Seria 3, Odcinek 4 – The Passersby

Screenshot_6
Seria 3, Odcinek 4 – The Passersby

Rod Serling w okresie służby wojskowej w trakcie II Wojny Światowej poznał od podszewki pełnię okrucieństwa i skalę zniszczeń dokonujących się w psychice ludzi zaangażowanych w działania wojennne. Póżniej, w swoich wypowiedziach i dziełach, niejednokrotnie podejmował się krytyki tej niszczącej siły, która przetaczając się raz po raz przez historię, bezlitośnie niszczy ludzkie życia, zostawiając głębokie, niemożliwe do uleczenia blizny. W jednym z wcześniejszych skryptów, napisanym na potrzeby odcinka The Purple Testament„, dość jasno przedstawił swoje stanowisko w tej kwestii. Echa wygłaszanych z trybun idei szybko wybrzmiewają, kiedy dzień po dniu mierzyć się trzeba ze śmiercią swoich przyjaciół i zabijać ludzi, którzy też są czyimiś przyjaciółmi i bliskimi. W „The Passersby”, twórca „Strefy Mroku”, również wskazuje na bezsensowność wojny. Tym razem mówi o wojnie, która wbiła się klinem pomiędzy społeczeństwo amerykańskie, wojnie do dziś będącej zadrą i skazą w historii powstawania Stanów Zjednoczonych. Konflikcie, w czasie trwania którego, niczym w Apokalipsie, brat występował przeciwko bratu. I choć, tym razem, Serling obrał za cel inny rozdział historii, przesłanie jest niemal identyczne, jak w przypadku „The Purple Testament” – wojna była, jest i będzie złem. Zawieruchą, która pozostawia za sobą trupy i puste ludzkie wraki, dla których nic już nie będzie takie samo. I tych, którzy czekają na powrót swoich bliskich, oraz tych, którzy ich przybycia nie dotrwają.

Kwiecień, 1865 roku. Zakurzoną drogą ciągnie tłum potarganych, brudnych i zmęczonych żołnierzy, powracających z, zakończonej właśnie, wojny secesyjnej. Wielu z nich jest poważnie rannych i trwale okaleczonych. Niemal nikt nie zwraca uwagi na mijaną po drodze, na poły zrujnowaną posiadłość, na ganku której w bujanym fotelu siedzi młoda kobieta, mętnym wzrokiem wpatrująca się w powolny pochód weteranów. Jeden tylko Sierżant (James Gregory) w sfatygowanym konfederackim mundurze zbacza z drogi, by zaspokoić pragnienie przy studni.

Między Sierżantem a panią domu, Lavinią (Joanne Linville) wywiązuje się rozmowa, w trakcie której kobieta wyjawia, że kilka dni wcześniej padła ofiarą silnej gorączki i od tego czasu, mocno osłabiona, spędza dnie na ganku swojego popadłego w ruinę domostwa, licząc, że informacja, która dotarła do niej z pola walki, okaże się plotką. Jej ukochany małożnek Jud, jeśli wierzyć wieściom, został postrzelony w głowę, przez żołnierza Unii, i zginął. Teraz wpatruje się ona w, zdający się nie mieć końca, pochód zołnierzy o pustych twarzach, pokładając nadzieję w tym, iż pośród nich wypatrzy swojego umiłowanego Juda.

Screenshot_2
„Would you play your guitar real loud? I mean, real loud, drown me out? (…) I’m so sick to death of hearing my own crying and the sound of footsteps on the road. Please play it loud so i can hear music.”

Sierżant spędza pewien czas z Lavinią, by nabrać sił i pomóc jej w domowych obowiązkach. Pomiędzy dwoma ofiarami wojny nawiązuje się swoista więź. Sierżant wyznaje, że to, co zobaczył i przeżył na wojnie, kompletnie pozbawiło go romantycznych wyobrażeń, jakie snuł wstępując do wojska. Kiedy się zaciągał był pełen ideałów i – jak powtarzał jego ojciec – wierzył, że dzięki temu stanie się prawdziwym mężczyzną. Teraz czuje już tylko ból i nostalgię za zmarnowanymi na wojnie latami, które powinny być najlepszym czasem jego życia. Kiedy Sierżant gra na własnoręcznie zrobionej gitarze znaną piosenkę „Black is the Color (of My True Love’s Hair)”, Lavinia wspomina, jak jej Jud kiedyś śpiewał dla niej tę pieśń.

