Seria 3, Odcinek 12 – The Jungle

titanfail
Seria 3, Odcinek 12 – The Jungle

Szukając spinek do mankietów w puzderku z biżuterią żony, Alan Richards (John Dehner) znajduje tam kilka prymitywnych artefaktów, w tym zasuszony ludzki palec. Państwo Richards wrócili niedawno z Afryki, gdzie Alan pracował przy budowie nowej elektrowni wodnej. Działania białego człowieka naruszyły święte terytoria dzikich plemion, oraz „okaleczyły” ich ziemie. Dlatego, w związku z klątwą, jaką rzucił na ludzi powiązanych z przedsięwzięciem, afrykański szaman, uchawi, Doris Richards (Emily McLaughlin) zgromadziła przedmioty mające chronić ją i jej męża przed efektami przekleństwa. Alan beszta żonę za to, że ulega wpływom prymitywnych przesądów i pali jej artefakty w kominku. Załamana Doris błaga męża, by ten – teraz, kiedy sam pozbawił się magicznej protekcji – nie opuszczał domu, albowiem nigdy nie wróci. Alan zbywa jej prośby i otwiera drzwi. U progu znajduje truchło zamordowanego kozła. Pan Richard wkrótce będzie zmuszony zrewidować swoje poglądy i uwierzyć w rzeczy, które dotąd brał za niegodne cywilizowanego człowieka, przesądy. 

Później, na zebraniu zarządku firmy, która finansowała budowę elektrowni, Alan tłumaczy członkom zarządu, że nazwanie niezadowoleniem, stosunku, jaki miała miejscowa ludność do projektu, będzie eufemizmem. Tubylcy zagrozili, wszystkim związanym z elektrownią, bolesną i powolną śmiercią i obłożyli ich przekleństwem. Reszta grupy zbywa kpiną te, wypowiadane przez Alana z pełną powagą, słowa. Kto by się przejmował klątwami ciskanymi przez jakiś dzikusów? Richards jednak zwraca uwagę na to, że nawet będąc człowiekiem, tak zwanym cywilizowanym, łatwo ulec drobnym, lub większym przesądom. W budynkach, chociażby, unika się „budowania” trzynastego piętra a co drugi człowiek nosi przy sobie jakiś „amulet”, który ma mu przynosić szczęście. Członkowie zarządu, nadal nieprzekonani, popadają jednak w pewną konsternację.

screenshot_1
„You’ll never be back. Don’t open the door.”

Wieczorem, siedząc w barze z jednym ze swoich współpracowników, Alan po paru „głębszych” kontynuuje dyskusję na temat przesądów. Richards nie ukrywa, że coraz bardziej udziela mu się stan paranoi, w jakiej tkwi od czasu powrotu z Afryki, Doris. Jego kolega zwraca uwagę, że ludzie, którzy poddają się sile zabobonów, tak naprawdę prowokują los i sami się proszą o nieszczęście. Coraz bardziej wstawiony Alan znajduje w kieszeni płaszcza kipitu, amulet z kła lwa, który umieściła tam jego żona. Znalezisko powoduje u Richardsa jeszcze większy przypływ złego nastroju, co jego przyjaciel kwituje tym, że najlepszym rozwiązanie będzie dla Alana „strzelenie” jeszcze jednego drinka.

Kiedy panowie opuszczają bar, Alan zapomina zabrać ze sobą kipitu, które zostawił na kontuarze baru. Gdy jego kolega znika za rogiem, Richards odkrywa, że silnik jego samochodu odmówił posłuszeństwa. Alan zmuszony jest udać się do domu pieszo. Ulice Nowego Jorku świecą pustkami a Richards wydaje się być jedyną żywą osobą. Samotność i nastrój opuszczonego miasta sprawiają, że Alan popada w coraz większe zdenerwowanie. Z nieczynnej budki telefonicznej dochodzi dźwięk dzwonka. Mężczyzna podnosi słuchawkę, z której docierają odgłosy wydawane przez egzotyczne ptaki. Spanikowany Richards rzuca się do ucieczki, gdy nagle słyszy dźwięk podjeżdżającego samochodu.Z ulgą odkrywa, że jednak miasto nie wymarło – pojazd okazuje się być taksówką, której szofer proponuje mu podwiezienie.

"Sinclair carries the severed foot of a dead animal for good fortune and can't see what that's to do with magic? Hardy is amused. Although it's known he's a superstitious man or have you finally given up astrology? Well now, here's a 20th-century man who allows the stars to make his decisions. (...) Mr. Templeton. I've seen you knock on wood more than once. (...) Fleming, when did you last walk under a ladder? Throw salt over your shoulder? (...) A multl-billion corporation run by witches warlocks. In a 40-story building that doesn't even have a 13th floor."
„Sinclair carries the severed foot of a dead animal for good fortune and can’t see what that’s to do with magic? Hardy is amused. Although it’s known he’s a superstitious man or have you finally given up astrology? Well now, here’s a 20th-century man who allows the stars to make his decisions. (…) Mr. Templeton. I’ve seen you knock on wood more than once. (…) Fleming, when did you last walk under a ladder? Throw salt over your shoulder? (…) A multl-billion corporation run by witches warlocks. In a 40-story building that doesn’t even have a 13th floor.”

