Seria 3, Odcinek 21 – Kick the Can

Seria 3, Odcinek 21 - Kick the Can
Seria 3, Odcinek 21 – Kick the Can

Życie leciwych mieszkańców domu spokojnej starości Sunnyvale zdominowane jest przez rutynowo powtarzane każdego dnia czynności. Ze staruszków uleciała dawna radość i entuzjazm, a ich miejsce zastąpiły smutek, poczucie bycia niepotrzebnymi i porzuconymi. Odwiedzający jednego z rezydentów domu, Charlesa Whitleya (Ernest Truex), syn sprawia mu ogromny zawód. Staruszek liczył bowiem, że tym razem jego potomek zabierze go z tego, napawającego ogromnym przygnębieniem, miejsca. David (Barry Truex), syn Whitleya, spodziewa się jednak kolejnego dziecka i w jego domu nie ma miejsca dla starego ojca. Pozostawiony Charles z nostalgią i pewną zazdrością obserwuje bawiące się w pobliżu dzieci. Widok ten wzbudza w nim falę wspomnień i sprawia, że starszy pan zaczyna się zastanawiać nad ideą młodości. Czym naprawdę jest i czy niedoskonałości starzejącego się ciała całkowicie wykluczają dalsze czerpanie radości z życia?

Swoimi refleksjami dzieli się Whitley z najlepszym przyjacielem, Benem Conroyem (Russell Collins). Ben początkowo uznaje brzmiące niepoważnie słowa o byciu „młodym duchem” i możliwości fologowania zachowaniom nieprzystającym do leciwego wieku, za niegroźne fanaberie. Z czasem jednak, kiedy Whitley zaczyna wcielać swoje pomysły w życie – gdy biega jak opętany po budynku, starając zarazić swoim wigorem innych mieszkańców domu, a następnie, jak zwykł czynić to w wieku chłopięcym, wbiega w ubraniu prosto pod włączony zraszacz ogrodowy – Ben dopatruje się w tym zaczątków starczej demencji. Po rozmowie z doktorem Coxem (John Marley), prowadzącym ośrodek, niepokój Bena o stan psychiczny Charlesa rośnie, albowiem symptomy, które – jak mu się wydaje – przejawia Whitley wyraźnie wskazują podobieństwo do przypadków, o których dowiedział się od lekarza.

"Don't you remember? Oh, we used to play it all the time. Oh, we were running and shouting and all that noise. Well, you can't stop kids from playing kick-the-can. It's like statues and and hide-and-seek. It's in their their blood. It's a a special summer ritual."
„Don’t you remember? Oh, we used to play it all the time. Oh, we were running and shouting and all that noise. Well, you can’t stop kids from playing kick-the-can. It’s like statues and and hide-and-seek. It’s in their their blood. It’s a a special summer ritual.”

Whitley jednak nie zwariował. „Ben, przeraża cię to!” – tłumaczy swojemu przyjacielowi. – „Boisz się zachowywać niepoważnie. Boisz się być niepoprawnym. Wybrałeś egzystencję starca i właśnie to czyni cię starym”. Te argumenty wciąż nie docierają jednak do Conroya. Pewnej nocy, gdy Whitley postanawia tchnąć nieco radości w życia pozostałych mieszkańców domu i namawia ich wyjścia na zewnątrz i oddania się tytułowemu „kopaniu puszki”, udaje mu się przekonać do wzięcia udziału w nocnej przygodzie wszystkich staruszków z wyjątkiem Bena.

Obawiając się, że Charles do reszty postradał rozum i na dodatek zmusił do pójścia za nim w ślady pozostałych rezydentów domu, Conroy budzi doktora Coxa. Jednakowoż, gdy razem wybiegają przed budynek, okazuje się, że staruszków tam nie ma. Zamiast nich widzą bawiącą się w chowanego grupę dzieci. Gdy Cox rusza na poszukiwanie mieszkańców domu, Ben – który znał Whitleya od dzieciństwa – rozpoznaje w jednym z chłopców swojego przyjaciela. Zapytany o to, czy rzeczywiście jest Charlesem Whitleyem, chłopiec milczy. Ben jednak jest pewien kim jest malec i dociera do niego, iż jego brak zaufania i wstrzemięźliwość na zawsze odebrały mu szansę, by podążyć śladem Charlesa i reszty, cudownie odmłodzonych, mieszkańców Sunnyvale. Młody Whitley i reszta dzieci powoli odchodzą a ich nawołania z wolna cichną. Kiedy doktor Cox wraca z informacją, że nie odnalazł staruszków, Ben ze smutkiem informuje go, że nigdy mu się to nie uda.

"Maybe there are people who stay young. Maybe they know a secret they keep from the rest of us. (...) Maybe the fountain of youth isn't a fountain at all. Maybe it's a way of looking at things a way of thinking."
„Maybe there are people who stay young. Maybe they know a secret they keep from the rest of us. (…) Maybe the fountain of youth isn’t a fountain at all. Maybe it’s a way of looking at things a way of thinking.”

Kolejny poważniejszy w tonie skrypt George’a Claytona Johnsona, mimo, iż nie ma takiej siły oddziaływania, jak Nothing in the Dark, jest całkiem interesującym spojrzeniem, relatywnie młodego jeszcze wówczas pisarza (scenariusz powstał, kiedy autor miał zaledwie trzydzieści dwa lata), na problemy starości i starzenia się. Czy naprawdę życie ludzkie ludzkie musi podążąć utartymi schematami, czy podobnie, jak czyni to Whitley w niniejszym odcinku, siła ducha, wigor i pozytywne nastawienie zdolne są przełamać fizyczne ograniczenia i odkryć przed leciwymi osobami zupełnie nowe horyzonty i możliwości? Podoba mi się idea, w myśl której lepszym od rozpamiętywania najpiękniejszych wydarzeń z minionych lat, jest podjęcie aktywnej próby reaktywacji emocji, które z wiekiem ulegają przygaszeniu.

