Seria 3, Odcinek 8 – It’s a Good Life

screenshot_7
Seria 3, Odcinek 8 – It’s a Good Life

Peaksville w stanie Ohio pozornie nie różni się niczym od innych, małych miasteczek, jakich setki możemy znaleźć na mapie Stanów Zjednoczonych. Problem leży jednak w tym, że w rzeczywistości, Peaksville jest jedynym miastem na mapie, nie tylko Ameryki, ale też świata, który poza nim przestał istnieć. A właściwie – świata, który został wymazany przez potwora, który twardą ręką rządzi w Peaksville, pozbawiwszy jego mieszkańców elektryczności, dopływu zasobów, których stan w miasteczku kurczy się coraz bardziej, oraz – przede wszystkim – odebrawszy ludziom wolną wolę i możliwość podejmowania decyzji. Ludzie z Peaksville żyją tylko po to by spełniać kaprysy i uśmiechać się szeroko, chwaląc jego postępowanie, nieważne, jak potwornym ono by nie było. A gdy tylko odczyta w ich myślach jakąś negatywną nutę… Cóż, odesłanie na „pole kukurydzy” może się wydawać aktem łaski. Bowiem potwór potrafi transformować ludzi w rzeczy. Niemożliwe do wybrażenia, przerażające i wywołujące paniczny strach. Wystarczające, by trzymać w ryzach całe miasteczko. Potwór ów nazywa się Anthony Fremont (Billy Mumy), lat sześć. Brakuje mu zęba na przedzie, ma za to duże oczy, piegi na nosie i omnipotencję.

Mieszkańcy Peaksville porzucili już wszelką nadzieję. Anthony kieruje biegiem rzeczy, sprawiając, że ludzie prześcigają się w dogadzaniu mu i karmieniu pochlebstwami. Nieważnym jest, czy mały Fremont zamieni świnie w maszkarony, czy stworzy trójgłowego świstaka, tylko po to, by zamordować go chwilę później, kiedy mu się znudzi. Anthony – z niejasnych przyczyn – nienawidzi też śpiewu, o czym boleśnie przekonała się jego ciotka Amy (Alice Frost), którą ukarał, zmieniając ją w nieposiadającego żadnej głębszej myśli, uśmiechającego się głupio, półgłówka.

Sparaliżowani strachem, rodzina i sąsiedzi zapewniają Anthony’ego i siebie nawzajem, że wszystko, co robi dzieciak, jest wspaniałe i tak naprawdę dużo lepsze niż było, zanim wziął sprawy w swoje ręce. Obiawy sprzeciwu, lub choćby jednej chmurnej myśli, mogą się odbić bardzo źle na osobie, u której się pojawią. Chłopiec wysyła krnąbrnych na „pole kukurydzy” a zsyłka ta jest równoznaczna z odesłaniem w niebyt, wymazaniem z egzystencji. Anthony robi też gorsze rzeczy. Dużo gorsze rzeczy.

screenshot_5
„- Your mama said you was out in the barn. – I was looking at the cow. – Oh, oh, that’s good. That’s real good that you were looking at the cow. Now, you weren’t playing any tricks on your old dad, were you? I mean, remember last year when you when we had the pigs? – I turned them into monsters. – Oh, doggone if you didn’t. Funny looking things, too. But good things, Anthony, real good things and it’s good that you done that.”

Gdy wieczorem mieszkańcy zbierają się na tradycyjny – narzucony przez Anthony’ego – wieczór telewizyjny, w trakcie którego chłopiec prezentuje zebranym programy, które sam tworzy – tym razem jest to śmiertelny pojedynek dwóch triceratopsów – okazuje się, że jeden z mieszkańców, Dan Hollis (Don Keefer) obchodzi swoje urodziny. Mężczyzna w prezencie otrzymuje płytę Perry’ego Como, z której bardzo się cieszy. Radość jednak nie trwa długo, bo chwilę potem Dan reflektuje się, że nigdy nie dane mu będzie posłuchać muzyki i śpiewu swojego ulubionego artysty – Anthony przecież nienawidzi piosenek.

