5 najlepszych odcinków 2 serii „Strefy Mroku”

12873455_1095300623860812_1
Pięć najlepszych odcinków drugiego sezonu „The Twilight Zone”

Długo odkładałem ten moment. Stworzenie listy pięciu wybranych epizodów, spośród dwudziestu dziewięciu tak zróżnicowanych odcinków, okazało się dużo trudniejsze, niż przy okazji omawiania pierwszego sezonu. W przypadku pierwszej sezonu, serial dopiero nabierał wiatru w żagle i chociaż nie brakowało w nim odcinków prawdziwie wybitnych, zarówno w warstwie treści, jak i oprawy, to z perspektywy czasu niepodobna odnieść wrażenie, że drugi sezon podniósł poprzeczkę wyżej. Scenarzyści, z Rodem Serlingiem na czele, tworzyli historie, które jeszcze bardziej zaskakiwały widza swoją pomysłowością i przewrotnością, oraz niejednokrotnie przełamywały tematy tabu a reżyserzy dużo bardziej odważnie eksperymentowali w warstwie wizualnej. Niektóre odcinki drugiego sezonu „Strefy Mroku” wzniosły się w na wyżyny sztuki filmowej i na stałe wpisały się do kanonu dzieł kultowych i to nie tylko rozpatrywanych w obrębie serialu „The Twilight Zone”, ale trwale wpisujących się popkulturę.

Kluczem, do mojego wyboru najlepszych odcinków nie jest jednak jedynie ich wartość artystyczna, bo pomiędzy Bogiem a prawdą – coż ja wiem o sztuce? W popkulturze zawsze doceniam to, co potrafi mnie zachwycić, rozbawić, wzruszyć i zaskoczyć. Samo piękno sztuki jest względne, parafrazując i jednocześnie uchylając rąbka tajemnicy, odnośnie jednego z odcinków, jaki pojawi się na liście – piękno leży w oczach patrzącego. Dlatego, być może nie znajdziecie tu odcinków, które powtarzają się na innych listach i zestawieniach najlepszych odcinków „Strefy Mroku” – choć niektóre z tych epizodów powtarzają się na nich nie bez przyczyny i są tak dobre, że niemożliwe byłoby, by ich w niniejszym zestawie zabrakło.

Tym razem poprosiłem również o pomoc oddanego czytelnika mojego bloga, Michała, który równolegle z pojawianiem się wpisów i opnii o poszczególnych odcinkach, oglądał i zostawiał swoje o nich komentarze. By mieć niespodziankę i móc sprawdzić, jak bardzo pokrywają się nasze gusta, nie zaglądałem jeszcze na jego listę pięciu najlepszych odcinków. Dlatego jego zestawienie znajdziecie poniżej mojej listy. Pora więc przejść do pięciu epizodów, które z różnych powodów najbardziej zapadły mi w pamięć po obejrzeniu drugiego sezonu.

Eye1
SERIA 2, ODCINEK 6 – „EYE OF THE BEHOLDER”

EYE OF THE BEHOLDER (odcinek 6) – „Eye of the Beholder” łączy w sobie sprawnie napisaną historię – której tło jest równie ważne, co oś fabuły – z wirtuozerią reżyserską, bez której nakręcenie tego rodzaju historii nie byłoby możliwe. Sposób operowania światłem i cieniem, oraz kordynacja przemieszczania się bohaterów, przedmiotów oraz ustawienia oka kamery pod odpowiednim kątem, zostały przemyślane w każdym detalu. To, jak reżyser Douglas Heyes poprowadził ekipę i aktorów nie da się nazwać inaczej, niż czystym geniuszem. Jeśli dodać do tego pracę speców od makijażu, bez których finał odcinka prawdopodobnie robiłby nieco mniejsze wrażenie i ponadczasową – wielowymiarowo – wymowę historii, w której po raz pierwszy Rod Serling mierzy się z konceptem rządu totalitarnego i – nie po raz pierwszy – z kwestią uprzedzeń, wypływających z odgórnie narzuconych „obowiązujących norm”, cóż… Po prostu, mamy majstersztyk i zasłużenie uznawany za kultowy odcinek „Strefy Mroku” (który, niestety, doczekał się fatalnego remake’u w „Twilight Zone” na początku dwudziestego pierwszego wieku).

