Sezon 2 – Serling vs Charles Beaumont (II)

Screenshot_6
Charles Beaumont w przerwie na papierosa z aktorem Robinem Hughesem na planie do odcinka „The Howling Man” („Dimensions Behind The Twilight Zone, „Steward T. Stanyard, ECW PRESS, 2007)

Próba wprowadzenia nowego, bardziej ekonomicznego sposobu rejestracji „Strefy Mroku”, nie była jedyną przyczyną swoistego załamania psychicznego Roda Serlinga, które pod koniec 1960 roku nieomal doprowadziło do porzucenia przezeń serialu. Twórca „The Twilight Zone” coraz bardziej zaczął odczuwać skutki działania stresu i presji, wynikającej – obok odpowiedzialności związanej z kierowaniem całym przedsięwzięciem – z określonego kontraktem obowiązku tworzenia, co najmniej, jednego scenariusza do „Strefy Mroku” tygodniowo. Poniękad dlatego, tak ważne w pewnym momencie stało się, by znaleźć odpowiednio płodnych i utalentowanych pisarzy, którzy wsparli, by go w tym dziele. Współpracę z Charlesem Beaumontem i Richardem Mathesonem nawiązał już w trakcie tworzenia pierwszego sezonu, ale wciąż gros obowiązków scenopisarskich spoczywał na jego barkach. Dlatego ogromnym ciosem był dla niego list od Charlesa Beaumonta, datowany na 3 grudnia 1960 roku. Obu panów łączyła już wtedy przyjaźń. Chuck uznał, że na tym etapie znajomości z Rodem może pozwolić sobie na wyłożenie kilku kwestii w otwarty sposób. Jakkolwiek – z charakterystyczną dla siebie kurtuazają – to co miał do przekazania spisał w formie listu, który wręczył Serlingowi w trakcie sobotniego lunchu, podczas którego swobodnie rozmawiali o przyszłości serialu i sprawach osobistych związanych z ich rodzinami. Beaumont poprosił jednak, by Rod ów list otworzył dopiero po przybyciu do domu, na co Serling przystał. Dla zaganianego w natłoku obowiązków twórcy „Strefy Mroku” treść pisma mogła być prawdziwym szokiem. Z całą pewnością nie do końca zdawał sobie sprawę, że wzrastająca popularność serialu może generować masę negatywnych emocji i być solą w oku u osób, których nigdy by o to nie posądzał.

Beaumont pisał w dobrej wierze. Rzecz dotyczyła pewnego niepokojącego zjawiska – rosnące uznanie dla twórczości Serlinga i jego serialu, zaczęło wzbudzać negatywne komentarze ze strony środowiska pisarkiego, oskarżającego Roda o plagiaryzm. Oczywiście, samo zjawisko nie było Serlingowi obce, bowiem na przestrzeni ostatnich miesięcy odpierał niejednokrotnie pomówienia a nawet był pozywany sądownie, ale sposób w jaki skalę problemu nakreślił Beaumont przepełnił wzbierającą weń od pewnego czasu czarę goryczy. Charles, w swoim liście, odkrył przes Rodem zupełnie nowy poziom tego zjawiska. Okazywało się bowiem, że znany i mający masę przyjaciół w środowisku pisarzy science-fiction Beaumont niemal każdego piątku, po emisji kolejnego odcinka, odbierał liczne telefony, w których różni przedstawiciele tego zacnego fachu, wytykali to, iż ten czy ów element fabuły jest oczywistym plagiatem.

„Nie wierzę, że jesteś plagiatorem” – pisał Beaumont. – „Od roku powtarzam to Tobie i wielu innym ludziom. Jednak, całkiem szczerze, czuję się jakbym był wołającym na pustyni.” Charles przyznawał, że jest już zmęczony odpieraniem ciągłych oskarżeń, które – jego zdaniem – są połowicznie uzasadnione. Nie stwierdzał wprost, że Rod może świadomie plagiatować dzieła innych twórców, ale jego obeznanie w tematyce science-fiction i znajomość niezliczonej ilości dzieł tego gatunku, może owocować podświadomym nawiązywaniem, bądź kopiowaniem pewnych motywów i schematów. Beaumont wskazywał przy tym na liczne przykłady. Walking Distance nosiło masę podobieństw do historii Bradbury’ego, w której głowny bohater również cofa się w czasie do dni swojego dzieciństwa i próbuje przekonać rodziców, że jest ich dorosłym synem. Ba, u Bradbury’ego pojawia się nawet wątek z karuzelą.

