Seria 2, Odcinek 24 – The Rip Van Winkle Caper

Screenshot_1
„They will place themselves in a state of suspended animation until such time as, in the vernacular of their trade – the heat’s off. In this case, apropos of the size of the haul – said period being one hundred years from today’s date, at which point they will wake up and as Mr. Farewell says, walk the earth extremely rich men…” – fragment dłuższej, odrzuconej narracji początkowej Roda Serlinga.

Oszołomiony Christian Horn powoli schodzi z krawędzi zbocza, ku asfaltowej drodze, na której moment potem, w ostatniej chwili, unika potrącenia przez wydającego przerażające dźwięki potwora. Później skołowaciały przybysz z innej epoki dowie się, że ów „potwór” zwie się ciężarówką – co prawdopodobnie i tak nie zmniejszy jego lęku przed tworem czasów, od jakich dzieli go ponad sto lat. Christian Horn nie dowie się jednak, że z pasażerami ciężarówki, która nieomal go zabiła, łączy go fakt, że podobnie, jak i on odbędą oni swoistą podróż w czasie. I podobnie, jak w jego przypadku znajdą się w epoce odległej od swoich czasów o całe sto lat… Historia zupełnie w stylu „Strefy Mroku”, prawda? Aż chciałoby się uwierzyć, że jest prawdziwa i że wszystkie opowieści, które dane nam jest poznać w tym serialu łączą się ze sobą a cała tytułowa Strefa Mroku jest spajającym losy bohaterów poszczególnych historii, uniwersum. Niestety, większość elementów wspólnych, takich jak scenografie, czy lokacje nie pojawiały się wielokrotnie w niezwiązanych ze sobą odcinkach dlatego, że taki był szerszy zamysł twórcy „Strefy Mroku”, ale z tej prozaicznej przyczyny, iż wykorzystywanie tych samych planów i rekwizytów nie obciążało – i tak często nadwyrężanego – budżetu. I choć teoria o ciężarówce prowadzonej przez De Cruza z „The Rip Van Winkle Caper” spod kół której umyka Horn z A Hundred Yards Over the Rim” brzmi niezwykle atrakcyjnie, to podwodem pojawienia się zarówno jej, jak i zaskakująco podobnie wyglądajcych plenerów jest fakt, iż z powodu oszczędności, postanowiono oba epizody nakręcić „za jednym zamachem” w okolicy parku krajobrazowego Lone Pine (który w przypadku niniejszego odcinka udaje okolice parku krajobrazowego Death Valley, inną często wykorzystywaną lokację twórców „Strefy Mroku” – znaną chociażby z odcinka The Lonely).

Po dokonaniu zuchwałego napadu na pociąg, czteroosobowy gang ucieka w okolice Death Valley, by w miejscu odosobnienia poczekać, aż sprawa „przycichnie” i potem bez zmartwień móc wydawać zrabowane złoto i żyć spokojnie do końca dni. Mózg całego przedsięwzięcia, specjalista od fizyki i chemii, niejaki Farwell (Oscar Beregi Jr.) opracował na tą okoliczność niesamowity plan. W jaskini, której przed wzrokiem postronnych obserwatorów chronią umiejętnie zakamuflowane wrota, na członków grupy czekają cztery szklane trumny. Wykorzystując swoją wiedzę, Farwell opracował specjalny rodzaj gazu, który zatrzyma procesy życiowe rzezimieszków i sprawi, że niepokojeni przez nikogo „prześpią” sto lat (później Rod Serling wykorzysta podobny pomysł, przy tworzeniu scenariusza do „Planety Małp” z 1968 roku). Pozostali, nie tak wydeukowani członkowie grupy nie kryją zaniepokojenia i nieufności, co do całego pomysłu, ale ostatecznie godzą się wejść do szklanych pojemników, które na sygnał dany przez Farwella, wypełniają się mglistym gazem.

Kiedy się budzą, początkowo zakładają, że gaz nie zadziałał, jak powinien – ich ciała nie uległy żadnej zmianie, nie urosły im włosy, ani paznokcie. Farwell tłumaczy, że jest to efekt działania „cudownego” gazu. Jego teorię potwierdza fakt, że w uszkodzonym przez upadający odłamek pojemniku znajdują zwłoki – a właściwie sam szkielet – jednego z członków gangu, Erbiego (John Mitchum, młodszy brat słynnego Robert Mitchuma). Nie ma jednak czasu na żałobę, reszta grupy chce wydostać się z jaskini, ku uciechom nowego wspaniałego świata, który… Na pierwszy rzut oka nie różni się stanem od tego, jakim go zapamiętali. Okolica jaskini wciąż jest ponurą, wysuszoną i skalistą pustynią. 

