Seria 2, Odcinek 26 – Shadow Play

Screenshot_3
„Adam Grant, a nondescript kind of man found guilty of murder and sentenced to the electric chair. Like every other animal caught in the wheels of justice he’s scared, right down to the marrow of his bones. But it isn’t prison that scares him, the long, silent nights of waiting, the slow walk to the little room, or even death itself. It’s something else that holds Adam Grant in the hot, sweaty grip of fear, something worse than any punishment this world has to offer, something found only in the Twilight Zone.”

Adam Grant, postać grana przez Dennisa Weavera, zatopiona w myślach, powoli wyłania się z gęstych, okalających go ciemności. Mrok rozprasza się stopniowo i widz dostrzega kolejno, iż Grant siedzi w ławie oskarżonych a następnie wracających z posiedzenia sędziów przysięgłych. Ta początkowa sekwencja odcinka „Shadow Play” – drugiego, po Perchance To Dream, epizodu do scenariusza Charlesa Beaumonta, eksploatującego motywy ułudy mieszającej się z realizmem i snów, mających realną siłę wpływania na postrzeganie rzeczywistości – sprawia, że z  miejsca ma się wrażenie, iż już za chwilę obejrzymy widowisko nietuzinkowe. I takim właśnie jest „Shadow Play” – odcinek, który bez cienia przesady nazwać można spektaklem wybitnym. Począwszy od ogólnej koncepcji, poprzez sprawną reżyserię – co rzuca się w oczy już przy wspomnianej scenie otwierającej odcinek – współpracującego wcześniej z HitchcockiemJohna Brahma, po dającą sporą przestrzeń do intepretacji, pełną niedomowień fabułę i zapadające w pamięć dialogi. Trzeba przyznać, że odcinek ten, jak żaden z dotychczasowych, potrafi zasiać w widzu ziarno niepewności, odnośnie tego, czy postrzegana rzeczywistość, jest prawdziwa, czy może rzeczywiście jesteśmy marionetkami, tytułowymi „cieniami” będącymi postaciami w czyjejś narracji, w cudzym śnie.  Czy każdy z nas czasami nie odczuwa pragnienia, by dana sytuacja okazała się snem? Albo czy, kiedy spotka nas wielkie szczęście, nie modlimy się – jeśli to sen, oby trwał wiecznie? W „Shadow Play” poznamy historię człowieka, którego życie jest niekończącym się koszmarem. 

Sala sądowa. Przysięgli wydają wyrok – Adam Grant (Dennis Weaver) jest winny morderstwa pierwszego stopnia i tym samym skazuje się go na śmierć na krześle elektrycznym. Do Granta zdaje się to jednak nie docierać i dopiero interwencja jego prawnika sprawia, że mężczyzna wstaje, by wysłuchać wyroku z ust sędziego. Adam zachowuje się jednak dziwnie – ruchy warg w trakcie odczytywania orzeczenia wskazują na to, że skazany dokładnie wie, jakie słowa wypowie sędzia. A kiedy wyrok zapada – Adam reaguje nań… obłąkańczym śmiechem, budząc konsternację wszystkich obecnych na sali. Następnie, Grant w przypływie – zdawałoby się – szaleństwa, krzyczy, że nie chce ponownie umierać! I, że cała sytuacja, jest tylko wytworem sennego majaku, przeżywanego raz za razem.

Oczywiście nikt nie wierzy w słowa Granta. Paul Carson (Wright King), korespondent miejscowej gazety ma pewne wątpliwości, co do stanu psychicznego skazańca a stwierdzenie, iż wszyscy – łącznie z nim – są elementem snu Adama, budzi w reporterze silny niepokój. Wybiera się więc do swojego przyjaciela, prokuratora w sprawie Granta, Henry’ego Ritchiego (Harry Townes), by spróbować przekonać go, iż lepiej będzie dla wszystkich, gdy ów postara się wykorzystać domniemaną chorobę psychiczną skazanego, by uratować go przed krzesłem elektrycznym. Jeśli to, co mówi Grant jest prawdą, wraz z jego śmiercią także ich egzystencja zostanie wymazana. Ritchie nie daje się przekonać, ale mimo wszystko udaje się z wizytą do celi śmierci, by porozmawiać z Grantem.