Chłopak jednak nie ma nic przeciwko muzyce, jako takiej. Kiedy inny z sąsiadów, Pat Riley (Casey Adam) zabawia Anthonego, grając „Moonglow” na pianinie, Dan pijąc jedną szklankę brandy po drugiej, coraz odważniej uzewnętrznia swoje żale. Kiedy koncentruje na sobie uwagę dziecka, prosi aby ktoś wykorzystał tą chwilę skupienia Anthonego i – po prostu – zabił chłopca. Nikomu nie starcza odwagi, choć – o dziwo – ciocia Amy niepewnym ruchem sięga po wiszący przy kominku pogrzebacz. Chwila minęła a miarka się przebrała. Rozeźlony chłopiec wymierza Danowi karę zmieniając go w wyskakującego z pudełka pajacyka na sprężynie.

screenshot_2
„You think bad thoughts about me and maybe some man in this room, some man with guts, somebody who’s so sick to death of living in this kind of place and willing to take a chance will sneak up behind you and lay something heavy across your skull and end this once and for all! (…) You think that. Go ahead, Anthony, i’m a very bad man. Keep thinking that. Somebody sneak up behind him. Somebody end this now! While he’s thinking about me! Won’t somebody take a lamp or a bottle or something and end this?

Widok jest okropny i wszyscy zebrani błagają go, by odesłał Hollisa na „pole kukurydzy”, co chłopiec ostatecznie robi, po czym wszyscy zapewniają go, że ukarawszy Dana, postąpił ze wszech miar właściwie. Nikt nie lubi malkontentów… Chwilę później za oknem zaczyna padać śnieg. Ojciec Anthony’ego (John Larch) musi mocno ugryźć się w język, by nie dać chłopcu reprymendy – śnieg w środku zbiorów to kolejna tragedia. Nim jednak powie a nawet pomyśli, cokolwiek, czego mógłby później żałować, wszyscy zgodnie stwierdzają, iż śnieg w lecie jest dobry. Przecież nic, co zrobiłby Anthony nie może być złe, prawda?


„It’s a Good Life” jest adaptacją opowiadania autorstwa amerykańskiego scenarzysty i pisarza science-fiction, Jerome’a Bixby’ego. Z nazwiskiem Bixby’ego zetknąłem się po raz pierwszy, oglądając film „The Man from Earth”, do którego popełnił scenariusz. Notabene, „Człowiek z Ziemi” nieodparcie kojarzył mi się z innym odcinkiem „Strefy Mroku”, zatytułowanym Long Live Walter Jameson, z którym łączy go wątek żyjącego wieki nauczyciela akademickiego – to kolejny dowód na to, że w „Strefie Mroku” nie ma miejsca na przypadek i „wszystko” się ze sobą wiąże…

„It’s a Good Life”, natomiast, ukazało się po raz pierwszy w druku, w 1953 roku, w drugim tomie antologii „Star Science Fiction” wydawanej pod redakcją Fredericka Pohla. Do dziś uznawane jest ono za najlepsze z dzieł Bixby’ego, i choć opinię,  którą się „To wspaniałe życie” – wydane w 1989 roku również po polsku, w antologii „Rakietowe dzieci” – cieszy muszę przyjąć „na wiarę”, albowiem nie miałem – poza wzmiankowanym wyżej „Człowiekiem z Ziemi” – możliwości zetknięcia się z pozostałym dorobkiem artystycznym pisarza, to nietrudno mi w to uwierzyć. W końcu Serlingowi opowiadanie Bixby’ego spodobało się tak bardzo, że najpierw napisał scenariusz, a dopiero potem starał się o zdobycie praw do jego wykorzystania.

screenshot_3
„You’re a bad man. You’re a very bad man, and you keep thinking bad thoughts about me.”

