzenia są najprawdziwszą prawdą. Powodem jego wizytu u psychologa jest raczej chęć podzielenia się fenomenem, który go dotknął i poznaniem opinii lepiej wykształconego człowieka. 

Do Petera Jensona (William Bendix) powoli dociera fakt, że tęgi kac to nie największy z jego obecnych problemów. W tle państwo Janosky (Darryl Hickman i Carolyn Kearney) celebrują dopiero co zawarty związek małżeński
Do Petera Jensona (William Bendix) powoli dociera fakt, że tęgi kac to nie największy z jego obecnych problemów. W tle państwo Janosky (Darryl Hickman i Carolyn Kearney) celebrują dopiero co zawarty związek małżeński.

Okazuje się, że za każdym razem, kiedy zasypia, Jenson przenosi się do Honolulu, dnia 6 grudnia, 1941 roku, w przeddzień ataku na bazę w Pearl Harbor. Mimo towarzyszącego mu podczas przebudzenia na Hawajach tęgiemu kacowi, oraz z trudem trzymając na wodzy swój wybuchowy temperament, bezskutecznie stara się ostrzec ludzi o przyszłym japońskim ataku. Jenson, mimo iż jest typem człowieka, którego trudno uznać za osobę obdarzoną szczególną empatią, próbuje uratować dwójkę świeżo poślubionych małżonków, oraz nadać rozgłosu sprawie ataku, za pośrednictwem miejscowej gazety. Jego działania przynoszą kiepski skutek – ludzie zaczynają uznawać go za wariata. Do momentu, kiedy faktycznie, 7 grudnia 1941 roku, rzeczony atak następuje.

Doktor Gillespie próbuje wyjaśnić fenomen w naukowy sposób, rzecz jasna negując fakt, iż Jenson faktycznie przenosi się w czasie. Jakkolwiek jego pacjent ma jeszcze jednego asa w rękawie. Otóż, Jenson stwierdza, że nigdy nie był w Honolulu (pomijając sny), więc postanowił zrobić mały eksperyment. Zapytał młodego chorążego (wspomnianego wcześniej pana młodego) o nazwisko. Ten powiedział mu, że on i jego małżonką zwą się Janosky i pochodzą z White Oak, w stanie Wisconsin. Po przebudzeniu Peter Jenson poszukał tego – raczej niepospolitego – nazwiska w książce telefonicznej i znalazł tylko jeden numer, pod który bezzwłocznie zadzwonił. Kobieta po drugiej stronie potwierdziła jego przypuszczenia – była ona matką młodego chorążego, który wraz ze swoją żoną zginął w trakcie ataku na Pearl Harbor.

Doktor Gillespie (Martin Balsam) szuka racjonalnego wytłumaczenia snów Jensona.
Doktor Gillespie (Martin Balsam) szuka racjonalnego wytłumaczenia snów Jensona.

Peter Jenson zasypia na kozetce u doktora Gillespie i ponownie przeżywa sen, kończący się jego śmiercią w trakcie nalotu. W gabinecie zapada cisza. Psychiatra podnosi wspartą na dłoni głowę i widzi, że kozetka jest pusta. Co więcej, popielniczka wypełniona wcześniej wypalonymi przez obu, pacjenta i doktora, papierosami jest pusta i czysta. Gillespie sprawdza swój terminarz, w którym nie ma ani śladu po tym, że tego dnia miał umówione jakiekolwiek spotkanie. Lekko skonfundowany postanawia udać się na drinka do pobliskiego baru. Tam jego wzrok przyciąga zdjęcie wiszące nad kontuarem. „Kim jest ten mężczyzna na fotografii?” – pyta. – „O, to Pete Jenson” – odpowiada barman. „Bywał tu dość często, swego czasu. Zna go pan?”.  – „Nie. Po prostu wygląda znajomo. Co teraz porabia?” – dopytuje Gillespie. – „Nie żyje. Zginął w czasie nalotu na Pearl Harbor” – wyjaśnia barman.

