Komiks: The Twilight Zone, Zeszyt 1 (11/1962)

The Twilight Zone, Zeszyt #1 (Listopad, 1962)
The Twilight Zone, Zeszyt #1 (Listopad, 1962)

Pierwsze komiksy bazujące na serialu pojawiły się w już trakcie emisji jego drugiej serii. Pod koniec roku 1961 Western Publishing, w imieniu partnerskiego wydawnictwa Dell Comics – specjalizującego się w publikowaniu komiksów z gatunków kryminału, fantasy i horroru – podpisało umowę z działem marketingu stacji CBS i nabyło prawa do wydawnia komiksów pod szyldem „The Twilight Zone”. Na przełomie lat 1961 – 1962, historie ze „Strefy Mroku” pojawiały się w ramach popularnej antologii komiksowej – sięgającej korzeniami do roku 1939 – zatytułowanej „Four Color”  (biorącej swą nazwę od czterech kolorów – turkusu, fuksji, żółci i czerni – w jakich były drukowane wydawane w ramach tej serii zeszyty). Do postaci, takich jak Kaczor Donald i Prosiaczek Porky, których przygody można było śledzić na łamach „W Czterech Kolorach”, dołączył więc Rod Serling. Po raz pierwszy zapowiedział on opowieść ze „Strefy Mroku” – zatytułowaną „The Spectre of Youth” – wydrukowaną (obok trzech innych komiksów i dwóch jednostronicowych opowiadań) w 1173 numerze „Four Color”. Trzydziestosześciostronicowy zeszyt ukazał się maju 1961 roku i kosztował 15 centów. I to nie o nim będzie dalsza część niniejszego wpisu.

Pod koniec 1962 roku „Strefa Mroku” doczekała się własnej publikacji. Po serii negocjacji z CBS, Western Publishing wcieliło „The Twilight Zone” w ramy imprintu Gold Key, z logiem którego ukazywały się – niespodzianka! – komiksy z gatunków horroru, kryminału, science-fiction, fantasy oraz kilka serii bazujących na popularnych serialach telewizyjnych. Pierwszy numer „drugiego sezonu” komiksowej „The Twilight Zone” ukazał się w listopadzie 1962 roku i zainicjował ciągnącą się do maja 1982 roku serię. Łącznie ukazały się dziewięćdziesiąt dwa numery – przy czym ostatni zawierał przedruk historii z inaugurującego serię zeszytu pierwszego. Premierowy komiks kosztował 12 centów, natomiast ostatni centów sześćdziesiąt. Dzisiaj zajmiemy się zawartością obu tych zeszytów.

twilight_zone_gold_key_001_00ifc
„Frozen Worlds of Space”

„The Twilight Zone”, Issue #1 zawierał trzy komiksy, a dodatkowo dwa ilustrowane jednostronicowe krótkie opowiadania, oraz edukacyjny tekst, zawierający ciekawostki dotyczące atmosfery na planetach Jupiter i Saturn. Za oprawę graficzną odpowiedzialni byli – współtwórca postaci Martian Manhuntera znanego z uniwersum DC Comics –  Joe Certa (rysownik), Reed Crandall (ołówek i tusz), George Evans (tusz), oraz Ben Olda (liternik). Niestety, moje długotrwałe poszukiwania nie przyniosły odpowiedzi na najbardziej palące pytanie – kto był odpowiedzialny za scenariusze przedstawionych w tym zeszycie historii?

Komiks rozpoczyna utrzymana w encyklopedycznym tonie „pogadanka” na temat warunków klimatycznych na Jupiterze i Saturnie, zatytułowana „Frozen Worlds of Space”. Z ilustrowanego pięcioma czarno-białymi kadrami tekstu dowiedzieć się możemy, że atmosferę Saturna spowijają trujące chmury amoniaku i metanu a powierzchnię Jupitera pokrywa gruba na tysiące mil warstwa lodu. Mniemam, że dwunastolatkowie w 1962 roku z wypiekami na twarzy chłonęli te rewelacje.

twilight_zone_gold_key_001_05
„Perilous Journey”