Serling dokonał tylko kilku drobnych zmian w stosunku do oryginału, zachowując jednak nienaruszoną główną oś fabuły. Bixby pisze w swoim opowiadaniu o tym, że Anthony zmieniał mieszkańców w potwory, czego w finałowym odcinku – z powodów ograniczeń budżetowych, lub techniczynych – nie uświadczymy. Sam Anthony ma w oryginale zaledwie trzy lata. Zmiana wieku chłopca ma dość istotne odzwierciedlenie w tym, jak postrzegamy go w serialu. O ile zachowanie trzylatka można by uzasadnić niemożnością rozgraniczenia dobra od zła, o tyle sześcioletni Anthony – choć jego psychikę również trudno uznać tu za w pełni rozwiniętą – ma większą świadomość tego, co robi a jego działania wynikają bezsprzecznie z dwóch czynników – braku wychowania (jak wychować potwora, który może w okamgnieniu sprawić, że przestaniesz istnieć?) i wyraźnie socjopatycznego charakteru.

Wyskakujący z pudełka pajacyk, znany wcześniej, jako Don Hollis, jest również dodatkiem Serlinga. W opowiadniu Bixby określa transformację Hollisa jako rzecz, która wymyka się jakimkolwiek próbom opisania. Z początkowej wersji scenariusza wyrzucono, lub zmieniono kilka scen, które pozostawione w pierwotnej formie mogłyby wzbogacić ten i tak znakomity, pod wieloma względami, odcinek. Jedną z nich jest scena z trzygłowym świstakiem. Billy Mumy, w komentarzu do wydania DVD, twierdzi, że w trakcie kręcenia tej sekwencji, trzymał specjalnie wykonanego na potrzeby tego epizodu, pokrytego futrem, obrzydliwego, świstaka z trzeba głowami. W finalnej wersji oszczędzono widzom tego, prawdopodobnie nazbyt okropnego, jak na owe czasy, widoku.

Ciekawym jawi się też zmiana w „repertuarze” w programie telewizji, którym Anthony raczy mieszkańców Peaksville. W pierwszej wersji skryptu zamiast walczących dinozaurów, przyjaciele, sąsiedzi i rodzina Anthony’ego bili radośnie brawo, pojawiającym się na ekranie abstrakcyjnym kształtom, składającym się z dziwnych wzorów geometrycznych, przemykającym od czasu do czasu humanoidalnym twarzom, okraszonych kakofonią niemożliwych do opisania dźwięków. Przyznam, że choć dinozaury bardziej wpasowują się w mentalność, narzucającego swoje prawa całemu światu, dziecka, to pierwotna wizja wydaje mi się bardziej atrakcyjną i pasującą do, adorujących okropności i absurdy, dorosłych.

screenshot_6
„I heard somebody think one time… i don’t remember when, but sometime… That i shouldn’t wish away all the automobiles and things and electricity. They said that it wasn’t good that i did that. Somebody thought that one time. Who? Who thought that? – Oh, why, that was, uh Teddy Reynolds who thought that. He owned the farm up the road. – He shouldn’t have thought those bad thoughts! That’s why i made him go on fire.”

Bill Mumy ma „szczęście” do pojawiania się w auntenycznie przerażających odcinkach „The Twilight Zone”. Dla Mumy’ego kreacja Anthony’ego jest rolą życia. Choć aktor grał i nadal dużo grywa, to właśnie występ w „It’s a Good Life” wspomina najlepiej i – co ciekawe – z postacią małego Fremonta utożsamia się po dziś dzień. W wywiadach wspomina, że często, gdy ktoś go szczególnie zirytuje, próbuje wysłać delikwenta na „pole kukurydzy”. W komentarzu do wydania DVD Mumy zaskakuje tym, iż wtóruje małemu Anthony’emu w większości wypowiadanych przezeń kwestii – Bill do dziś doskonale pamięta każdą linijkę dialogu z tego epizodu.