Long
SERIA 2, ODCINEK 22 – „LONG DISTANCE CALL”

LONG DISTANCE CALL (odcinek 22) – Żalem napawa fakt, że tak znakomity odcinek został zarejestrowany w niesławnym okresie korzystania z „dobrodziejstw” taśmy wideo„Long Distance Call” to autentyczny, trzymający w napięciu i cholernie przerażający horror. Których, wbrew pozorom nie uświadczyliśmy dotąd – to jest na przestrzeni sezonu pierwszego i drugiego – aż tak wiele. Babcia, tak bardzo kochająca wnuczka, że wzywa go zza grobu, by do niej dołączył? Ech… Już to jedno zdanie niesie za sobą taki ładunek grozy, że jeśli dodacie do tego fenomenalną grę aktorską młodego Billy’ego Mumy, oraz Phillipa Abbotta, wcielającego się w postać jego filmowego ojca – którego końcowy monolog pozostawi obojętnym tylko tego, kto zamiast serca ma kamień – oraz reżyserię Jacka Sheldona, który sprawnie pokonał tu ograniczenia związane z uciążliwą metodą rejestracji, otrzymacie pełnokrwisty horror, który przeraża oglądany współcześnie i straszył będzie pewnie jeszcze niejedno pokolenie widzów. Plus – oczywiście – przestrzeń do intepretacji tego epizodu jest, jak najbardziej, otwarta.

SERIA 2, ODCINEK 5 – "THE HOWLING MAN"
SERIA 2, ODCINEK 5 – „THE HOWLING MAN”

THE HOWLING MAN (odcinek 5) – A skoro jesteśmy przy dwojakim sposobie interpretacji historii – chociaż lista grzechów reżyserskich Douglasa Heyesa jest krótka, to jej szczyt winna okupować dosadna wizualizacja finału epizodu „The Howling Man”. Historia trawionego delirium Davida Ellingtona (H.M.Wynant), trafiającego do ponurego opactwa – którego mieszkańcy skrywają ponury sekret – leżącego gdzieś w Europie Środkowej,  z pewnością mogłaby się obyć bez finałowej – efektownej skądinąd – sekwencji. Cóż, zważywszy na to, jak wypadła cała reszta epizodu, który wydaje się być niemal w całości hołdem dla klasycznego kina grozy, zarówno pod względem formy, jak i treści, można reżyserowi odpuścić skłonności do pokazania tego, co „obiecuje się widzowi”. Cały Douglas Heyes!

Shadow1
SERIA 2, ODCINEK 26 – „SHADOW PLAY”

SHADOW PLAY (odcinek 26) – Pętla czasowa, motyw niejednokrotnie wykorzystywany w literaturze i filmie, zawsze była jednym z moich ulubionych konceptów fabularnych. Długo by wymieniać filmy i odcinki seriali, w których został ów pomysł wykorzystany. Dość powiedzieć, że przerabiano go w znakomitym odcinku „Monday” w serialu „Z Archiwum X”, szalenie zabawnym Mystery Spot” w serii „Nie z tego świata”, czy oczywiście kultowym „Dniu Świstaka”. Cóż – „Shadow Play” było pierwsze. Pętla czasowa to jeden z elementów tego odcinka, drugim jest bardzo ciekawa koncepcja powtarzającego się w nieskończoność snu, w którym – jego bohaterowie – uświadamiają sobie, że są ich cała egzystencja może być jedynie drobnym i nic nie znaczącym elementem, składającym się na marę śniącego. Znakomcie zagrany, sprawnie wyreżyserowany, kolejny wybitny – i po raz kolejny poświęcony tematyce snu – odcinek powstały na bazie scenariusza Charlesa Beaumonta. 