Pozostając w mroźnych klimatach, przechodzimy do historii pod tytułem „Perilous Journey”. Opowieść zaczyna się całkiem niewinnie. Dwójka narciarzy, Larry Clark i Ron Harrison, zjeżdża górskim stokiem. Wtem! Larry wpada do pojawiającej się na jego drodze dziury i (niczym Alicja wpadająca w głąb króliczej nory) spada, i spada, i spada… Kiedy się budzi jest świadkiem zaskakującej sceny. Oto na tafli zamarźniętego podziemnego oczka wodnego ślizgają się przypominające dziatwę istotki. Ich wygląd jest niepokojący – większość z nich ma dziwne proporcje głów a niektóre nietypowo wielkie oczy. Jednak nim Larry zdąży nawiązać z nimi nić porozumienia, ferajna atakuje go śnieżkami, spod gradu których wyciąga go jedna z dziewczynek. Dziecko prowadzi go pomiędzy maciupeńkimi (albo narysowanymi bez wyczucia proprocji) budynkami, kiedy nagle atakuje ich wielki niedźwiedź polarny. Larry pozbywa się zagrożenia, oddając dwa celne strzały z rewolweru. Gdy dochodzą do jej mieszkania – bądź lodowej jaskini (trudno orzec) – dziewczyna przemienia się nagle w dorosłą piękność, budząc tym zachwyt i pożądanie Larry’ego. Cuda te spełniają się za pośrednictwem magicznego lustra, którego tafla pokrywa całą ścianę pomieszczenia. Kiedy dziewczyna tłumaczy Larry’emu ten fenomen, mężczyzna stwierdza, że lepiej będzie pozbyć się lustra, zanim kruczowłosa piękność wróci do poprzedniej postaci. Chwytając ławę – ku przerażeniu swojej gospodyni – tłucze więc magiczne lustro. Jaskinia zaczyna się zapadać, oddzielając Larry’ego i roniącą gorzkie łzy kobietę. Tymczasem Ron przybywa z odsieczą i nie zważając na prośby swojego kolegi, by pomóc mu odnaleźć zagadkową dziewczynę, popędza go twierdząc, że „gonią ich terminy”. Okazuje się, że obaj są przybyszami z Ziemi, odwiedzającymi tę tajemniczą planetę. Larry z ciężkim sercem podporządkowuje się obowiązkowi i wraz z Ronem (i dwoma innymi, nieznanymi z imienia i nazwiska członkami załogi) ruszają w przestrzeń kosmiczną.

"Perilous Journey"
„Perilous Journey”

Druga z historii, nosząca tytuł „Do Not Touch Exhibit” , zaczyna się od policyjnego pościgu. Niejaki Mike Karras, próbując schronić się przed dwójką ścigających go stróżów prawa, wpada na pomysł ukrycia się w Muzeum Historii Amerykańskiej. Szukając odpowiedniego schronienia, rzezimieszek postanawia schować się na wystawie rekonstruującej wątki z Bitwy nad Little Bighorn i – jak możemy się domyślić – przenosi się do czasów, kiedy rzeczona bitwa miała miejsce. A właściwie w jej przeddzień. Zostaje zatrzymany przez żołnierzy generała Custera, ale następnego dnia podstępnie ucieka z aresztu, kradnąc przy okazji mundur. Trafia jednak „z deszczu pod rynnę” i ginie w masakrze nad Little Bighorn. Policjanci przeszukujący muzeum w czasach współczesnych, odnajdują ciało Mike’a na wystawie upamiętniającej ostatnią bitwę Custera (o której dowiedzieć możemy się więcej pod sam koniec zeszytu, w jednostronicowym peanie ku czci generała – „Custer’s Last Stand” – ilustrowanym czterema czarno-białymi kadrami).

"Do Not Touch Exhibit"
„Do Not Touch Exhibit”

Pomiędzy „Do Not Touch Exhibit”  a kolejną z komiksowych opowieści, znaleźć możemy jednostronicowe opowiadanie o dwójce odkrywców, którzy w afrykańskiej dżungli natrafiają na rzadki gatunek… sowiego wampira. Albo wampirzej sowy. Ta mrożąca krew w żyłach opowieść nosi tytuł „Wings of Death” i z pewnością w roku 1962 dla jej małoletnich czytelników mogła być przyczyną kilku niespokojnych nocy.

Ostatnia historia – najlepsza w niniejszym zeszycie – to klasyczna opowieść o duchach, pod tytułem „Voyage to Nowhere”. Dan Harmon (sic!) i Roy Corbett przemierzają morskie wybrzeże w swojej łodzi, kiedy natrafiają na odzianą staromodnie kobietę w jednożaglowej łódeczce. Niewiasta wykrzykuje do nich pytanie o drogę do Rock Harbor. Roy i Dan nie kryją zdumienia, że pływa ona samotnie po tych niespokojnych wodach a na dodatek zboczyła z kursu o kilka mil. Nim jednak zdążą udzielić jej pomocy, najpierw utrudnia im to pojawiająca się znikąd mgła a potem nagły sztorm, który unosi łódkę kobiety wprost na skały. Kiedy panowie przybywają do Rock Harbor, w portowej tawernie dowiadują się, że kobieta, której ducha widzieli – Carlotta – zginęła pięćdziesiąt lat wcześniej, kiedy płynęła na swój ślub. Odtąd też jej zjawa nawiedza te wody. Mężczyźni nie do końca wierzą w tę powiastkę a Roy – wyraźnie rozkochany w Carlottcie – czyni sobie wyrzuty sumienia, iż nie pośpieszył jej z pomocą. Dan robi co może, aby odciągnąć myśli przyjaciela od tajemniczej niewiasty, ale po kilku dniach Roy zmusza go by ponownie popłynęli w miejsce, gdzie ostatnio widzieli Carlottę. Jej pojawienie znowu zwiastuje tajemnicza mgła. Gdy łódka kobiety jest dostatecznie blisko, Corbett – mimo podjętej przez Dana próby powstrzymania go – skacze na jej pokład. Tymczasem sztorm wzbiera, i chwilę później Roy i Carlotta rozbijają się na skałach. Gdy Harmon przybywa do Rock Harbor, zostaje oskarżony o zabójstwo Corbetta. Policja początkowo nie chce wierzyć w jego tłumaczenia. Jakkolwiek, kiedy udają się na miejsce, w którym rozbiła się kiedyś łódka Carlotty, znajdują fragment wraku i czapkę Roya. Wracając z miejsca katastrofy wszyscy zauważają na wodzie łódź-widmo a w niej duchy obojga „kochanków”. W obliczu tak niepodważalnych (?) dowodów, policja wypuszcza załamanego Dana, który odpływa z Rock Harbor i wraca do domu. Jednak dla Roya Corbetta to dopiero początek podróży.

