Seria 3, Odcinek 11 – Still Valley

Seria 3, Odcinek 11 - Still Valley
Seria 3, Odcinek 11 – Still Valley

Rok 1863. W przededniu krwawej bitwy pod Gettysburgiem, dwójka konfederackich żołnierzy przeprowadza zwiad w dolinie Channow, w celu rozeznania się odnośnie rozłożenia wojsk Unii. Obaj są zmęczeni i głodni i tak, jak u większości żołnierzy Południa, ich morale wisi na włosku. Bardziej doświadczony, Paradine (Gary Merrill) robi jednak, co może by „ustawić do pionu” popadającego w coraz głębsze zwątpienie Daugera (Ben Cooper), który twierdzi, że tylko cud może uratować Południe przed sromotną porażką. Żołnierze mają jednak zadanie do wykonania i, mimo znużenia i głodu, cała reszta wojska polega na wynikach ich zwiadu. Gdy z leżącej w dolinie Channow mieściny dobiega rżenie koni, które nagle się urywa, Paradine decyduje się udać osobiście na miejsce i sprawdzić, co knują żołnierze Unii. Pozostawia Daugera na czatach, rozkazując mu, by gdy tylko usłyszy pierwszy strzał, w te pędy udał do obozu Konfederatów i poinformował ich o pojawieniu się Jankesów. Paradine zaś skrada się w kierunku osady i zaskoczeniem odkrywa, że ulice mieściny świecą pustkami. W jeszcze większe zdumienie wprawia go, zastały w kompletnym bezruchu, regiment wojsk unijnych. Żołnierze stoją w pozach, jakby zatrzymany nagle czas zaskoczył ich w trakcie wykonywania rutynowych zdań. Gdy Paradine przemierza się pomiędzy nieruchomymi i niemymi postaciami, dobiega go głos tłukącej się, spadającej z okna doniczki. Okazuje się, że nie dla wszystkich w dolinie czas się zatrzymał.

Sprawcą dziwów, których doświadczył Paradine, jest niejaki Teague (Vaughn Taylor), starzec dzierżący w ręku magiczną księgę – z prostym do zapamiętania tytułem „Czary” – będący ostatnim przedstawicielem pokolenia czarowników – gwoli ścisłości jest siódmym synem siódmego syna, który… był takoż siódmym synem… i tak dalej – który widząc nadciągających żołnierzy znienawidzonej przezeń Unii, użył zaklęcia, by ich zatrzymać. Paradine, który nie neguje tego, iż coś dziwnego z pewnością zaszło, wyklucza możliwość, iż ma to związek z czymś tak abstrakcyjnym, jak czarna magia. Teague postanawia dać mu nauczkę i jednocześnie pokazać, jaką mocą w imieniu Szatana, dysponuje.

Paradine zastyga w bezruchu, podobnie, jak znieruchomiali żołnierze Unii. Teague, upewniwszy się, że zwiadowca nie będzie szukał na nim pomsty, za ten drobny pokaz możliwości, uwalnia go spod swojej władzy. Paradine nadal nie jest do końca przekonany, twierdząc, że to jakaś sztuczka oparta na hipnozie – po prawdzie, bardziej adekwatnym stwierdzeniem, jak na świadomość ludzi epoki, winno być stwierdzenie „mesmeryzm” – ale wydaje się coraz bardziej ulegać sugestiom starca i rozważać możliwe implikacje płynące z mocy, którymi włada Teague.

"Wake up, go ahead. You aren't dead. None of you are dead. Wake up, yanks! None of you are dead! All right, yanks, you're all my prisoners! Come on, yanks! You're all my prisoners!"
„Wake up, go ahead. You aren’t dead. None of you are dead. Wake up, yanks! None of you are dead! All right, yanks, you’re all my prisoners! Come on, yanks! You’re all my prisoners!”

Teague twierdzi bowiem, że bez problemu mógłby zatrzymać nie tylko jeden marny regiment, ale powstrzymać całą armię Północy, czyszcząc tym samym przed wojskami Konfederacji drogę do samego Waszyngtonu. Zapytany przez Paradine’a, czemu tego nie uczyni, starzec ze smutkiem stwierdza, iż wie, że tego wieczoru przyjdzie mu opuścić ten padół, albowiem widział już pędzącą ku niemu, na białym rumaku, Śmierć. Nic jednak straconego – Teague naznacza Paradine’a na swojego następcę i wręcza mu księgę, by ten dokończył dzieła i przyczynił się do zwycięstwa podupadającej Konfederacji.

Po pewnym czasie Paradine i Dauger wracają do obozu Konfederatów, by zdać sprawę swojemu dowódcy. Porucznik rewelacje zwiadowców kwituje stwierdzeniem, iż powinni udać się na spoczynek i ponownie wrócić ze sprawozdaniem nazajutrz, bowiem najwyraźniej zmęczenie namieszało im w głowach. Paradine jednak, nim wrócił do obozu, postanowił wypróbować nowo nabyte moce. Zwiadowca drugiego z patroli wraca zaskoczony i potwierdza jego słowa – inny maszerujący regiment Jankesów nagle znieruchomiał na ich oczach. Porucznik, w obliczu niezbitych dowodów, postanawia użyć przewagi, jaką daje Południowcom czarna magia.

