Komiks: The Twilight Zone Vol. 1 – The Way Out

J. Michael Straczynski "The Twilight Zone" Volume One - "The Way Out"
J. Michael Straczynski „The Twilight Zone” Volume One – „The Way Out”

Sylwetki scenarzysty wydanej w dwunastu zeszytach – później zebranej w trzy woluminy – serii komiksowej „The Twilight Zone”, J. Michaela Straczynskiego nie trzeba chyba specjalnie przybliżać każdemu, kto interesuje się filmem, fantastyką i – przede wszystkim – komiksem. Myślę, że próba zagłębienia się w całość jego dorobku, nadawałaby się na osobny artykuł, który niekoniecznie wiązałaby się z tematyką niniejszego bloga. Dość powiedzieć, że ten niezwykle płodny scenarzysta, na przestrzeni wielu lat swojej twórczej aktywności, współpracował ze wszystkim znaczącymi wydawnictwami komiksowymi i w ramach tej kooperacji współtworzył czołowe serie Marvel Comics (The Amazing Spider-Man), czy DC Comics (Superman, Wonder Woman). Liczby komiksów, w których powstawanie był zaangażowany idą w setki i nawet – z racji swej ignorancji w materii tego medium – nie będę próbował wymieniać tych z nich, które uznaje się za najważniejsze, wpływowe i – bywało – najbardziej znienawidzone z serii dziejących się w uniwersach każdego z komiksowych gigantów. Osoby mniej obyte z komiksowym światkiem z pewnością pamiętają znakomity serial science-fiction „Babylon 5″ (1993 – 1998)którego Straczynski był twórcą i głównym scenarzystą. Dla nas, fanów „Strefy Mroku”, najbardziej istotną informacją o tym twórcy, będzie ta, że Straczynski ma na swoim koncie scenariusze do dwunastu epizodów „The Twilight Zone”, wersji serialu emitowanej w latach 1985 – 1989. Szczerze przyznaję, że z odcinkami, bazującymi na skrypcie Straczynskiego, dotąd nie miałem do czynienia – cała „Strefa Mroku” z lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia czeka na swoją kolejkę do momentu, gdy omówię w całości oryginalną serię Roda Serlinga – w związku z tym do komiksów „The Twilight Zone” podchodziłem z zupełnie neutralnym nastawieniem. Uchylając już teraz rąbka tajemnicy, muszę przyznać, ze po zapoznaniu się z pierwszym woluminem, nabrałem większej chrapki i z wielką niecierpliwością czekam na moment, kiedy będę mógł się zapoznać z owocami jego pracy w serialowej „Strefie Mroku” – tom 1 zatytułowany „The Way Out” okazał się po prostu dziełem znakomitym!

Opisując fabułę „The Way Out” odejdę od zwykłego schematu streszczania historii, tak jak to robiłem dotychczas w przypadku większości odcinków oryginalnej serii „Strefy Mroku”. Co uchodzi przy omawianiu serialu liczącego sobie pół wieku z okładem, jakoś nie przystoi przy recenzowaniu komiksu, który każdy z Was może nabyć – w formie papierowej, czy cyfrowej – i samemu dać się porwać tej ze wszech miar wybitnej opowieści. Dlatego ograniczę się tutaj do krótkiego nakreślenia historii a wszystkie istotne wątki i rozwiązania fabularne pozostawiając do odkrycia Wam, drodzy Czytelnicy, o ile – a mam nadzieję, że mi się to powiedzie – niniejsza recenzja zachęci Was do nabycia „The Way Out”.

Trevor Richmond jest zblazowanym inwestorem w jednym z cieszących się największą renomą biur maklerskich na Wall Street. Wydaje się, że w życiu zawodowym i osobistym osiągnął już wszystko. Kochająca dziewczyna, pieniądze, szacunek i uroda – czego więcej można pragnąć od życia? Okazuje się, że Trevor, dla którego codzienna egzystencja przestała stanowić jakiekolwiek wyzwanie, ma zamiar porzucić to nudne, pozbawione intensywnych emocji życie i zacząć wszystko od nowa.

Przed Panem Wyldem nie ukryjesz żadnej ciemnej sprawki.
Przed Panem Wyldem nie ukryjesz żadnej ciemnej sprawki.

Nowa tożsamość i zupełnie nowe życie, stawiające przed nim nowe wyzwania – tego pragnie Trevor. Oczywiście, człowiek który może mu zapewnić i jedno i drugie, niejaki Martin Wylde, szef tajemniczej firmy, oferującej możliwość kompletnej zmiany osobowości – na poziomie biologicznym, łącznie ze zmianą twarzy, głosu a nawet odcisków palców – doskonale zna prawdę odnośnie tego, dlaczego Trevor zamierza „zniknąć” i porzucić dotychczasowe życie. Firma Wylda, nie tylko oferuje „wymazanie” człowieka z jego życia – za ogromną kwotę, trzeba dodać – ale też dokładnie bada potencjalnych klientów.

