Seria 3, Odcinek 24 – To Serve Man

Seria 3, Odcinek 24 - To Serve Man
Seria 3, Odcinek 24 – To Serve Man

Kanamici odwiedzili nas pewnego pięknego kwietniowego poranka. Ludzie z niepokojem popatrywali na ich pojazdy gwiezdne, które zwisły w bezruchu ponad metropoliami całego świata. Mieszkańcy Rio de Janeiro, Oslo, Paryża, Moskwy, Waszyngtonu, i wielu innych miast, z zaciekawieniem – ale i niepokojem – spoglądali w niebo. A gdy nastąpił przełom, i jeden olbrzymich przybyszów zstąpił na Ziemię i wyjawił swoje zamiary przed członkami – specjalnie powołanej na okoliczność pierwszego kontaktu z obcą cywilizacją – komisji przy Organizacji Narodów Zjednoczonych, Ziemianie mogli wreszcie odetchnąć z ulgą. Kanamici bowiem przybyli w pokoju, pragnąć podzielić się swą wiedzą i zdobyczami technologicznymi, które raz na zawsze położą kres głodowi i wszelkim konfliktom.

Kanamici przemierzyli miliony lat świetlnych, by wspomóc ludzki ród i przemienić nasz świat w Rajski Ogród. Na początek wdrożyli unikatowe sposoby ekonomicznego wykorzystania energii jądrowej, które pozwalały zasilić kilka wielkich miast kosztem nieprzekraczającym kwoty kilku dolarów. Następnie, ich nowoczesne metody terraformacji pomogły zamienić pustynie w żyzne pola uprawne. Ryzyko wybuchu wojny zostało zniwelowane dzięki udostępnieniu technologii, umożliwiającej stworzenie niewidzialnych pól siłowych, którymi mieszkańcy wszystkich krajów mogli otoczyć swoje miasta.

"Ladies and gentlemen of the Earth, we greet you in peace and friendship. We come from a planet far beyond this galaxy, a planet far more developed than earth, but we come as friends."
„Ladies and gentlemen of the Earth, we greet you in peace and friendship. We come from a planet far beyond this galaxy, a planet far more developed than earth, but we come as friends.”

Przybycie Kanamitów zmieniło oblicze świata na dobre. Mocarstwa, jedno po drugim, zaczęły wdrażać programy rozbrojenia i redukcji sił wojskowych. Tymczasem przybysze uruchomili linie międzygwiezdne, umożliwiające mieszkańcom Ziemi podróż na rodzimą planetę Kanamitów. Ludzie, pokładając pełne zaufanie w ich intencje, skwapliwie korzystali z nadarzającej się okazji, by odbyć fantastyczną podróż na odległa planetę. Tysiące mieszkańców Ziemi ruszyło do portów lotniczych, zabierając ze sobą swoich bliskich.

Jednak nie wszyscy do końca zaufali przybyszom i ich podarunkom. Dwójka kryptologów, Michael Chambers (Lloyd Bochner) i Patty Brody (Susan Cummings), od momentu, gdy przemawiający w siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych przedstawiciel Kanamitów nieopacznie zostawił księgę zapisaną w ich języku, próbowała rozszyfrować jej zawartość. Jakkolwiek, nie mając do dyzpozycji odpowiednika kamienia z Rosetty, który umożłiwił, by im znalezienie klucza do języka Kanamitów, ich wysiłki spełzły na niczym. Po wielu próbach udało im się rozszyfrować jedynie tytuł obcej publikacji – „To Serve Man” („By służyć Człowiekowi”). 

Nic nie wskazuje na to, by za deklaracjami bezinteresownej pomocy kryła się jakaś niegodziwość. Ba, jeden z przedstawicieli Kanamitów pozwolił nawet poddać się testowi na wykrywaczu kłamst. Wynik badania nie pozostawia wątpliwości. Intencje przybyszów są szczere a ich cele jasne – pomóc Ziemianom i nawiązać z nimi pokojowe stosunki.

""According to it, the Kanamit was telling the truth. You and i and the rest of this Earth had a ringside seat to the rebirth of every dream man had ever dreamed. Santa claus came through."
„”According to it, the Kanamit was telling the truth. You and i and the rest of this Earth had a ringside seat to the rebirth of every dream man had ever dreamed. Santa claus came through.”

Tymczasem nadchodzi z dawna oczekiwany moment, w którym również i Michael Chambers doczekuje się swojej kolei, by polecieć na planetę Kanamitów. Wraz w dziesiątkami innych mieszkańców naszej planety udaje się do kosmodromu, lecz gdy jest już na schodach wiodących do pojazdu w tłumie ludzi dostrzega zaniepokojoną twarz Patty. Kobieta krzyczy coś do Michaela, ale ten nie rozumie jej słów do momentu, kiedy jest już za późno.