Nim jednak wyruszą ku cywilizacji – z obawami, że być może wybuchła w międzyczasie wojna atomowa wymazała całe życie z powierzchni globu – De Cruz (Simon Oakland) daje wyraz narastającej w nim chciwości i tratuje Brooksa (Lew Gallo) rozpędzonym samochodem, który następnie wymyka się spod kontroli i rozbija się na dnie wąwozu. Pozostali przy życiu członkowie gangu, Farwell i nikczemny De Cruz, zmuszeni są odbyć podróż ku najbliższemu miastu pieszo, skąpani w nieustępliwej spiekocie. 

Po pewnym czasie Farwell odkrywa, że po drodze zgubił swoją manierkę. De Cruz skłonny jest podzielić się swoją wodą, ale każdy łyk będzie kosztował Farwella jedną sztabę złota. Kiedy podróż się przeciąga, Farwell, będąc starszym z dwójki pozostałych przy życiu gangsterów, coraz intensywniej odczuwa ujemne skutki trudnego do zaspokojenia pragnienia, oraz zmęczenia. De Cruz nie ustaje w swych podłościach i po pewnym czasie zwiększa „opłatę” za łyk wody do dwóch sztabek. Kiedy zasoby Farwella są już prawie na wyczerpaniu, ten w desperackim odruchu zabija De Cruza i dalej podąża sam. Kiedy jest już doszczętnie wyczerpany i w agonii, znajduje go para ludzi, podróżujących w dziwnym pojeździe (wielbiciele „Zakazanej planety” bez trudu rozpoznają ten wehikuł). Ostatkiem tchu, Farwell błaga ich o pomoc, oferując w zamian złoto, po czym kona. Para nie kryje zdziwienia, że obcy przybysz taką wagę przykładał do bezwartościowego metalu, który ludzkość nauczyła się syntezować już dawno temu.

Screenshot_2
„Erbie! We forgot Erbie!”

Odcinek „The Rip Van Winkle Caper” (tytuł nawiązuje do popularnej powiastki Washingtona Irvinga z 1819 roku, której tytułowy bohater Rip Van Winkle, przespał w jaskini długich dwadzieścia lat) wydaje się być epizodem bardzo poddańczo uległym względem zaskakującego twistowi z finału. Ta historia nie jest zbyt dobra. A nawet, mówiąc bez ogródek, jest strasznie głupiutka i cierpi w zasadzie na wszystkie wady wcześniejszego, pod wieloma aspektami bliżniaczego I Shot an Arrow into the Air, gdzie również końcowy efekt zaskoczenia miał niwelować naiwność szytego grubymi nićmi scenariusza.

W zasadzie mógłbym wymienić w tym momencie większość błędów, które wytknąłem w przypadku „I Shot an Arrow into the Air”, ale o ile bohaterowie pod względem braku logiki swoich zachowań (przoduje tutaj kompletny kretyn De Cruz, który wskutek swoich nieprzemyślanych działań pozbawia grupę środka transportu, ale i Farwell ze swoim przebiegłym planem stuletniego – dlaczego akurat sto lat? – snu, nie pozostaje daleko za nim) przebijają bohaterów „I Shot an Arrow into the Air”, to całą historię – mimo jej wad – jestem w stanie przełknąć dużo łatwiej. To głównie zasługa aktorów, którzy odwalają tu naprawdę znakomita robotę i – pominąwszy fakt, że postaci zostały nieprzekonująco napisane – dzięki ich grze, oraz samym dialogom, które stoją – jak zwykle – na wysokim poziomie, wyraźnie czuć tutaj emocje między członkami grupy (zwłaszcza tymi, którym udaje się dożyć drugiego aktu). Jakkolwiek to zabrzmi, mile było obserować Oscara Beregiego i Simona Oaklanda w ostatnim etapie ich podróży – zwłaszcza tego pierwszego, który z roli lidera, intelektualisty przekształca się stopniowo w człowieka uległego, aż w końcu kompletnie przegranego, poddającego się podstawowym instynktom.

W przypadku „The Rip Van Winkle Caper” przez nieomal cały seans nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że wszystko prowadzi do zaskakujacego finału i chciałem, aby zakończenie naprawdę było warte tego, by na nie czekać. Oczywiście, jakość występów panów Beregiego i Oaklanda w znacznym stopniu mi to czekanie umilała, choć głupota ich bohaterów wywoływała spory niesmak. Finał, niestety, okazał się być przewrotnym w sposób, w jaki – paradoksalnie – się spodziewałem, i z szerszej perspektywy, niewiele zmienił w moim odbiorze tego odcinka.

"- Can you imagine that? He offered this to me as if it was really worth something. - You know, wasn't it worth something once, George? I mean, didn't people use gold for money? - Sure, about a hundred years or so ago, before they found a way of manufacturing it."
„- Can you imagine that? He offered this to me as if it was really worth something. – You know, wasn’t it worth something once, George? I mean, didn’t people use gold for money? – Sure, about a hundred years or so ago, before they found a way of manufacturing it.”

Ocena odcinka: 4/10

Reklamy
Seria 2, Odcinek 24 – The Rip Van Winkle Caper

Jedna uwaga do wpisu “Seria 2, Odcinek 24 – The Rip Van Winkle Caper

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s