SERIA 2, ODCINEK 28 – "WILL THE REAL MARTIAN PLEASE STAND UP?"
SERIA 2, ODCINEK 28 – „WILL THE REAL MARTIAN PLEASE STAND UP?”

WILL THE REAL MARTIAN PLEASE STAND UP? (odcinek 28) – Jeśłi obejrzeliście cały drugi sezon, możliwe, że w tym momencie zaoponujecie! Jak to?! Przecież było tyle innych, wybitnych i ciekawych odcinków, pod wieloma względami bijącymi na głowę „Will the Real Martian Please Stand Up?„. Owszem, zgodzę się, ale po prostu nie mogłem nie wyróżnić tej niezwykle udanej i zabawnej gry z formułą klasycznego kryminału w stylu „Dziesięciu Murzynków” Agathy Christie. Choć mamy tu sporą galerię postaci, każdy aktor ma swoje pięć minut a każdy charakter budzi pewne wątpliwości, co do jego domniemanej tożsamości. Cóż, któryś z nich jest Marsjaninem, który udatnie udaje mieszkańca Ziemi. Czy widz domyśli się tego przed finałem? Cóż, przesłanki odnośnie tożsamości przybysza z kosmosu są subtelnie sygnalizowane i brawa dlatego, kto dostrzeże to podczas pierwszego seansu. A mimo tego, nawet jeśli uda się Wam odgadnąć kto zacz jest Marsjaninem, to i tak nie koniec niespodzianek, uwierzcie mi. Klimatyczny – kojarzący się poniekąd z „The Thing” – epizod, będący o tyleż paranormalnym kryminałem, co zabawną – wspartą znakomitą grą aktorską – komedią. Perełka, jeśli chodzi o dorobek Serlinga na tej płaszczyźnie gatunkowej.

W przypadku powyższego zestawienia z bólem serca pominąłem masę odcinków, które na wyróżnienie zasługują, ale cóż… postanowiłem trzymać się formuły wyboru pięciu odcinków na każdy sezon. Zbyt wiele dobrych i bardzo dobrych odcinków odrzuciłem, dlatego też nie mogę z czystym sumieniem polecić Wam ograniczanie się do obejrzenia tylko tej piątki epizodów. Być może lista Michała naprawi kilka „błędów” doboru z mojej strony – o czym już za chwilę się przekonamy. Ja jednakowoż zachęcam Was do obejrzenia sezonu w całości, albowiem, mimo sporadycznych potknięć, jest on – bez cienia przesady – znakomity, w kilku aspektach przebijający to, z czym mieliśmy do czynienia w przypadku poprzedniej serii.

A teraz oddaję już głos Michałowi – przekonajmy się, jakie jest jego PIĘĆ NAJLEPSZYCH ODCINKÓW DRUGIEGO SEZONU „STREFY MROKU”… 

Rafał z The Twilight Area, poprosił mnie o sporządzenie swojej listy pięciu najlepszych odcinków drugiego sezonu „Strefy Mroku”. Nie wiem, czym sobie na to wyróżnienie załużyłem / Zaraz do tego dojdziemy… – Rafał / i nie wiem, czy mogę napisać cokolwiek ponad to, o czym mówiłem w komentarzach / …właśnie tymi arcy-ciekawymi komentarzami załużyłeś! – Rafał / do poszczególnych odcinków. Przejrzałem więc listę epizodów i ze sporym zaskoczeniem odkryłem, że w sumie o wiele więcej odcinków podobało mi się, niż w przypadku pierwszej serii. Tkwiłem w błędnym przekonaniu, że dałem wysoką notę o wiele większej liczbie epizodów z pierwszego sezonu, a jednak po przejrzeniu komentarzy i ocen, jakie dawałem kolejnym odcinkom serii drugiej, wyszło na to, że jest ona całościowo lepsza. Dlatego miałem niemały problem z wyborem pięciu najlepszych z odcinków tego sezonu – dużo łatwiej byłoby mi, gdybym mógł wskazać osiem, czy dziesięć najlepszych z nich.