Ten twierdzi, że się go spodziewał, ponieważ prokurator zawsze pojawia się w nocy przed egzekucją. Nie zawsze jest to Ritchie, ponieważ twarze zmieniają się za każdym razem, ale główny tor sekwencji sennej pozostaje taki sam. Grant błaga prokuratora, by ten spróbował wpłynąć na gubernatora, by odwołał egzekucję, ponieważ gra nie toczy się tylko o życie Adama, ale losy wszystkich pozostałych dramatis personae, odgrywających role w jego koszmarze, ważą się na szali. Ritchie nadal nie wierzy, więc Grant próbuje ostatniego argumentu – wiedząc, że ma pewien wpływ na drobne detale w swoim śnie (jak widzimy w tej iteracji, na jego ręku pojawił się zegarek, którego nie pamiętał z wcześniejszych wersji), sugeruje Ritchiemu, by ten gdy wróci do domu zajrzał do piekarnika.

Prokurator robi to zaraz po powrocie, i faktycznie, tam gdzie wcześniej – co widzieliśmy wyraźnie – były dwa soczyste steki, Ritchie znajduje pieczeń. Wziąwszy to pod uwagę i nieustannie naciskany przez Carsona, oskarżyciel w ostatniej chwili decyduje się na telefon do gubernatora, którego prosi o powstrzymanie egzekucji. Niestety, na akt łaski jest już za późno. Gdy telefon od gubernatora dzwoni w więzieniu, Grant właśnie umiera na krześle elektrycznym, po czym… Ponownie widzimy sekwencję z początku odcinka a w toku jej rozwoju dostrzegamy liczne różnice. Jako przewodniczącego rady przysięgłych widzimy Carsona, Ritchie z pozycji oskarżyciela stał się obrońcą Granta a skazaniec z celi naprzeciwko jest tym razem sędzią. Koszmar zaczyna się od początku…

Screenshot_2
„If you’re a success, you’re bound to think it’s a dream. If not, you think it’s a nightmare.”

„Shadow Play” jest odcinkiem niemal perfekcyjnym. Niedosłownym, ale mocno sugestywnym, zwłaszcza w finale. Nie daje łatwych odpowiedzi – nie wiemy dlaczego Grant został zamknięty w niekończącej się pętli życia i śmierci. Nie wiemy, czy naprawdę popełnił ów czyn, czy i czym zasłużył sobie na niekończący się horror. Kto wie, może jest pacjentem w stanie śpiączki, a może całość to tylko wydający się ciągnać wieczność „sen jednej nocy”? Wiele pytań, sporo refleksji – taki jest efekt seansu „Shadow Play”. To naprawdę zaskakujące, że w tak mocno osadzonym w oniryzmie epizodzie, tak wiele rzeczy ma solidne podstawy i mocno trzyma się logiki. 

Jednym z najciekawszych motywów, jest wytłumaczenie tego, skąd biorą się postaci, bohaterowie snu Granta – to twarze z jego przeszłości, niektóre z nich pewnie zaledwie mignęły w jego prawdziwym życiu, inne pochodzą od dobrze mu znanych osób, czasem dawno zmarłych, pamiętanych jeszcze z okresu dzieciństwa. Pięknym jest swoiste wyjaśnienie wizualnej umowności tła tej opowieści – Grant mówi dobitnie, że sama cela śmierci jest z pewnością jego wyobrażeniem wyniesionym z filmów a nie miejscem, które wygląda tak w rzeczywistości. Inny motyw, charakterystyczny dla snu, to wszechwiedza śniącego – wizja senna ma znamiona narracji trzecioosobowej, przełożonej na język filmu i niewykluczone, że wszystko to co widzimy, odtwarza się w koszmarze Granta sekwencyjnie a nie równolegle, co prowadzi do przyprawiającej o ciarki konkluzji, że zarówno widz, jak i Adam są świadkami tej samej projekcji wydarzeń (w tym scen, w których „wizualnie” Grant nie jest obecny). Niesamowite!