Znalazłszy się we wnętrzu samochodu, Richards ma chwilę, by odetchnąć i uspokoić się. Nie trwa to jednak długo, albowiem taksówkarz nie rusza, gdy światło na kolejnym skrzyżowaniu zmienia się na zielone. Alan zwraca mu uwagę, że może już jechać, ale kiedy klepie kierowcę w ramię, ten osuwa się bezgłośnie na bok. Okazuje się, że – z niewyjaśnionych przyczyn – Bogu ducha winny taksówkarz właśnie padł trupem. Alan opuszcza taksówkę i ucieka w panice, zatrzymując się dopiero przy witrynie, na której pręży się w groźnej postawie manekin w stroju afrykańskiego wojownika. Wtem, na ramieniu Richardsa, ląduje czyjaś ręka.

Włóczęga, który twierdzi, że nie jadł nic od dwóch dni, prosi Alana o jałmużnę. Richards wręcza mu kilka dolarów i wpada na pomysł – zamierza dorzucić kilka dolców ekstra, jeśli bezdomny zechce mu towarzyszyć w drodze przez park, po którego drugiej stronie znajduje się apartamentowiec, w którym mieszka Alan. Włóczęga może i zgodziłby się na taką propozycję, gdyby Richards nie zachowywał się, niczym człowiek niespełna rozumu. Gdy Alan spuszcza bezdomnego o oczu, kiedy jego uwagę odwraca dochodzący z oddali dźwięk bębnów, kloszard czym prędzej „daje nogę”.

screenshot_3
„Driver, the light’s green. You can go now. Driver. The light’s green.”

Alan zmuszony jest samotnie pokonać ostatni, najtrudniejszy odcinek drogi do domu. Idąc przez opustoszały park, nękany jest przed dziwne odgłosy, które zmieniają nowojorski zieleniec, w pełną niebezpieczeństw, tropikalną dżunglę. Wiatr szumi niepokojąco w koronach drzew, pomiędzy którymi przemykają dziwne cienie. Słychać ryki dzikich zwierząt i odległe brzmienie tam-tamów. Richards, potykając się, przebiega park i ścigany niepkokojącymi odgłosami, z ulgą dopada drzwi wejściowych budynku, które – o zgrozo! – nie chcą się otworzyć. Alan pada bez tchu, gdy nagle wszystkie dźwięki milkną i zapada cisza.

Kiedy podnosi się z chodnika, okazuje się, że drzwi otwierają się bez trudu. Zmęczony dociera do swojego mieszkania i dla ukojenia nerwów nalewa sobie drinka. Nim jednak zdąży zamoczyć w nim usta, z sypialni dobiega kolejny, niepokojący dźwięk. Odgłos przypominający pomrukiwanie dzikiej bestii. Alan wolno otwiera drzwi pokoju i zastaje widok, który mrozi mu krew w żyłach. Jego żona leży bez życia, a obok niej na łóżku znajduje się ogromny lew. Nim mężczyzna zdąży zrobić ruch, zwierzę rzuca się nań i…

" - Where's that sound coming from? - What sound was that? - Those drums. - I don't hear no drums. - Listen."
” – Where’s that sound coming from? – What sound was that? – Those drums. – I don’t hear no drums. – Listen.”

Pierwszy z odcinków tego sezonu, bazujący na opowiadaniu i scenariuszu Charlesa Beaumonta, wywołał małe napięcie pomiędzy scenarzystą a producentem, Buckiem Houghtonem. Chuck Beaumont pragnął, by adaptacja jego historii została nakręcona w dużo bardziej literalnej formie, na co – z uwagi na ograniczony budżet – producent nie mógł przystać. W rzeczonym opowiadaniu, którego akcja osadzona jest w przyszłości, w której planeta boryka się z problemem przeludnienia, firma, którą reprezentuje alter-ego Alana, Richard Austin, wytępiła niemal kompletnie afrykańskie dżungle a na ich miejscu zbudowała miasto-moloch, w którym mogli znaleźć schronienie migrujący z przeludnionych obszarów cywilizowanego świata, mieszkańcy Ziemi. Szaman jednego z afrykańskich plemion, w ramach zemsty, rzuca klątwę na przybyszy, którzy zaczynają umierać w efekcie dziwnej, nazywanej „tropikalną gorączką”, choroby.