Oczywiście, Desilu Playhouse, to nie „Strefa Mroku”, gdzie pozostawienie zakończenia otwartym a tym bardziej uznania historii za fantastyczną bywało, jak najbardziej wskazane. W tym przypadku, obawiając się reakcji reklamodawców na nadnaturalny klimat tej opowieści, host programu, Desi Arnaz, stwierdza, że ma ona jak najbardziej racjonalne wytłumaczenie – „…osobiście uważam, że doktor widział wcześniej wiszące w barze zdjęcie Jensona  i po prostu wszystko mu się przyśniło.” Wyjaśnienie to wyśmiewali później entuzjastycznie nastawieni do „The Time Element” widzowie i recenzenci a do CBS przysłano niespotykaną dotąd ilość listów od fanów – ludzie byli zachwyceni. Stacja postanowiła nie zwlekać dłużej z realizacją „Strefy Mroku” i od tej pory sprawy nabrały naprawdę szybkiego tempa.

Próba zbadania stanu poczytalności Jensonaprzynosi raczej kiepski rezultat. Pan Hannify (Don Keefer) z miejscowej gazety jest jednak lekko zafrasowany jego ostrzeżeniami.
Próba zbadania stanu poczytalności Jensonaprzynosi raczej kiepski rezultat. Pan Hannify (Don Keefer) z miejscowej gazety jest jednak lekko zafrasowany jego ostrzeżeniami.

„The Time Element” jest znakomicie zrealizowanym i bezbłędnie zagranym epizodem, nie wahajmy się używać tej nazwy, „Strefy Mroku”. William Bendix gra rewelacyjnie a jego postać, choć daleka od tego, by dało się ją polubić, jest dzięki jego kunsztowi aktorskiemu, bohaterem wyrazistym. To łotr – nie mylić z typem spod ciemnej gwiazdy – o złotym sercu, który mimo tendencji do łatwego wpadania w gniew i egoistycznych pobudek, potrafi przedłożyć dobro innych i przejąć się losem zupełnie obcych mu ludzi. Martin Balsam, choć ginie nieco w cieniu Bendiksa, bardzo ładnie odgrywa swą rolę – jest głosem rozsądku i bastionem racjonalności, który nie pada nawet w obliczu trudnych do obalenia (i okiełznania rozumem) faktów. Obsada drugoplanowa, na którą składają się aktorzy, którzy wkrótce pojawią się w odcinkach „Strefy Mroku” (Jesse White w Cavender Is ComingBartlett Robinson w Back There, To Serve ManDon Keefer w, między innymi, It’s a Good Life) również stanęła na wysokości zadania i nie dziwi fakt, że ich współpraca z Serlingiem nie zakończyła się na „The Time Element”

„The Time Element” jest bardzo dobrym epizodem i w opinii fanów ma jedną z najlepszych fabuł z dorobku Roda Serlinga. Fakt, że wyemitowano go akurat w ramach Desilu Playhouse nie przeszkadza im go nazywać „zerowym” odcinkiem „Strefy Mroku”. Choć sam Serling nie był z niego do końca zadowolony, nie da się ukryć, że reakcja publiczności po jego wyemitowaniu otworzyła oczy szefom CBS (a także sponsorom). Telewidzowie pokochali ten fantastyczny klimat i swym aplauzem dali wyraz temu, iż gotowi są przyjąć nadchodzące dzieło Serlinga. Byli gotowi by wraz z nim udać się na rubieże „Strefy Mroku”.

Poranek, 7 grudnia 1941 - Jenson wciąż na Hawajach.
Poranek, 7 grudnia 1941 – Jenson wciąż na Hawajach.

PONIŻEJ „THE TIME ELEMENT” W CAŁOŚCI OBEJRZEĆ NA PLATFORMIE YOUTUBE

Reklamy
Ludzie ze Strefy Mroku: Rod Serling (VII) – The Time Element

Jedna uwaga do wpisu “Ludzie ze Strefy Mroku: Rod Serling (VII) – The Time Element

  1. Obejrzałem „The Time Element” i znakomity „nieoficjalny pilot” SM, oceniłbym na 8/10. Obejrzałem też dlatego, bo TTE trwa godzinę czyli tyle co epizody 4 serii i chciałem zobaczyć jak mi podejdzie dłuższa forma niesamowitych historii wymyślanych przez Serlinga. No i chciałem zobaczyć też coś innego jak SM co napisał i przyznam, że zadowolony z seansu jestem bardzo.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s