Przełamywanie konwenansów i młodzieńczy zapał nie muszą być domeną przypisaną tylko ludziom młodym, czego dowiódł w swoim późniejszym życiu sam autor scenariusza. George Clayton Johnson znany był ze swej niegasnącej ciekawości świata i często określany przez osoby ze swojego otoczenia, jako chłopiec zamknięty w ciele starszego pana. Johnson, jak widać, do końca mocno trzymał się – i wcielał je w życie – słów, które wypowiada jego bohater. „Chłońcie! Myślcie! Czujcie!”  – motywuje swoich kolegów Whitley. – „Czy nie słyszycie? Lato, zapach trawy… Biegajcie, skaczcie – bądźcie młodzi! Przebudźcie się!”

"Look! Think! Feel! Here, hold it. Doesn't that wake some sleeping part of you? Listen. Can't you hear it? Summer grass run jump youth! Wake up! Oh, this is your last chance. I can't play kick-the-can alone."
„Look! Think! Feel! Here, hold it. Doesn’t that wake some sleeping part of you? Listen. Can’t you hear it? Summer grass run jump youth! Wake up! Oh, this is your last chance. I can’t play kick-the-can alone.”

Ernest Truex, (u boku aktora zobaczyć możemy tym razem jego syna, Barry’ego, wcielającego się w… syna pana Whitleya) którego wcześniej mogliśmy podziwiać w dużo bardziej wyciszonej roli pana Pedotta w odcinku What You Need, zagrał tutaj popisowo, jakkolwiek momenty, kiedy zaczyna hasać niczym rozwydrzony malec, wydają być lekko przeszarżowane (choć z drugiej strony, szalenie zabawnie). Nie ujmuje to jednak niczego z całości znakomitego występu aktora, który potrafi oczarować, wyzwalając u widza niesamowitą empatię. Równie dobrze wypada, grając nieco antypatyczną postać, Russell Collins, choć jego końcowa, najbardziej emocjonalna scena wydała mi się nieco nienaturalna. Aktor znakomicie sprawdza się, jako gderliwy przyjaciel, wydaje się mieć jednak niejakie problemy z realistycznym odgrywaniem bardziej intensywnych uczuć.

„Kick the Can” to bardzo dobry odcinek, wpisujący się poniekąd w cykl epizodów odwołujących się do przepełnionych nostalgią marzeń o powrocie do czasów młodości, kiedy wszystko było piękniejsze, trawa pachniała intensywniej, lata trwało bez końca a życie dostarczało radości na każdym kroku. Porównanie go z podobnymi tematycznie epizodami, takimi jak Walking Distance (z którego, na potrzeby „Kick the Can”, zapożyczono nawet ścieżkę dźwiękową Bernarda Herrmanna), czy „The Trouble with Templeton może okazać się dlań nieco niekorzystne, jakkolwiek nie sposób nie odmówić mu pewnego unikalnego uroku, czegoś co wyróżnia go spośród innych odcinków eksplorujących motywy silnie nacechowane tęsknotą za młodością i minionymi czasami.

"Charlie, is that you? Is that you, Charlie? Charlie, it's me, Benny. Charlie take me with you. Take me with you. Charlie, wait for me..."
„Charlie, is that you? Is that you, Charlie? Charlie, it’s me, Benny. Charlie take me with you. Take me with you. Charlie, wait for me…”

Ocena odcinka: 7/10

Advertisements
Seria 3, Odcinek 21 – Kick the Can

2 uwagi do wpisu “Seria 3, Odcinek 21 – Kick the Can

  1. Podobał mi się odcinek, dobra robota zasługująca na 7/10 – zadziwiające jak ostatnio się zgadzamy:-) Przez cały epizod miałem w głowie taką myśl, iż ten epizod mógłby nakręcić Steven Spielberg lub Robert Zemeckis czy Ron Howard. No i cały czas miałem uczucie deja vu, że już to gdzieś kiedyś widziałem i jak sprawdziłem po seansie to miałem rację, bo widziałem w wersji właśnie Spielberga w kinowej Strefie Mroku. Ciekawe co skłoniło ekipę od filmu by akurat tą historię powtórzyć w filmie? A co do wspomnianego przeze mnie Rona Howarda to „Kick the Can” przypomniał mi też jeden z fajniejszych filmów Rona z lat 80 czyli „Kokon” ze Stevenem Guttenberg (Akademia policyjna), Wilford Brimley, Don Ameche, Hume Cronyn, Jessicą Tandy i Brianem Dennehy. Historia bardziej w klimatach SF czyli grupie pensjonariuszy z domu spokojnej starości, która odkryła w opuszczonym domu basen, na dnie którego spoczywają tajemnicze kokony – wydaje mi się że zainspirował się tym odcinkiem SM Ron Howard i scenarzyści tworząc „Kokon”. Znasz może ten film? Nie odniosłeś też takiego wrażenia jak ja?:-)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Tak. Też miałem skojarzenia z „Kokonem”. Jeśli chodzi o kinową wersję, to rzeczywiście wybór akurat „Kick the Can” jest trochę dziwny, bo mimo mojego uznania dla tego odcinka, z oryginalnego serialu wybrać można było wiele lepszych epizodów do zremake’owania. Johnson nie był do końca zadowolony z tego, co zrobiono w remake’u, ale – z właściwym sobie poczuciem humoru – cieszył się z gratyfikacji, jaką otrzymał za udostępnienie praw do kolejnej adaptacji swojej historii i nie ukrywał dumy, że za jego realizację wziął się właśnie Spielberg.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s