Poza tym muszę zaznaczyć, że kolejność odcinków poniżej miejsca drugiego może być wymienna. Żaden z nich nie jest w ogólnym sensie lepszy, czy gorszy od innego. Jedynie odcinek z miejsca pierwszego wybija się w mojej opinii ponad wszystki inne, wymienione i niewymienione na mej liście. I aby odpowiednio zbudować napięcie pozwolę sobie zacząć od dołu zestawienia…

Obsolete
SERIA 2, ODCINEK 29 – „THE OBSOLETE MAN”

THE OBSOLETE MAN (odcinek 29) – Cóż mogę dodać, poza tym, co już powiedziałem w komentarzu do odcinka? Wiem, że istnieją ludzie, których nadmierne moralizatorstwo w stylu zaprezentowanym w tym i innych odcinkach napisanych przez Roda Serlinga może razić. Ja nie mam nic przeciwko. Ba, nawet bardzo mi się podobają. Uwielbiam, kiedy twórcy serialowi nie boją się poruszać tematów tabu i stają okoniem wobec decydentów stacji, nie ukrywając przy tym swoich poglądów i otwarcie wytykają to, co ich w polityce i społeczeństwie irytuje. Czy zgadzam się z opiniami Serlinga – to już zupełnie inna kwestia, ale odwagi twórcy „Strefy Mroku” nie można nie docenić. Pamiętajmy, że to były zupełnie inne czasy i – wbrew temu co się wydaje – poprawność poglądów prezentowanych w telewizji była ściśle określona przez cenzurę. Dużo mniej wolno było pokazać i o wielu, wielu rzeczach nie można było mówić. Nie bojąc się etykietki pariasa, Serling bez ogródek występuje przeciwko totalitarnym zapędom rządu. I za to należą się mu brawa. Ponadto epizod wyreżyserowany jest perfekcyjnie, oprawa scenograficzna jest surowa, przypominająca pod tym względem wygląd sztuki teatralnej. Oczywiście nie można zapomnieć o rewelacyjnym duecie aktorskim, powracających w „Strefie Mroku” Burgessa Mereditha i Fritza Weavera.

Shadow2
SERIA 2, ODCINEK 26 – „SHADOW PLAY”

SHADOW PLAY (odcinek 26) – Tu muszę przyznać, że od samego początku przygody ze „Strefą Mroku” nie mogłem się doczekać, kiedy dotrę do tego właśnie epizodu. Już wcześniej – jako fanowi serialu „Z Archwium X” – wiadome mi było, że właśnie nim inspirowali się twórcy Vince Gilligan i John Shiban, kiedy powstawał scenariusz do jednego z najlepszych odcinków tego serialu, pod tytułem „Monday” – przy czym zaznaczyć trzeba, że większość telewidzów błędnie zakłada, że panowie inspirowali się bezpośrednio filmem „Dzień Świstaka”. Vince Gilligan, fan „Strefy Mroku” przyznał otwarcie, że prawdziwym źródłem natchnienia był właśnie ten konkretny odcinek serialu Roda Serlinga. Moim zdaniem jednak, inny odcinek „The X-Files” w dużo większym stopniu przypomina „Shadow Play” – jest nim mianowicie epizod zatyułowany „Redrum”„Shadow Play” urzekł mnie wykorzystaniem moich ulubionych tropów filmowych, motywów jawy i snu, które nie dają się wyraźnie od siebie odróżnić.