Na analogie do innego opowiadania Bradbury’ego, „Marionettes, Inc.”, wskazywał Beaumont w przypadku odcinka The Lonely, któremu ponadto przypisywał podobieństwa do własnej historii zatytułowanej „Mother’s Day”, oraz do opowiadania swojego przyjaciela Williama Nolana, „Joy of Living”, o robocie, który osiągnął ludzki poziom okazywania empatii. Również The After Hours, zdaniem Charlesa, było niepokojąco zbliżone – choć w wielu detalach różne – do opowiadania „Evening Primrose”, autorstwa Johna Colliera – „Próbowałem dowieść, że fabuła obu rzeczy jest różna” – tłumaczył w liście do Serlinga. – „A jednak wiele zbulwersowanych osób, uświadamiało mnie, że wątek manekinów, które żyją,  to nie jedyny problem w tej materii. Collier wypłynął na masie świeżych pomysłów a ten konkretny motyw jest jednym z jego najlepszych konceptów.”

Na tym lista potencjalnych „nawiązań”, wypunktowana przez Beaumonta się nie kończyła. Według docierających doń oburzonych głosów „przyjaciół” z branży, scenariusz do odcinka Escape Clause nosił niepokojąco wiele symptomów podobieństwa jego z opowiadaniem „Hair of Dog”, którego głównym bohaterem jest hipochondryk dobijający targu z Szatanem. U Serlinga Walter Bedeker w zamian za swoją duszę otrzymuje dar nieskończenie długiego życia. Postawiony w tej samej sytuacji bohater Beaumonta, wybiera inną opcję – chce żyć tyle lat, ile ma włosów na głowie, po czym w gwałtownym tempie… łysieje (zakończenie, iście w stylu „Strefy Mroku”, trzeba przyznać). „Po emisji ‚Escape Clause’ odebralem telefony od, co najmniej, sześciu osób, które zwróciły uwagę na podobieństo postaci, klimatu, motywów i fabuły” – pisał w swoim liście Beaumont.

Wyliczankę potencjalnych nawiązań i zapożyczeń, zamykają w piśmie Charlesa Beaumonta wskazania dotyczące The Man in The Bottle, scenariusz którego bazujący na klasycznym motywie „uważaj, czego sobie życzysz”, aż nazbyt mocno, zdaniem przyjaciela Serlinga, wiąże się z klasycznym i będącym już wówczas w domenie publicznej opowiadaniem „The Monkey’s Paw”, autorstwa W.W. Jacobsa, oraz do – co ciekawe, zważywszy na to, że samo opowiadanie zostało zaadaptowane do „Strefy Mroku” – historii samego Beaumonta, „The Howling Man”, w którym jedną z finałowych inkarnacji Szatana, jest postać samego Adolfa Hitlera.

Tak, jak wspomniałem na początku, nie wierzę, że jesteś plagiatorem” – kończy swój list Beaumont. „Nie wierzę też jednak, że wszystko to, co wyliczyłem, jest wynikiem zbiegu okoliczności. W Twojej obronie niejednokrotnie podnosiłem argument, że ilość znakomitego materiału, jaki przyswoiłeś przez te wszystkie lata, sprawiła, że część tego zaszczepiła się tak głęboko w Twojej świadomości, iż od czasu do czasu koncepty, które uważasz za oryginalne, nieświadomie przenikają do twojej twórczości.” Beaumont daleki był od krytykowania tego rodzaju postępowania, choć wydawać się może, że próbując za wszelką cenę uniknąć nazywania rzeczy po imieniu, dotknął Serlinga bardziej niż mogło mu się wydawać. W końcowej części swojego listu, Beaumont sugeruje, by przed upublicznieniem i przekazaniem do realizacji kolejnych scenariuszy, pozwoliłby on na wgląd w nie swoim przyjaciołom – Mathesonowi, Johnsonowi i Beaumontowi – bardziej uwrażliwionym na wyłapywanie ewentualnych podobieństw do istniejących już dzieł, by w przyszłości zapobiec oskarżeniom o plagiaryzm. A jednak, ta przyjacielska porada w pierwszym momencie dotknęła Serlinga do żywego. Rod wystosował do Beaumonta odpowiedź, w której stanowczo bronił oryginalności swoich historii.

Przede wszystkim – nie jestem plagiatorem” – pisał w liście. „Nigdy nie ukradłem ani jednego zdania, motywu, dialogu czy konceptu innemu pisarzowi. (…) Doceniam twoją wielkoduszność, gdy nazywasz efekty mojej pracy konsekwentnym, acz podświadomym procesem asymilacji koncepcji i pomysłów innych ludzi, ale dla mnie niestety brzmi to, jak eufemizm.” Po tym oświadczeniu Serling, jeden po drugim, odpiera zarzuty, które w zawoalowany sposób w sym liście przedstawił Beaumont. W Escape Clause wykorzystał przecież stary, jak świat motyw paktowania człowieka z Diabłem, podobnie zresztą, jak Beaumont we wskazywanym jako źródło opowiadaniu „Hair of Dog”. Podobieństwa pomiędzy The Man in the Bottle i literackim pierwowzorem „The Howling Man” sprowadzają się jedynie do tego, że łączy je postać Adolfa Hitlera, jako personifikacji zła. Poza tym, w każdym innym aspekcie różnią się od siebie.