„To książka kucharska!” – słyszy Chambers, podczas kiedy postawny Kanamita zagradza mu drogę a zamykający się luk odcina możliwość ucieczki. „To Serve Man” („Jak przyrządzić człowieka”okazuje się być książką kucharską a Kanamici amatorami ludzkiego mięsa. Michael Chambers zmierza więc na planetę obcych z pełną świadomością tego, że pojazd jest niczym więcej niż międzygwiezdnym „bydlęcym wagonem” a on sam wkrótce stanie się częścią wykwintnego dania na stole któregoś z Kanamitów.

"Yeah, that's the odd thing: The fantastic ease with which human beings make adjustments. One day, they watch with bated breath while a single individual orbits the earth in a rinky-dink little cubicle and they think this is the most historic moment that's ever happened in the history of mankind. And then, one year later, they stand in line waiting to take off in a spaceship to go 100 billion miles off into space and they act and react as if this were a weekend picnic in the country."
„Yeah, that’s the odd thing: The fantastic ease with which human beings make adjustments. One day, they watch with bated breath while a single individual orbits the earth in a rinky-dink little cubicle and they think this is the most historic moment that’s ever happened in the history of mankind. And then, one year later, they stand in line waiting to take off in a spaceship to go 100 billion miles off into space and they act and react as if this were a weekend picnic in the country.”

Autorem „How to serve Man” był pisarz Damon Knight, niezbyt znany przed emisją tego odcinka „Strefy Mroku”, na potrzeby którego jego krótką historię przetworzył Rod Serling. Sytuacja zmieniła się po premierze „To Serve Man”. Knight stał się rozpoznawalny i rozchwytywany, jakkolwiek żadne z jego kolejnych dzieł nie doczekało się takiej popularności, jak historia, na kanwie której powstał niniejszy odcinek. Po wielu latach, w 2001 roku, Knight został uhonorowany nagrodą Retro Hugoktórą wyróżniono właśnie, powstałe w 1951 roku, opowiadanie „How to serve Man”.

Rod Serling do samego końca nie był zadowolony z niniejszej ekranizacji opowiadania Damona Knighta. Obejrzana przez twórcę „Strefy Mroku” pierwsza wersja odcinka wróciła na stół montażowy a sam Serling wielokrotnie zmieniał dialogi, wymyślał dodatkowe sceny – w tym dwie, których nie ma w oryginale, to jest sekwencje otwierającą i końcową z Michaelem Chamberesem przebywającym w kabinie na statku Kanamitów – oraz zaordynował wstawienie dodatkowych scen z zasobów MGM. Zapożyczono wówczas, między innymi, ujęcie z filmu „The Day the Earth Stood Still” („Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”) z 1951 roku (pojazd kosmiczny pojawiający się na niebie w jednej z początkowych scen epizodu), oraz – na potrzeby jednej ze scen z finału – odlot latającego talerza z „Earth vs. the Flying Saucers” (1956). Po wielu zmianach i poprawkach, Serling uznał, że odcinek jest znacznie lepszy niż jego „surowa” wersja, jakkolwiek – jak przyznawał w prywatnej korespondencji z Knightem – z większym budżetem (w zamyśle: wystarczającym na pełnowymiarową, kinową adaptację), mógłby osiągnąć efekt, który oddałby sprawiedliwość „nadzywczajnemu” dziełu autora oryginału.

"They tell me they have a mean temperature of 76 degrees on their planet, and the sun never goes down. And there clothing- it's a metallic substance, just beautiful. Kind of like a spun gold. My sister wrote me. She says the day you land, they take you on a conducted tour of all their shops and you can pick out as much of it as you want."
„They tell me they have a mean temperature of 76 degrees on their planet, and the sun never goes down. And there clothing- it’s a metallic substance, just beautiful. Kind of like a spun gold. My sister wrote me. She says the day you land, they take you on a conducted tour of all their shops and you can pick out as much of it as you want…”

Jedną z najbardziej istotnych zmian w stosunku do oryginału, jest wygląd Kanamitów. W opowiadaniu określani byli, jako „pół-ludzie, pół-świnie”. W wersji według pomysłu Serlinga – lekko zmodyfikowanego przez specjalistę od charakteryzacji, Williama Tuttle – ujrzeliśmy ponad dwumetrowe istoty z olbrzymimi nabrzmiałymi czołami. We wszystkich, porozumiewających się z ludźmi telepatycznie, Kanamitów wścielił się dobrze znany wielbicielom filmów z Jamesem Bondem, aktor charakterystyczny Richard Kiel (Jaws z filmów „The Spy Who Loved Me”, oraz „Moonraker”). Niestety, nagrane przez Kiela kwestie dialogowe pozostawiały wiele do życzenia. Aktor był zmęczony w trakcie ich rejestracji – długotrwała podróż na plan filmowy, oraz trwające cztery godziny zabiegi charakteryzacyjne, sprawiły, że aktor nie był w stanie odpowiednio przygotować i zaangażować. Wykonanie kolejnej sesji nagraniowej kolidowało z innymi projektami Kiela, więc ostatecznie postanowiono zastąpić jego kwestie głosem Josepha Ruskina (znanego z roli Dżina w odcinku The Man in the Bottle).