Austin nie chce uwierzyć, że zaraza może mieć cokolwiek wspólnego z jakimś prymitywnym przekleństwem, do czasu, aż jego własna żona pada rażona chorobą. By uratować małżonkę, Austin opuszcza bezpieczne schronienie swego domu i wyrusza, by skonfrontować się z tubylcami, oraz prosić o darowanie życia jego żonie. Ostatnia część opowiadania nie odbiega znacząco od tego, co możemy zobaczyć na ekranie, z tym wyjątkiem, że główny bohater, ścigany przerażającymi odgłosami, przemierza autentyczne pozostałości po afrykańskiej dżungli. Gdy szaman odmawia mu okazania litości, Richard wraca do domu, gdzie zastaje lwa pożywiającego się na zwłokach jej żony.

Wierne trzymanie się opowiadania nie wchodziło w grę i podobnie, jak Ray Bradbury w przypadku kilku jego nazbyt rozbudowanych scenariuszy, których z powodów budżetowych nie zrealizowano w „Strefie Mroku”, tak i Beaumont został postawiony przed wyborem – zmienić nieco historię i osadzić całość w „betonowej dżungli” Nowego Jorku, albo zarzucić projekt. Stanęło na tym pierwszym i nie można powiedzieć, aby wyszło to „The Jungle” na złe. Jest coś niesamowitego w historii osamotnionego i osaczonego przez niemożliwe do określenia niebezpieczeństwo człowieka, przemierzającego puste, nocne ulice miasta. Rzucona nań klątwa wcale nie wydaje się mniej realna a jej efekty są nawet bardziej przerażające, kiedy – zdawałoby się – bezpieczne środowisko nagle zmienia się budzące grozę, obce i nieprzyjazne, miejsce.

screenshot_8
„Alan Richards, a modern man of a modern age, hating with all his heart something in which he cannot believe and preparing…”

Poza automatycznie nasuwającymi się pochwałami, na które zasługuje John Dehner (w „Strefie Mroku” oglądać mogliśmy go w krótkiej roli kapitana Allenby w odcinku The Lonely), który – zwłaszcza w części, która rozpoczyna się po opuszczeni baru – po prostu perfekcyjne oddał zachowanie człowieka zaszczutego, starającego się zachowywać racjonalnie, a ostatecznie poddającego się atawistycznemu strachowi – warto zwrócić uwagę na kilka interesujących zabiegów formalnych, które wpływają na tak znakomity efekt finałowy tego odcinka. W rękach reżysera, Williama Claxtona („Bonanza”, „Domek na prerii”, „Autostrada do nieba”) nowojorskie ulice – gwoli ścisłości: udające nowojorskie ulice sety zdjęciowe MGM, choć przyznać trzeba, że zadbano o ich wygląd z taką pieczołowitością, że nawet przez myśl mi nie przeszło, że odcinek kręcono na sztucznych planach – dzięki starannie dobranym ujęciom (przemykające, dostrzegalne kątem oka cienie, nietypowe kąty ustawienia kamery) i dźwiękom (chyba żaden z dotychczasowych epizodów tak udanie nie straszył odgłosami), zmieniają się, w rzeczy samej, w pełną czyhających na Alana Richardsa zagrożeń, dziką dżunglę.

„The Jungle” robi naprawdę znakomite wrażenie. Wspomniana wcześniej kompozycja kadrów i odgłosów to jedno, ale nie tylko dzięki temu epizod ten zapada w pamięć. W „The Jungle” mamy jedną z mocniejszych scen – a właściwie dwie, włączając w finał z lwem, w którym mózg widza dopowiada to, czego nie pokazano, wcale nie zmniejszając grozy tego zakończenia – jakie kiedykolwiek pokazano w tym serialu. Mianowicie scena z taksówkarzem. Wydawać by się mogło, że to prosty i dość łatwy zabieg i nie można powiedzieć, że trudno się spodziewać takiego rozwoju sytuacji, ale w jakiś sposób moment, w którym Alan odkrywa, że kierowca opuścił ten padół, okazuje się być szczytowym punktem grozy, jaki dostarcza ten znakomity epizod.

screenshot_6
„Some superstitions kept alive by the long night of ignorance have their own special power. You’ll hear of it through a jungle grapevine in a remote corner of The Twilight Zone.”

Ocena odcinka: 8/10

Advertisements
Seria 3, Odcinek 12 – The Jungle

Jedna uwaga do wpisu “Seria 3, Odcinek 12 – The Jungle

  1. Przy ostatnich odcinkach nasze opinie były identyczne to tym razem nie podobał mi się odcinek. Od strony realizacyjnej jak np. dźwięk, reżyseria, montaż, ale też aktorstwo wszystko na typowym poziomie dla SM, ale mnie w ogóle epizod nie trzymał w napięciu, ale nie był też jakoś specjalnie kiepski. Typowy średniak zasługujący na 5/10.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s