Kiedy w tłumie przemierzających drogę weteranów kobieta dostrzega jednego z sąsiadów, o którym też słyszała, że zginął, wstępuje w nią nowa otucha. Być może Jud rzeczywiście żyje i niebawem powróci do niej, wraz innymi żołnierzami? Jednak ów znajomy żołnierz, Charlie (Rex Holman), ma nieobecny wzrok i ledwo reaguje na to, co Lavinia do niego mówi. Z jego twarzy bije kompletna pustka i nie ma w niej ani cienia radości, nawet wtedy, kiedy kobieta wspomina o czekającej nań narzeczonej. Mimo tego, w Lavinię wstępuje nadzieja, iż może i jej kochany Jud właśnie zmierza do domu.

Tymczasem jednak na progu zatrzymuje się, przemierzający drogę konno, porucznik wojsk Unii (David Garcia). Lavinia wbiega do domu, podczas gdy Sierżant podchodzi bliżej do skrytej w półcieniu sylwetki i rozpoznaje w nim człowieka, który – mimo, iż był żołnierzem strony przeciwnej – uratował mu wcześniej życie. Konfederata dziwi się jednak, ponieważ słyszał, że ów porucznik zginął kilka dni później. Jankes prosi o łyk wody i kiedy porucznik podaje mu czerpak, oświetlając przy tym twarz porucznika, okazje się, że ten jest okrutnie oszpecony i oślepiony. Tymczasem z domu wybiega Lavinia ze strzelbą i bez pardonu strzela do Jankesa z bliskiej odległości. Nic się jednak nie dzieje. Kobieta zdumiona jest tym, że chybiła, podczas gdy unijny porucznik dziękuje za napitek i odjeżdza.

"Black is the color of my true love's hair... Her lips... are something wondrous fair... The purest eyes..."
„Black is the color of my true love’s hair… Her lips… are something wondrous fair… The purest eyes…”

Gdy Sierżant, prawdopodobnie domyślając się, dokąd prowadzi trakt, który przemierzają wszyscy weterani, żegna się z kobietą, na drodze pojawia się jeszcze jeden znajomy żołnierz. Jest to Jud, mąż Lavinii. Gdy ta podbiega do ukochanego, Jud wyjawia jej prawdę – wszyscy oni są martwi. Sierżant, Charlie, porucznik Unii, on, Lavinia – która zmarła kilka dni wcześniej w gorączce – i cała reszta idących drogą żołnierzy. Kobieta jednak nie chce w to uwierzyć, więc Jud i Sierżant odchodzą. A kiedy na horyzoncie widać już tylko niewyraźne sylwetki i droga wreszcie pustoszeje, ostatni wędrowiec, pełnymi patosu słowami, prosi Lavinię by wreszcie ruszyła w podróż. Wędrowcem tym jest nie kto inny, jak Abraham Lincoln (Austin Green). Ostatecznie Lavinia biegnie za Judem i razem ruszają ku niepoznanemu.

„The Passersby” nie jest pierwszym scenariuszem Roda Serlinga, którego akcja osadzona jest w realiach wojny secesyjnej. Skrypt do niniejszego odcinka czerpie wiele z epizodu „The Cause”, powstałego na potrzeby antologii telewizyjnej Matinee Theatre. W „The Cause”, wracający z wojny Jud – również dzierżący gitarę – poznaje kobietę z „przeciwnej strony barykady”. Para zakochuje się w sobie, z czym nie może się pogodzić rodzina niewiasty. Choć „The Cause” pozbawiony jest elementu nadnaturalnego, to porusza podobne kwestie i zawiera scenę marszu weteranów, która stała się podłożem do scenariusza „The Passersby”.

Trudno uznać fabułę „The Passersby” za szczególnie zaskakującą. Współczesny widz z pewnością będzie miał bezpośrednie skojarzenia z horrorem „The Others” z 2001 w reżyserii Alejandro Amenábara i Nicole Kidman w roli głównej. Niewykluczone, że źródłem inspiracji dla Amenábara (który był również autorem scenariusza), był między innym ten odcinek „Strefy Mroku”. Serling, natomiast, wykorzystuje tu po raz kolejny pomysły, które wcześniej, tak udanie, zawarł w odcinkach The Hitch-HikerJudgement Night – Lavinia – podobnie, jak Nan Adams i Carl Lanser – w finale dowiaduje się i musi zaakceptować fakt, że nie żyje. W obu wcześniej wymienionych odcinkach koncept ten sprawdził się znakomicie, podczas gdy w „The Passersby” wydaje się już pomysłem nieco wyświechtanym i wtórnym.