"Wings of Death"
„Wings of Death”

Żadna z powyższych historii – ani którakolwiek inna z kolejnych 91 zeszytów – nie była adaptacją konkretnego odcinka „Strefy Mroku”. Nie są to historie ani szczególnie oryginalne, ani zaskakujące. Raczej naiwne. Najbardziej kuriozalną (nie licząc opowiadanka o sowim wampirze) i w pewnym stopniu odstręczającą wydaje się pierwsza z nich – mężyczyzna, na którego oczach istota będąca wcześniej dzieckiem przeistacza się w kobietę, zamierza przemocą powstrzymać ją przed powrotem do dziecięcej formy. Tkwi w tym pewna niepokojąca dwuznaczność. Tym, co poraża jeszcze bardziej w tej opowieści, jest fakt, że kosmiczni eksploratorzy ignorują informację o możliwości istnienienia obcej cywilizacji z powodu napiętego grafiku podróży (co przywodzi na myśli równie kuriozalną końcówkę odcinka „Strefy Mroku” zatytułowanego The Little People).

Do „Do Not Touch Exhibit” nie mam większych zastrzeżeń. To historia z ironiczną puentą oparta o jeden z klasycznych motywów znanych ze „Strefy Mroku”, czyli podróż w czasie. W zasadzie jej nawiększym problemem jest to, że niczym szczególnym nie zaskakuje. Napisana od linijki, przewidywalna od początku do końca. Nieodparcie kojarząca się z odwróconą fabułą z odcinka Execution – tam przestępca z Dzikiego Zachodu przenosi się do czasów współczesnych, tutaj na odwrót – obie historie wieńczy podobny finał.

twilight_zone_gold_key_001_29
„Journey to Nowhere”

W przypadku „Voyage to Nowhere”  zaskoczyło mnie to, iż opowieść ta nie zakończyła się w momencie, w którym przyjaciele dowiadują się że zobaczyli ducha (przygotowały mnie na to dość proste finały dwóch wcześniejszych historii). Mimo, iż też nie poraża oryginalnością, „Voyage to Nowhere” jest bardzo zgrabnym „ghost story” z zakończeniem, które można uznać równie dobrzez za pozytywne, jak i negatywne. Z jednej strony Roy i Carlotta spędzą resztę życia po życiu (jakkolwiek długo przyjdzie im żeglować) razem, z drugiej – hej! przecież oboje nie żyją, prawda? Nieco zabawnie wypada wątek śledztwa w sprawie zniknięcia Roya – policjanci zobaczyli niewyraźnie duchy, znaleźli czapkę i kawałek wraku i… „bez cienia wątpliwości jest pan niewinny, panie Harmon, udanej podróży i stopy wody pod kilem!”

Oprawa graficzna jest typowa dla komiksów z tak zwanej „srebrnej ery”. Niekiedy mam wrażenie – pewnie niedalekie od prawdy – że jeśli widziało się jeden komiks z tej epoki, to widziało się je wszystkie. Tłom bardzo często brakuje detali a postaci mają problem z zachowaniem tego samego wyglądu z kadru na kadr. Nie przeszkadza to jakoś szczególnie w odbiorze, ale czuć tu podejście wyrobnicze, raczej dalekie od sztuki. Komiksy w tym zeszycie rysowane przez Joe Certę i Reeda Crandalla nie różnią się praktycznie niczym charakterystycznym, choć oddać trzeba, iż temu pierwszemu udało się narysować zapowiadającego historię Roda Serlinga mniej niepodobnego do siebie.

twilight_zone_gold_key_001_32
„Journey to Nowhere”
Reklamy
Komiks: The Twilight Zone, Zeszyt 1 (11/1962)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s