Czy „To Serve Man” jest naprawdę tak dobrym odcinkiem? Cóż, do dzisiaj doczekał się statusu kultowego, co – moim skromnym zdaniem – nie do końca mu się należy. Wizerunek Kanamitów i przewrotna wolta finałowa sprawiają, że „To Serve Man” zapada w pamięć, ale przypomnieć przy tym należy, że na podobnych koncepcjach opierała się fabuła kilku, zdecydowanie lepiej nakręconych i zagranych, wcześniejszych epizodów „Strefy Mroku”. Siła „To Serve Man” tkwi właśnie w twiście finałowym. Nie bez znaczenia jest on przywoływany do dziś w różnego rodzaju serialach i filmach – zakrzyknienie „It’s a cookbook!” stało się swego rodzaju memem, doskonale rozpoznawalnym i często zapożyczanym w popkulturze (że wymienię chociażby seriale „The Simpsons”, „Futurama”, „Married with… Children”, „Buffy”, czy film „Naked Gun 2 1/2: The Smell of Fear”, gdzie na ekranie pojawia się przez moment odtwórca roli Michaela Chambersa, Lloyd Bochner, krzycząc nic innego, jak właśnie „it’s a cookbook!”).

"...It's just one big holiday when you get there. They've even got a form of baseball. Leagues of everything, just like we've got. And the whole trip, billions of miles, only takes just a few days. Oh, man, i don't think i'll want to come back once i do get there."
„…It’s just one big holiday when you get there. They’ve even got a form of baseball. Leagues of everything, just like we’ve got. And the whole trip, billions of miles, only takes just a few days. Oh, man, i don’t think i’ll want to come back once i do get there.”

Jakkolwiek, sam odcinek pozbawiony jest odpowiedniej dramaturgii. Od początku – pominąwszy nawet kwestię, że z powodu wspomnianego wyżej kopiowania motywu końcowego z „To Serve Man” trudno w dzisiejszych czasach nie wiedzieć, jak się ten kultowy odcinek kończy – można przewidzieć, że prawdziwe motywy Kanamitów dalekie są od bycia przyjaznymi. Z powodu swoistego, dość nietypowego, jak na „Strefę Zmroku” „rozmachu” – wiele scen zbiorowych – zabrakło też czasu na odpowiednią nadbudowę dla postaci Pat i Michaela, których los w finale ani ziębi ani grzeje. I na koniec jeden mankament, który – według mej wiedzy – irytuje nie tylko mnie. Kwestia dwuznaczności tytułu książki, sugerująca, iż w języku kosmitów słowo „serve” jest podobnie wieloznaczne, jak w języku angielskim. Pominąwszy fakt, że przetłumaczenie kompletnie obcego tekstu bez jakiegokolwiek klucza graniczy z niemożliwością, pomysł, że słowo z języka obcych jest tak samo pojemne znaczeniowo, jak jego odpowiednik w jednym z ziemskich języków jest zwyczajnie… niepoważny. Cóż, „To Serve Man” jest chyba pierwszym z uznawanych za kultowe odcinków „Strefy Mroku”, który uważam za niegodny tego określenia. Ot, średniak, z mało logicznym, ale i budzącym pewien niepokój, twistem finałowym.

"Chambers! Mr. Chambers! Don't get on that ship! The rest of the book, 'To serve Man'... It's... IT'S A COOKBOOK!"
„Chambers! Mr. Chambers! Don’t get on that ship! The rest of the book, ‚To serve Man’… It’s… IT’S A COOKBOOK!”

Ocena odcinka: 5/10

Advertisements
Seria 3, Odcinek 24 – To Serve Man

Jedna uwaga do wpisu “Seria 3, Odcinek 24 – To Serve Man

  1. Przyznam że nie słyszałem o twiscie mimo faktu, że oglądałem np. „Nagą broń 2 i 1/2” oraz serial „Buffy”, ale i tak nie zaskoczył mnie finał. Zaskoczyło by mnie jakby się odcinek pozytywnie zakończył. No i masz rację, że epizod ani ziębi ani grzeje – ma się gdzieś co się dzieje z postaciami. A co do Kiela to fajnie go było zobaczyć w innej roli i w sumie to jedyny plus odcinka, który oceniam na 5/10.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s