Seria 3, Odcinek 22 – A Piano in the House

screenshot_8
Seria 3, Odcinek 22 – A Piano in the House

Fitzgerald Fortune (Barry Morse), surowy i bezlitosny krytyk teatralny, wstępuje do sklepiku ze starzyzną w celu nabycia prezentu dla swojej młodej – o wiele młodszej od niego – żony. Jego uwagę przykuwa stara zakurzona pianola. Sprzedawca, typ o odstręczającym usposobieniu, początkowo zbywa natrętnego klienta, lecz gdy Fitz uruchamia mechanizm, w którym zamontowana jest rolka z utworem „I’m in the Mood for Love”, nastawienie subiekta zmienia się diametralnie. Mężczyzna staje się przymilny i uprzejmy. W tej atmosferze panowie dobijają targu, lecz gdy utwór dobiega końca, sprzedający ponownie staje się skwaszony i opryskliwy. 

Jakiś czas później, gdy pianino dostarczono do rezydencji pana Fortune a jego – wiecznie zasępiony – kamerdyner Marvin (Cyril Delevanti, ponownie, po The Silence w roli lokaja) starannie je wyczyścił, Fitz postanawia zademonstrować urządzenie swojej żonie, Esther (Joan Hackett). Nim jednak zabrzmią nuty klasycznego utworu „Smiles”, zwraca małżonce uwagę na fakt, iż irytuje go ciągła apatia Marvina. Być może pora pozbyć się starego służącego i zastąpić go kimś z nieco bardziej pozytywnym temperamentem?

„Sometimes it’s all i can do to keep from laughing out loud when you have one of your tantrums. I get a great kick of it when you go around flicking the furniture to see if i’ve dusted, or checking the silver to see if it’s polished.”

Jednak gdy pianola zaczyna odgrywać „Smiles”, twarz Marvina rozjaśnia się a usta rozciągają się w uśmiechu. Leciwy kamerdyner nagle z wigorem zaczyna skakać po pokoju, chwaląc zasługi swojego pracodawcy i rozpływając się w zachwytach nad zaletami i profitami, wiążacymi się z służbą u państwa Fortune. Fitzgerald – jeśli dotąd miał tylko niejasne przeczucie, odnośnie tego jakie efekty może wywołać odpowiednio dobrany utwór odgrywany na tym niesamowitym instrumencie – zyskał tym samym pewność, iż dźwięki pianoli odkrywają przed nim drugie, ukryte dotąd, oblicze słuchającego.

Jego pierwszą ofiarą, którą już niejednokrotnie dręczył, staje się jego żona. Dotąd spokojnie znosiła jego ataki werbalne i upokorzenia, które zadawał jej Fitz. Teraz kiedy instrument odegrał „Taniec z szablami” Chaczaturiana, Esther wyrzuciła z siebie wszystkie swoje, od dawna tłumione, żale. Tłamszona i upokarzana na oczach przyjaciół, kobieta wytyka mu, że nigdy jej nie kochał a czerpał jedynie sadystyczną satysfakcję, zadając jej coraz to bardziej wymyślne tortury psychiczne. Fitz jednak czerpie z tych gorzkich słów swoistą przyjemność. Oto bowiem, zmuszając Esther do szczerego wyznania, po raz kolejny ją upodlił.

„You beast! I’ve controlled myself for six years and i can’t stand it any longer. I was a stupid child when i married you. I thought you were a great man. But you aren’t. You’re just a sadistic fiend. You take pleasure in humiliating me in front of your clever friends. You enjoy hurting me. I’ve stood your cruelty for six years, and i can’t stand it anymore.”

Tymczasem pojawiają się pierwsi goście urodzinowi. Jednym z nich jest młody przyjaciel państwa Fortune, aktor Gregory Walker (Don Durant). Gdy młodzieniec słyszy pierwsze takty standardu jazzowego „These Foolish Things” – nim żona Fitza zdąży go powstrzymać – przyznaje się do tego, iż kocha Esther na zabój i z panią Fortune łączy go długotrwały romans. Tymczasem gości przybywa. Pośród nich wyróżnia się sympatyczna kobieta, słusznej budowy – Marge (Muriel Landers) – dla której Fitzgerald przygotował wyjątkowo wymyślną torturę. Oto natchniona dźwiękami „Światła księżyca” Claude’a Debussy’ego, kobieta zdradza wszystkim marzenie o tym, że zawsze chciała być filigranową – lekką niczym płatek śniegu – dziewczynką, marzącą o karierze tancerki.