Paradine zaczyna czytać słowa zaklęcia, które ma powtrzymać całą armię Północy, ale nim skończy, przerywa zafrasowany. Zdaje sobie sprawę, że korzystając z magii i szatańskich sztuczek i wyrzekając się Boga, skazałby żołnierzy Konfederacji na wieczne potępienie. Nie bacząc więc na rozkazy dowódcy i protesty pozostałych żołnierzy, ciska księgę w ogień, pozostawiając rozstrzygnięcie wyniku wojny naturalnemu porządkowi rzeczy. Tak więc nazajutrz, pod Gettysburgiem, żołnierze Południa i Północy zetrą się w krwawym boju, którego losy nie potoczą na Szatańskich warunkach. Choć, prawdopodobnie, Bóg też będzie miał z tym niewiele wspólnego…

screenshot_3
„My name’s Teague. I lived down yon by the creek. I’m a witchman, like my pappy ‚fore me. He was the seventh son of a seventh son, and i was his seventh son. I know conjure stuff forward and backward and up and down. It’s my living. And then the yanks come and all the people run afore ’em ‚cept me. Invaders! Tyrants! Thieving skunks to boot! But i fixed them. I didn’t do no la-dl-da. I opened the book, and i read the words, and you can see what happened to them.”

W opartym na opowiadaniu autorstwa Manleya Wade’a Wellmana, zatytułowanym „The Valley Was Still”, skrypcie znaleźć można wiele elementów, które Serling niejednokrotnie wykorzystywał w „Strefie Zmroku” i – trzeba to otwarcie powiedzieć – pomysły te robiły wcześniej o wiele większe wrażenie. Myślę, że motyw „zamrożonych” postaci najlepiej – i dotąd niezrównanie – wykorzystany został w odcinku Elegy i powielenie tego pomysłu, choć na nieco zmienionych zasadach, nie robi już tak wielkiego wrażenia. Zwłaszcza, że porównując oba epizody pod kątem technicznym – względem tego, jak wiarygodnie wypadają znieruchomiali aktorzy – „Elegy” również wygrywa. W sekwencji, w której Paradine przechadza się pomiędzy żołnierzami dużo łatwiej wychwycić poruszanie się niektórych postaci, niż w przypadku „eksponatów” z rzeczonego epizodu pierwszej serii.

Co ciekawe, „Still Valley” jest raczej przeciętny, jeśli chodzi o warstwę aktorską. O ile wszyscy aktorzy wypadają całkiem przyzwoicie i wiarygodnie w swoich rolach – z wyróżnieniem Vaughna Taylora, w roli Teague’a, choć jestem pewien, że przemawia za tym mój sentyment do tego rodzaju postaci – to nie ma tu roli w jakiś szczególny sposób zapadającej w pamięć. Gary Merrill, jako Paradine ma w sobie pewną charyzmę, ale w jego wykonaniu nie czuję tej wewnętrznej walki, jaką musiała stoczyć jego postać w finale odcinka. Zabrakło czegoś trudnego do określenia, czegoś co pozowliłoby mi bardziej przejąć się i zastanawiać nad tym, jaką decyzję podejmie Paradine. O wiele lepiej w tym wypadku wypada jego postać, grana przez Adama Westa w słuchowisku radiowym bazującym na scenariuszu „Still Valley”. Jakkolwiek to nie zabrzmi, w jego głosie czuć dużo większe doświadczenie, zmęczenie, rezygnację i w końcu nadzieję na zmianę losów wojny, skonfrontowaną z powagą czynu, jakiego musi się podjąć, by tego dokonać. Małą ciekawostkę – w nawiązaniu do pojawienia Westa, w roli granej wcześniej przez Merilla – stanowi fakt, iż Gary Merrill, w latach czterdziestych ubiegłego stulecia, również wcielał się Batmana w serii słuchowisk radiowych o Supermenie.

„Still Valley” cechuje swoisty urok ludowej baśni, odwołującej się do klasycznych motywów literatury fantasy. Z uśmiechem na twarzy powitałem genezę rodu, którego ostatnim przedstawicielem był Teague, i zawieszając na te kilkanaście minut swoją niewiarę, oraz patrząc na ów epizod z odpowiednią dozą dziecięcej naiwności, czerpałem niejaką przyjemność z seansu. Oczywiście, chwilę potem przychodzi refleksja, iż tego, czy owego motywu, który pojawia się w niniejszym odcinku, zdarzało się Serlingowi użyć wcześniej z większą finezją i subtelnością – o Wojnie Secesyjnej opowiadał nam przecież zaledwie sześć odcinków wcześniej – a „Still Valley” z pewnością nie można zaliczyć do grona jego najbardziej udanych dzieł.

"What do we call 'em? Damn yankees, don't we, lieutenant? That's the phrase, ain't it... damn yanks? If i read aloud from this book, it'll be the confederacy that's damned. It's that book or it's the end. Then let it be the end! If it must come, let it come. If this cause is to be buried let it be put in hallowed ground. Let it be put in hallowed ground."
„What do we call ’em? Damn yankees, don’t we, lieutenant? That’s the phrase, ain’t it… damn yanks? If i read aloud from this book, it’ll be the confederacy that’s damned. It’s that book or it’s the end. Then let it be the end! If it must come, let it come. If this cause is to be buried let it be put in hallowed ground. Let it be put in hallowed ground.”

Ocena odcinka: 5/10

Advertisements
Seria 3, Odcinek 11 – Still Valley

Jedna uwaga do wpisu “Seria 3, Odcinek 11 – Still Valley

  1. Prawda co wszystko napisałeś. Miałem identyczne wrażenia z seansu co Ty i dlatego tak samo oceniam na 5/10. Odcinek co nie zachwyca, ale też nie ma w nim nic takiego by można było skrytykować za bardzo czyli typowy średniak.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s