Wylde doskonale wie, że wskutek nielegalnych inwestycji dokonywanych na zagranicznych kontach i w rajach podatkowych, firma w której pracuje Trevor wkrótce stanie się celem dochodzenia FBI a on sam, bez cienia wątpliwości, trafi za kratki. Dodatkowo, życie osobiste Richmonda wcale nie wygląda tak różowo – Trevor zdradza swoją dziewczynę Natalie na lewo i prawo a ona stała się dlań uciążliwa, ze tymi wszystkimi swoimi pretensjami i ciągłym narzekaniem. Wylde jednak nie odmawia wykonania usługi, ale ceną za „zniknięcie” i zaczęcie z nowym wyglądem i tożsamością ma być cały kapitał, jaki Trevor nielegalnie zgromadził przez okres swojej szemranej działalności.

Pierwszy dzień reszty życia nowego Trevora Richmonda.
Pierwszy dzień reszty życia nowego Trevora Richmonda.

Richmond, choć przyparty do muru, bardzo niechętnie przystaje na taką propozycję. Wylde wręcza mu więc pigułkę, po zażyciu której Trevor stopniowo zmienia się w zupełnie innego mężczyznę. Zmiany są naprawdę dogłębne – zmienia się jego fizjonomia, kolor włosów, uzębienie i linie papilarne. Po kilku dniach staje się inną osobą i odchodzi, by z daleka obserować – ze złośliwą satysfakcją – jak pozostali radzą sobie z bałaganem, który po sobie pozostawił. Firma jego pracodawcy, Jasona Blacka – starszy pan, nieco oderwany od rzeczywistości po śmierci jedynego syna – rzeczywiście staje się obiektem dochodzenia FBI, a porzucona i przybita Natalie błąka się, płacząc, samotnie po ulicach.

Trevor, którego firma Wylde’a wyposażyła w niewielkie środki do skromnego życia, jest i tak zadowolony. Wszystko lepsze niż więzienie, prawda? A z jego nowym wyglądem, wiedzą i doświadczeniem życie powinno się jakoś się ułożyć. I kiedy, drwiąc, ogląda wiadomości o działaniach policji federalnej w siedzibie firmy, ze zdumieniem stwierdza, że na ekranie pojawia się… on sam sprzed przemiany. Stary Trevor Richmond zwołał właśnie konferencję prasową i ogłosił wszem i wobec, że zamierza wziąć na siebie pełną odpowiedzialność za popełnione błędy. Nowy Trevor jest zszokowany. Ktoś właśnie przejął jego… cóż, może nie obecne, ale… dawne życie! Wkrótce dowiaduje się, że impostor nie tylko zastąpił go w firmie – w której odwaga „starego” Trevora budzi wielki szacunek a media chwalą nietypowe, odważne zachowanie finansisty, który w przeciwnieństwie do większości tych „drani” potrafi być przyzwoity – ale także w alkowie. Tego, dla „nowego” Richmonda za wiele! Musi dowiedzieć się kto „śmiał” przejąć życie – które on porzucił i które nagle chce odzyskać – i kto zgrywa bohatera w świetle fleszów, gdy on stał się nikim – niczym się nie wyróżniającym szarym człowieczkiem…

Tymczasem "zamiennik" Trevora przyjmuje na siebie brzemię wszystkich jego dotychczasowych grzechów.
Tymczasem „zamiennik” Trevora przyjmuje na siebie brzemię wszystkich jego dotychczasowych grzechów.

Historia z „The Way Out” znakomicie wpisuje się w klimat znany z serialu, dotykając wielu problemów, które poruszała w swoich opowieściach „Strefa Mroku”. Bohater, Trevor Richmond, choć jest skończonym draniem i człowiekiem na wskroś zepsutym, jak wiele postaci z oryginalnej „Strefy Mroku” próbuje uciec od problemów. Chociaż pobudki tej ucieczki dalekie są od motywacji większości bohaterów znanych z serialu „The Twilight Zone”, szukających eskapizmu w innej rzeczywistości i czasie, to parafraza tego toposu jawi się, jako niezwykle udany zabieg – z jednej strony mamy hołd dla znanego tematu, z drugiej całkiem nowe i ciekawe ujęcie tego motywu. Oczywiście, nie na samym Richmondzie opiera się nawiązanie do tego wątku – jest też druga strona medalu, o której tutaj, nie chcąc nazbyt wiele zdradzać, nie powiem więcej, ponad to, że nie tylko z samym antagonistą, który otrzymuje drugą szansę, mamy tu do czynienia.

Trevor Richmond nie przebiera w środkach - właśnie pozbył się swojej poprzedniej tożsamości, ale to nie powód, żeby sobie ją bezpardonowo przywłaszczył kto inny!
Trevor Richmond nie przebiera w środkach – właśnie pozbył się swojej poprzedniej tożsamości, ale to nie powód, żeby sobie ją bezpardonowo przywłaszczył kto inny!