Gdy cichnie muzyka i rozbrzmiewają śmiechy pozostałych gości, zawstydzona Marge, z łzami w oczach, opada na fotel. Fitz pociesza ją, że to tylko zabawa, ale kobiecie bynajmniej nie jest do śmiechu. Esther prosi męża, by ten skończył zabawiać się w okrutny sposób, ale on ma już przygotowany kolejny psikus i kolejny utwór. Jednak gdy Fitz idzie nalać sobie drinka, Esther podmienia rolkę, którą przyszykował, na „Kołysankę” Johannesa Brahmsa. I tak oto Fitz staje się ofiarą w sprokurowanej przez siebie grze, albowiem „Kołysanka” wyzwala w nim skrywane emocje. Wewnątrz jest on nikim więcej niż małym, przerażonym chłopcem, pastwiącym się nad innymi tylko dlatego, że brak mu talentu. Nie potrafi cieszyć się życiem, tak jak Marge i dlatego ją upokorzył. Zazdrościł kunsztu aktorskiemu Gregowi i dlatego mieszał z błotem sztuki, w których występował. Miłość Esther przerażała go, bo sam nie potrafił odwzajemnić uczuć.

screenshot_4
„Esther is full of love. Her skin is warm and soft like velvet. The scent of her hair is enough to drive a man wild. And her hands are gentle, sweet to kiss and to hold.”

Goście odchodzą jeden po drugim, a wraz z nimi Esther. Fitz zostaje sam. W ferworze wściekłości niszczy rolkę z „Kołysanką” i przewraca meble. Kiedy do salonu wchodzi Marvin, zastaje Fitzgeralda Fortune, sadystycznego dręczyciela i krytyka – załamanego, porzuconego i upokorzonego, w milczeniu wpartującego się w zniszczony zapis z piosenką, która odkryła jego prawdziwe wnętrze.


Kolejny z odcinków do scenariusza Earla Hamnera Jr. to angażująca opowiastka z dość prostym i łatwym do przewidzenia finałem. Spodobała mi się koncepcja, iż odpowiednio dobrany utwór muzyczny wyzwala konkretne emocje i ujawnia nieznane dotąd pragnienia, marzenia, czy też skrywane głęboko skłonności. Zastanawia mnie jednak, co stało za wyborem niektórych z utworów. Czy kluczem była tematyka, czy brzmienie danej melodii? Jako, że gdzieś w tle tego scenariusza pobrzmiewają motywy psychoanalizy, radbym był zrozumieć, jakim kluczem – o ile w ogóle – kierował się Hamner dobierając taki czy inny utwór.

„Sometimes, i pretend that i’m a snowflake; white and tiny and perfectly formed. I float on the air of a pale blue moonlit night. I’m never lonely beautiful and slender. Oh, and i’m loved. I see a man with his hand stretched out. I drift down and reach that hand. I’m enclosed by his warmth and i melt with his love.”

Inny problem, dotyczący wyboru krytyka teatralnego, jako postaci negatywnej, wyjaśnił w jednym z wywiadów sam Hamner. Nie wiązała się z tym żadna osobista zniewaga, czy przytyk rzucony pod adresem któregoś z dzieł scenarzysty. Earl Hamner nie miał „na pieńku” z żadnym z przedstawicieli tej – dość często pogardzanej – profesji. Ot, po prostu wyrobił sobie zdanie na ich temat na podstawie recenzji sztuk teatralnych, które czytał w periodykach. Dotknęło go to, iż często – oglądając recenzowaną później sztukę – zastanawiał się, czy on i ten czy ów, wyjątkowo złośliwy krytyk, rzeczywiście widzieli to samo przedstawienie.

W „A Piano in the House” zobaczyć możemy, w znakomitych występach, plejadę doskonałych aktorów. Diaboliczny Barry Morse (najbardziej znany z roli porucznika Gerarda w serialu „Ścigany” z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku) naprawdę potrafi wzniecić w widzu falę negatywnych emocji, podczas gdy Joan Hackett – z trudnych do wyjaśnienia przyczyn kojarząca mi się z Sarą Paulson – ogromnie nam żal (siła pogardy do Fitza, jaką wyjawia w trakcie „Tańca z szablami”, bierze swoje źródło w wydarzeniu z dzieciństwa aktorki, która w trakcie odgrywania tej sceny, wyobrażała sobie cygankę, która kiedyś rzuciła na nią „urok”). Cyril Delevanti daje tu znakomity popis, odchodzący daleko od ról, z których był znany (w „Strefie Mroku” były to dwa „stonowane” występy – w Penny for Your Thoughts i Silence). Kilkadziesiąt sekund, kiedy „rozpiera” go radość, zagrał w iście „dżokerowym” stylu.

„Esther i’ve hurt you most of all. You came to me with love, but you frightened me. I don’t know how to return love except as a child does… With shrieks and blows and indifference.”

„A Piano in the House” to przewidywalna, acz bardzo dobra i znakomicie zagrana historia. I choć nie jest to odcinek, który umieściłbym na swojej liście ulubionych epizodów trzeciego sezonu, to charakterystyczne kreacje aktorskie i ciekawy pomysł z wykorzystaniem pianoli, jako katalizatora ujawiniającego prawdziwe wnętrze człowieka, sprawiają, że „A Piano in the House” z pewnością trwale zapisze się w pamięci.

„- Don’t laugh at me. – I’m not laughing, mr. Fortune. You’re not funny anymore.”

Ocena odcinka: 7/10

Advertisements
Seria 3, Odcinek 22 – A Piano in the House

Jedna uwaga do wpisu “Seria 3, Odcinek 22 – A Piano in the House

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s