Ray Bradbury w filmowym Wehikule Czasu, rekwizycie z ekranizacji z roku 1960.
Ray Bradbury w filmowym Wehikule Czasu, rekwizycie z ekranizacji z roku 1960.

Na podstawie czego, na miłość boską, może mnie pozwać Collier, skoro moją historię i jego dzielą od siebie całe lata świetlne?” – zapytywał w swoim liście Serling. „Evening Primorse” opowiada historię dziewczyny, która pragnąć uciec od społeczeństwa, ukrywa się w domu towarowym, który okazuje się samowystarczalnym schronieniem do prowadzenia skrytej przed światem, egzystencji. Po pewnym czasie odkrywa, że nie tylko ona wpadła na ten pomysł a wraz nią kompleks zamieszkuje liczne grono, tak zwanej „nocnej społeczności”. Z The After Hours łączy tą historię miejsce akcji, którego nietypowi mieszkańcy „ożywają” (w przypadku odcinka serialu, dosłownie ożywają), po zakmnięciu jego podwojów. „Jeśli Pan Collier życzy sobie złożyć pozew, jestem gotów stawić mu czoła” – pisał Serling. – „Ma mniej więcej takie same szanse, by wygrać ten proces, czy nawet na to, by sprawa trafiła na wokandę, jak ja w przypadku pozwania Ciebie (Beaumonta) z tego powodu, że twój scenariusz ‚Acceleration’ wykorzystuje motyw przekroczenia bariery dźwięku, jak w dwóch moich historiach, które spisałem dziesięć lat temu.” Nawiasem mówiąc, do procesu z Collierem nigdy nie doszło.

Odnośnie „Walking Distance”, najbardziej osobistej historii, stworzonej przez Roda Serlinga na potrzeby „Strefy Mroku”, jej twórca przyznał szczerze, że przed napisaniem rzeczonego skryptu, nie miał żadnej styczności z opowieścią Raya Bradbury’ego, którego plagiatowanie mu zarzucano. Podobnie zresztą, jak w przypadku The Lonely – Serling nigdy wcześniej nie czytał opowiadania „Marionettes, Inc.” W odpowiedzi jednak dodał, że motyw więźnia przebywającego na odosobnieniu na asteroidzie pojawiał się w literaturze science-fiction „setki” razy, a temat robota i sztucznej inteligencji szukającego swojego miejsca w ludzkiej społeczności przerabiany był w niezliczonej ilości historii  przed powstaniem jego scenariusza.

„(…) Ubodło mnie, że w swoim liście, niemal odruchowo i prawie nieświadomie podniosłeś kamień i przyłączyłeś się do ciskających. Ty jednakowoż, Chuck, robisz to z gracją, manierami i po męsku – twarzą w twarz. Nie wbijasz mi noża w plecy, jak robią to inni dyskutując temat w cudzych salonach i kuchniach. Wydaje mi się, że to dowiodło wagi naszej przyjaźni, nawet jeśli nie byłem gotowy na szok i ból, którego do tej pory nie dane mi było doświadczyć i z którym nie da się porównać niczego innego. ” – kończył swój list Serling. Przyjaciel Beaumonta, pisarz William F. Nolan był świadkiem odebrania i głośnego odczytania listu od Serlinga – w którym padają również słowa przeprosin za „zapożyczenia” z twórczości autora „Perchance to Dream” – i wspomina, że tego samego wieczoru, Beaumont chwycił za telefon i zadzownił do Roda, prosząc go, aby nie brał tego do siebie i by się nie martwił. W trakcie rozmowy zgodził się ze słowami z listu Serlinga, że czerpanie z przebogatej skarbnicy literatury i tworzenie na tej bazie oryginalnych opowieści nie ma nic wspólnego z plagiatowaniem.

Całe wydarzenie tylko wzmocniło przyjaźń Serlinga i Beaumonta, który od tej pory z jeszcze większą stanowczością stawał przeciwko roszczącym sobie prawa do emitowanych w „Strefie Mroku” opowieści, mniej lub bardziej znanych pisarzom. Najgłośniejszym – i praktycznie do dnia dzisiejszego podnoszonym – jest spór z Rayem Bradburym, do którego wkrótce po zajściu z Beaumontem, Serling postanowił napisać list. Bradbury był w tym czasie istnym „krzyżowcem” w sprawie domagania się uznania licznych – nie tylko swoich – praw do emitowanych w różnych progamach telewizyjnych opowieści. W tamtym okresie jednak, mimo czynionych często zakulisowych niepochlebnych uwag po adresem twórcy „Strefy Mroku”, Bradbury nie wystąpił z otwartym oskarżeniem o plagiaryzm. To właśnie za pośrednictwem Beaumonta dotarły do Serlinga rozpuszczane przez znanego pisarza science-fiction oszczerstwa.