Odcinek zagrany perfekcyjnie! Rola Dennisa Weavera, jako umęczonego i niemal kompletnie pozbawionego nadziei, ale wciąż walczącego o życie (swoie i innych) Adama Granta, to perełka sama w sobie, ale pozostałym członkom obsady oddać należy sprawiedliwość – zagrali świetnie. Z postaci drugoplanowych, przekornie wskażę Williama Edmonsona, wcielającego się w podwójną rolę – więźnia celi sąsiadującej z Grantem, Jiggsa, oraz (w finale) w sędziego. W obu kreacjach (choć druga trwa mgnienie oka) wypada niezwykle przekonująco. Kiedy jest Jiggsem, rzeczywiście widzimy i słyszymy ordynarnego oprycha a jako sędzia jest pełen budzącej respekt charyzmy. 

Od strony reżyserskiej, oprócz wyśmienitej początkowej sekwencji, mamy tu kilka świetnych pomysłów montażowych, w tym ociekającą czarnym humorem – w tym skądinąd bardzo ponurym epizodzie – „przebitkę” urywającą ostatnie słowa monologu, w którym Grant opisuje swe wcześniejsze wrażenie umierania na krześle elektrycznym, przechodzącą w scenę pieczenia steków w domu prokuratora Ritchiego. Jedyną rysą na szkle jawi mi się zwizualizowanie znikania elementów wyposażenia w mieszkaniu prokuratora (a w domyśle również samych postaci), w chwili gdy wybija godzina śmierci Granta. Bez tej sceny odcinek byłby czystą esencją geniuszu.

Screenshot_6
„When the judges enters, the jury rises, the bailiff calls out the case, all of this is the opening salvo to one of our widlest journeys yet…”

Ocena odcinka: 9/10

Reklamy
Seria 2, Odcinek 26 – Shadow Play

Jedna uwaga do wpisu “Seria 2, Odcinek 26 – Shadow Play

  1. Przyznam że jak zacząłem oglądać SM to jeden z odcinków na które najbardziej czekałem to właśnie ten gdyż tym odcinkiem inspirował się twórca Breaking Bad pisząc scenariusz razem z bodaj Johnem Shibanem do jednego z lepszych odcinków serialu Archiwum X czyli bardzo dobrego Monday z 6 serii (co ciekawe spora część widzów błędnie uważa że pomysł na fabułę wyszedł od kultowej komedii Dnia Świstaka i sam tak do niedawna myślałem). Gilligan to miłośnik i fan nie tyle filmów ale też seriali, więc wybór odcinka SM do inspiracji w innym kultowym serialu jakim jest Archiwum nie dziwi, ale dziwi za to, że tak rzadko inspirowali się SM. Uważam że odcinek SM nawet lepszy jakby porównywać oba odcinki z obu seriali, choć zupełnie różna fabuła gdyż w XF fabuła opowiada o zamachu w banku i ten dzień się powtarza. Jak zacząłem oglądać dzisiaj odcinek to w ogóle nie miałem skojarzeń z Monday, ale za to pierwsza scena czyli w sądzie skojarzyła mi się od razu z innym odcinkiem XF i mam na myśli Redrum z 8 serii opowiadający jak nie mylę się o prawniku oskarżonym o morderstwo żony, a wątek paranormalny objawia się tym, że każdy następny dzień to wcześniejszy. W sumie to jakbym miał obstawiać to bardziej bym Redrum z 8 serii obstawiał a nie Monday – odcinek bardzo w klimatach serialu SM. A co do Shadow Play to co ja mogę więcej dodać do tego co napisałeś. Znakomita robota reżyserska, dialogi, scenariusz, montaż, zdjęcia, muzyka mi się podobała, a aktorsko wiadomo że super. Jak dla mnie też odcinek na 9/10, ale jak mogło być inaczej, bo też uwielbiam wszelkie filmy/seriale. których akcja rozrywa się na pograniczu jawy i snu.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s