"- I remember you standing up and clawing at your eyes and screaming ''I'm blind!''. I remember thinking they killed you. I remember thinking that you were dead. - That doesn't make any difference now either."
„- I remember you standing up and clawing at your eyes and screaming ”I’m blind!”. I remember thinking they killed you. I remember thinking that you were dead. – That doesn’t make any difference now either.”

Wtórność osi fabularnej rekompensuje poniekąd niezwykła chemia pomiędzy dwojgiem głównych bohaterów. Dwójka życiowych rozbitków, szukająca pocieszenia u siebie nawzajem. Na przestrzeni kilkunastu minut bardzo ładnie udało się rozbudować relacje – od obojętnego dystansu do więzi, dającej nadzieję na rozwinięcie w szczególny rodzaj zażyłości. Oczywiście, im bliżej finału, tym trudniej dopuścić taką możliwość, jakkolwiek nietrudno uwierzyć, że tych dwoje szukających pocieszenia i nadziei ludzi, mogłoby spędzić resztę życia razem. Pod warunkiem, że już nie byliby martwi.

Spora w tym zasługa aktorów, pod adresem których mam w zasadzie tylko dwa zarzuty. Przede wszystkim, James Gregory wydaje się być… za stary do roli człowieka, który wyruszył na wojnę by – jak sam mówi – dorosnąć i stać się mężczyzną. Gdyby nie fakt, że jego rola, pod wszystkimi innymi względami, jest perfekcyjna, rzekłbym, że mamy tu – co się rzadko zdarza w przypadku „Strefy Mroku” – do czynienia z powaznym błędem obsadowym. Joanne Linville, która do tej pory nie miała na swoim koncie żadnych poważniejszych ról – w tym ani jednej pierwszoplanowej – w swej manierze czasami popada w nadekspresję. Może być to powodowane faktem, że – jak wspominała – grając Lavinię, czuła się, jak bohaterka „Przeminęło z wiatrem” i może faktycznie chciała być, jak Scarlett O’Hara? Tylko, jakby  bardziej…

Pewnym, niepotrzebnym moim zdaniem, kuriozum jest nieco pompatyczny występ samego Abrahama Lincolna. Ujmuje to końcowej sekwencji nieco liryki, w pewnym stopniu niwecząc finał, który znakomicie obszedłby się i bez tego. Cóż, Serling nie byłby sobą, gdyby od czasu do czasu – mało subtelnie – nie „dał kazania”. Wydźwięk tej historii byłby czytelny i poruszający nawet – a może i bardziej? – bez końcowej przemowy Abrahama Lincolna. Mimo tego i łatwości z jaką można przewidzieć przebieg fabuły „The Passersby” ogląda się bardzo przyjemnie. Głównie dzięki świetnej dynamice relacji dwojga głównych bohaterów i mocno wpływającej na wyobraźnię sekwencji, ciągnącego w się w nieskończoność, „marszu umarłych”. To jednak trochę za mało, by epizod ten został w pamięci na dłużej – wymienione wcześniej odcinki, bazujące na podobnym koncepcie robiły to lepiej. Ten, mimo iż zdecydowanie wart obejrzenia, trudno stawiać obok pereł takich, jak „The Hitch-hiker”.

Screenshot_4
„I’m not leaving you, my darling. I’ll wait for you. I’ll meet you at the end of the road.”

Ocena odcinka: 6/10

Reklamy
Seria 3, Odcinek 4 – The Passersby

Jedna uwaga do wpisu “Seria 3, Odcinek 4 – The Passersby

  1. Całkowicie mijamy się opinią w tym przypadku.Bo mnie się podobał odcinek od pierwszej sceny gdy Sierżant i Lavinia zaczynają śpiewać. Tak mi się to wprowadzenie do odcinka spodobało, że gdy pojawił się Serling wkurzyłem z lekka się, wolałbym oglądać tą scenę z bohaterami do końca a nie tak nachalnie ją przerwał twórca serialu:-) Bardzo klimatyczny odcinek dobrze zagrany przez Gregory (w ogóle nie przeszkadzało mi że aktor za stary, dopiero jak przeczytałem recenzję Twoją zwróciłem uwagę na to) oraz Linville, ale role epizodyczne też są fajnie zagrane jak np. porucznik wojsk Unii. W ogóle scena z porucznikiem wojsk Unii proszącym o wodę gdy pokazywany jest przez większość sceny w cieniu i to jak mówi, jego krótkie dialogi, to chyba najlepsza scena w odcinku, ale ogólnie cały odcinek na dobrym jest poziomie. Poza tym świetna muzyka. Nawet pojawienie się Lincolna w końcówce nie przeszkadzało mi specjalnie. Bardzo dobry odcinek zasługujący na 8/10.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s