Wartym wspomnienia jest fakt, iż Mumy powtórzył rolę Anthonego w sequelu, w „Strefie Mroku” z 2002 roku. W „It’s Still a Good Life”, obok powtarzających swoje role Mumy’ego i Cloris Leachman, grającej matkę Anthony’ego w oryginale, pojawia się mała córka Billa, Liliana Mumy. W sequelu wracamy do Peaksville, w którym, mimo upływu czterdziestu lat niewiele się zmieniło. Billy dorósł i nadal twardą ręką sprawuje rządy nad miasteczkiem. Ma jednak jedną małą słabość, córkę Audrey, którą kocha nade wszystko. Kiedy pewnego dnia matka Anthony’ego, a babcia Audrey, odkrywa, że dziewczynka posiada talent zbliżony mocą do tego, jakim włada Anthony, postanawia wykorzystać to, by raz na zawsze zrzucić jarzmo tyranii swojego syna, oraz uwolnić miasteczko spod mocy potwora. Oczywiście, trudno powiedzieć, że sequel dorównuje poziomem oryginałowi, ale stanowi całkiem przywoite rozwinięcie pierwotnego pomysłu, z równie przewrotnym i ponurym zakończeniem, jak w przypadku „It’s a Good Life”. O remake, który stanowił jeden z segmentów niesławnego „Twilight Zone – The Movie” (1983) – w którym zakończenie zmieniono na nieco bardziej optymistyczne – z czystej kurtuazji nie wspomnę.

„It’s a Good Life” to niekwestionowany klasyk „Strefy Mroku”. Jest to też prawdopodobnie jeden z najbardziej ponurych odcinków tego serialu. Ponurych, mrocznych i pesymistycznych, a jednocześnie najbardziej wpływowych. Prawdopodobnie jest to pierwszy film, który wprowadził do popkultury postać dziecka, które personifikuje sobą zło – motyw, który dzisiaj został ograny na masę różnych sposobów, z których nieliczne są w stanie sprostać temu, co możemy zobaczyć w „It’s a Good Life”. Rola Billa Mumy’ego może się wydawać nieco przeszarżowana – chociaż widać, że sam małoletni aktor bawił się wyśmienicie przy kręceniu kilku scen – ale nie da się ukryć, że zapada w pamięć. Pozostali aktorzy sprawdzili się znakomicie i wszyscy doskonale swymi rolami uchwycili ten klimat wiecznego napięcia, nerwowości i zapewniania siebie nawzajem, że wszystko jest „dobrze”. Stres i lęk i momenty, kiedy – na chwilę, bądź po raz ostatni (biedny Dan) – puszczają im nerwy – wszystko wypada niezwykle naturalnie, co sprawia, że historia ta jest po dwakroć przerażająca. Wysoki poziom gry aktorskiej w oryginalnym odcinku, to coś czego zabrakło mi w sequelu, gdzie większość obsady nie jest już tak konsekwentna i szczera w swoich kreacjach. Cóż, prawdopodobnie zabrakło talentu Jamesa Sheldona, którego dobór aktorów i kunszt reżyserski dopełnił całości dzieła, jakim jest „It’s a Good Life”.

screenshot_4
„(…) that will ruin half the crops! You know that, don’t you? Half the crops (…)but it’s good that you’re making it snow, Anthony. It’s real good. And tomorrow… tomorrow is going to be a real good day.”

Ocena odcinka: 9/10

Reklamy
Seria 3, Odcinek 8 – It’s a Good Life

Jedna uwaga do wpisu “Seria 3, Odcinek 8 – It’s a Good Life

  1. Bardzo dobry odcinek w pełni zasługujący na 8/10. Co ciekawe w ogóle nie pamiętam remaku z filmu. Chociaż film podobał mi się, a pozostałe nowelki z filmu pamiętam bardziej lub mniej. Sprawdziłem i nowelkę wyreżyserował Dante, czyli pan od takich fajnych filmów jak Gremliny rozrabiają, Interkosmos. A dlaczego niesławny film? Chodzi Ci o ten wypadek tragiczny na planie (helikopter się rozbił w wyniku czego zginęły aktor i dwoje dzieci, ale w szczegóły wolę się nie wdawać, bo są przerażające) czy masz coś więcej na myśli? W wyniku tej tragedii do jakiej doszło na planie jak mnie pamięć nie myli doszło do spięcia między Spielbergiem a Landisem co mnie wcale nie dziwi, ale za to fakt jak dojść mogło do takiego dramatu to mnie dziwi, bo pokazuje to brak profesjonalizmu. Po tragedii na planie filmu hollywoodzkim ekipom filmowym nakazano zwiększyć środki ostrożności co później zmniejszyło ilość wypadków śmiertelnych. No i mam jeszcze pytanie co do filmu właśnie. Też napiszesz kiedyś recenzję Twilight Zone – The Movie?

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s