Element paranormalny jest tu – można powiedzieć – sprowadzony do niezbędnego minimum. Straczynski nie wnika za bardzo w naukowe podstawy działania tajemniczej pigułki. To i wiele innych rzeczy – takich, jak funkcjonowanie firmy Wylde’a i to, kim jest, lub moze być ten tajemniczy dżentelmen – pozostawia w sferze domysłów. „The Way Out”, wzorem oryginalnego serialu, skupia się na ludziach i ich problemach, których – okazuje się – nawet nadnaturalne cuda nauki, lub magii nie są w stanie do końca rozwiązać. Bohaterowie postawieni są w sytuacjach nietypowych, irracjonalnych, ale w ostateczności wszystko sprowadza się do zwykłych, ludzkich emocji i kłopotów, które one generują. Gdy okazuje się, że magiczna pigułka otwiera przed bohaterami nieco lepszą alternatywę, górę bierze zazdrość, egoizm i ludzka podłość, które – jak w życiu – przekreślają łatwe rozwiązanie tej historii.

Historia Trevora Richmonda splata się z dwoma innymi opowieściami, które w całości poznamy w dwóch kolejnych tomach. W „The Way Out” zostają one zaledwie zajawione, dając przedsmak tego, co czeka nas w kolejnych woluminach, zatytułowanych adekwatnie „The Way In” – w którym szerzej poznamy historię Diany Westby, barmanki z kafeterii, którą w drodze do pracy odwiedzał codziennie Trevor – oraz „The Way Back” – tutaj głównym bohaterem będzie Ben Chambers, prywatny detektyw, zatrudniony do zbadania okoliczności śmierci syna szefa firmy, w której pracował Richmond, Jasona Blacka. Kilka paneli, w których – można powiedzieć – „między wierszami” sugeruje się, jaki będzie ton kolejnych historii, pozwala snuć przypuszczenie, że będą to opowieści jeszcze bardziej niesamowite, z inwazją kosmitów – choć to tylko moja intepretacja tego, czego rąbka uchylił autor do tej pory – i podróżami w czasie w tle.

05
Porcja okładek inspirowanych „Strefą Mroku”…

O ile wolno mi oceniać, mym niefachowym okiem, oprawę graficzną to nie mam wielkich zastrzeżeń do kreski Guiu Vilanovy. Rysunki są raczej z tych realistycznych, ze stonowaną kolorystyką, która – w moim mniemaniu – pasuje do tego stylu opowieści i do klimatu „Strefy Mroku”. Na szczególną pochwalę zasługują panele, w których Vilanova przedstawia dynamiczne sytuacje – w jego wykonaniu wygląda to bardzo naturalnie, wręcz filmowo. Nie ma się problemu z obserwowaniem przebiegu sekwencji akcji. Nie wszystkim rysownikom, których pracę miałem okazję podziwiać, się ta sztuka udaje. Niestety, Vilanowa ma spore problemy z postaciami kobiecymi, które bywa, że nie są do siebie podobne na dwóch różnych panelach – mowa o tej samej bohaterce – i niemal wszystkie są po prostu… brzydkie. Poza tym jednak, komiks pozostawia bardzo dobre wrażenia, jeśli chodzi o stronę graficzną.

Wolumin pierwszy serii „The Twilight Zone” wzbogacony został o kilka materiałów dodatkowych. Jednym z nich jest kompletny scenariusz pierwszego zeszytu, łącznie ze wskazówkami, jak wyglądać powinny konkretne kadry w zamyśle scenarzysty. Dodatkowym bonusem są grafiki z alternatywnych okładek, narysowanych przez Francesca Francavillę, oraz kilka luźno skojarzonych ze „Strefą Mroku” okładek innych serii, wykonanych przez twórców takich, jak Alé Garza, Roberto Castro i Ken Haeser. Sympatyczne uzupełnienie – niektóre z nich faktycznie mocno pobudzają wyobraźnię.

Podsumowując – pierwszy tom serii Straczynskiego sprawił, że nabrałem szacunku do autora, który niezwykle umiejętnie potrafił połączyć klimat i motywy znane z oryginalnej „Strefy Mroku”, przenosząc ją w czasy współczesne z wielką finezją, nie zatracając przy tym ducha pierwowzoru. Historia zaskakuje i wzrusza, działania bohaterów wywołują żywe emocje a wplecenie wątków z historii postaci, które zagrają pierwsze skrzypce w kolejnych tomach, sprawia, iż nabiera się ogromnego apetytu na kolejne woluminy. Szczerze polecam przeczytanie „The Way Out” każdemu fanowi „Strefy Mroku” i nie tylko – ten komiks to kawał dobrej roboty i znakomitej opowieści i który powinien się spodobać każdemu, kto… cóż, kto po prostu lubi dobrze napisane historie.

...stanowią miło dodatek do tego znakomitego komiksu.
…stanowi miły dodatek do tego znakomitego komiksu.

Reklamy
Komiks: The Twilight Zone Vol. 1 – The Way Out

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s