„Kilka tygodni temu nasi wspólni znajomi poinformowali mnie o krążących w towarzystwie oszczerstwach i plotkach rozpuszczanych przez Pana osobę – pisał Serling do Bradbury’ego. „Postanowiłem stawić im czoła z nadzieją, że wszystkie podejrzenia, które tak Pana bulwersują, zechce Pan omówić bezpośrednio ze mną a nie, jak do tej pory, z Pańskimi znajomymi w trakcie spotkań towarzyskich. Liczę więc na możliwość wysłuchania Pana osobiście, usłyszenia Pańskich zarzutów i szczerej rozmowy pomiędzy dwoma honorowymi mężczyznami. (…) I na zakończenie. Jeśli mogę dać wiarę, że wszystkie rzeczy jakie usłyszałem, naprawdę pochodziły z Pana ust, sądzę że niezmiernie ucieszy Pana fakt, iż kilka dni temu podjąłem decyzję o rezygnacji z dalszej współpracy z CBS i zakończeniu tworzenia ‚Strefy Mroku’.  W ogólnym rozrachunku, to właśnie Pańskie i kilku innych osób oskarżenia, przyczyniły się do podjęcia tego kroku. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy, że w gatunku, w jakim operujemy, nie ma miejsca dla nowych członków a ci, którzy się odważą wejść na to terytorium, od początku obarczeni zostają stygmą złodzieja cudzych pomysłów, dlatego że byli na tyle zuchwali, by wkroczyć w tę dostępną tylko dla wybranych domenę. Największym żalem napawa mnie fakt, że widzi Pan w mojej osobie złodzieja, albowiem mam głębokie przekonanie, iż moja twórczość daleka jest od tego, bym można jej zarzucić plagiaryzm. Równie bolesne jest to, że nie uznał Pan stosownym podzielenia się swoimi wątpliwościami bezpośrednio ze mną, rozprzestrzeniając je jednak pośród naszych wspólnych znajomych (…)”

Po otrzymaniu tego przepełnionego goryczą listu, Bradbury czym prędzej skontaktował się z Serlingiem, obaj panowie „zrzucili, co im leżało na wątrobie”. Z obu stron popłynęły przeprosiny a Rod ostatecznie nie porzucił dalszego tworzenia „Strefy Mroku”. Spotkanie zaoowocowało nawet propozycją współpracy Serlinga z Bradburym, przy tworzeniu kolejnych odcinków „Strefy Mroku”. Niestety, ciekawie się zapowiadające widoki na przyszłość nie do końca „zmaterializowały” się tak, jakby się można po tym swoistym „oczyszczeniu atmosfery” spodziewać. Scenariusze Bradbury’ego były odrzucane, głównie z powodu rozmachu historii, które trudno byłoby zaadaptować przy ówczesnym budżecie „Strefy Mroku”. Pisarz prawdopodobnie nie do końca przyjmował to tłumaczenie i jeszcze niejednokrotnie wchodził w szranki ze stacją i twórcami „Strefy Mroku”. Serling, dla którego wyżej opisane kłopoty okazały się z pespektywy czasu tylko czubkiem góry lodowej, jeśli chodzi o zarzuty o plagiaryzm (krótko potem wypłynęły oskarżenia wywołane emisją Static i Long Distance Call, o który wspominałem przy opisywaniu rzeczonych odcinków), ale z czasem zarówno stacja, jak i sam twórca „The Twilight Zone” nauczyli się z tym radzić i – w przypadku Serlinga, którego nerwy mocno na tym ucierpiały – żyć.

Zadowolony z perfekcyjnie nagranej narracji początkowej do odcinka "Shadow Play" Rod Serling daje o tym znać reżyserowi, Johnowi Brahmowi (("Dimensions Behind The Twilight Zone, "Steward T. Stanyard, ECW PRESS, 2007)
Zadowolony z perfekcyjnie nagranej narracji początkowej do odcinka „Shadow Play” Rod Serling daje o tym znać reżyserowi, Johnowi Brahmowi ((„Dimensions Behind The Twilight Zone, „Steward T. Stanyard, ECW PRESS, 2007)
Reklamy
Sezon 2 – Serling vs Charles Beaumont (II)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s