SERIA 2, ODCINEK 16 – "A PENNY FOR YOUR THOUGHTS"
SERIA 2, ODCINEK 16 – „A PENNY FOR YOUR THOUGHTS”

A PENNY FOR YOUR THOUGHTS (odcinek 16) – Jest to pierwsza komedia z kilku tego typu odcinków w „Strefie Mroku”, która mi się autentycznie spodobała. Pomysł, fabuła, bohaterowie i sposób wykorzystania głównego motywu. Znakomita gra aktorska i farsa pełna zabawnych sytuacji, wynikających z tego, że nawet jeśli umie się czytać cudze myśli,  to niekoniecznie są one bardziej szczere niż słowa wypowiedziane na głos.

SERIA 2, ODCINEK 3 – "NERVOUS MAN IN A FOUR DOLLAR ROOM"
SERIA 2, ODCINEK 3 – „NERVOUS MAN IN A FOUR DOLLAR ROOM”

NERVOUS MAN IN A FOUR DOLLAR ROOM (odcinek 3) – Odcinek ten znalazł się na tej liście, z powodu tego, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty formą. Akcja ograniczona do jednego miejsca, pełna nietypowych jak na owe czasu ujęć i zabiegów stylistycznych. Odcinek genialnie wyreżyserowany, niejednokrotnie pod kątem realizacyjnym wybiegający poza swoją epokę. Lubuję się w filmach, których aktorzy mają szansę zaprezentować się w kilku kompletnie odmiennych rolach a w „Nervous Man in a Four Dollar Room” Joe Mantell daje tego rodzaju popis, którym w niczym nie ustępuje mistrzowi tego typu zabiegów, Peterowi Sellersowi. Montaż, muzyka, zdjęcia – arcydzieło pod każdym względem!

Eye2
SERIA 2, ODCINEK 6 – „EYE OF THE BEHOLDER”

EYE OF THE BEHOLDER (odcinek 6) – Oczywiście, nie mogło być inaczej. „Eye of the Beholder” jest nie tylko najlepszym odcinkiem sezonu drugiego, ale obok „The Hitch-hiker”, znajduje się na samym szczycie listy najlepszych odcinków „Strefy Mroku” w ogóle. Finałowy twist zaskoczył mnie kompletnie, ale nawet gdyby nie on, odcinek i tak zasługiwałby na najwyższą możliwą notę. Epizod trzymał mnie w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny a wszystkie zabiegi, mające na celu ukryć detale, uważałem przede wszystkim za zabawę formą, nawet bardziej niż elementy wpisujące się w narrację. Im dalej w las, tym większe zaczynałem żywić podejrzenia, że za tą „zabawą” kryje się coś więcej i twórcy mają coś do ukrycia. Coś, czego nie chcą, by widz dostrzegł na tym etapie rozwoju fabuły. A jednak dałem się podejść – albowiem założyłem, że nadrzędnym celem jest ukazanie perspektywy „widzenia” głównej bohaterki. Charakteryzacja zestarzała się odrobinę, ale i to nie przeszkadza. Postać wodza Państwa musi się kojarzyć z Hitlerem – i taki był chyba główny zamysł? – ale praktycznie można w to miejsce wstawić dowolnego władcę absolutnego. Kapitalny odcinek, znakomite pomysły realizacyjne – praca kamery, reżyseria, muzyka. Jak dobra była to robota, dobitnie pokazuje remake ze „Strefy Mroku” emitowanej w latach 2002 – 2003, gdzie przy niezmienionym scenariuszu nie udało się uzyskać nawet w połowie tak dobrego efektu.

Mógłbym wskazać jeszcze kilka dobrych i bardzo dobrych odcinków – „A Hundred Yards Over the Rim”, chociażby, czy też „Dust” – ale… miało być pięć, więc na tym niechętnie poprzestanę. Do zobaczenia w przyszłym sezonie!

Advertisements
5 najlepszych odcinków 2 serii „Strefy Mroku”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s