Seria 2, Odcinek 22 – Long Distance Call

Screenshot_2
„Everyone knows what a telephone is, and what it does… but how many of us know why? When we pick up that familiar object and talk to people we’ve never seen… and listen to their voices come fly back to us across the thousands of miles… how many of us give it a second thought? Not many. But we might, if… like Paulie (Billy) Bayles… we found ourselves connected with the Twilight Zone” – jedna z alternatywnych wersji prologu do odcinka „Long Distance Call”

Niewiele brakowało, by niezwykle klimatyczny i budzący autentyczną grozę  horror, jakim jest odcinek „Long Distance Call”, w ogóle nie powstał. Parający się sprzedażą nieruchomości Bill Idleson marzył o karierze w telewizji. Mając za sobą niejakie doświadczenie w tworzeniu scenariuszy do słuchowisk radiowych (na tym polu odniósł zresztą pewne sukcesy – podobnie, jak w przypadku Roda Serlinga, jeden z jego skryptów został nagrodzony i zadaptowany do słuchowiska „Dr. Christian”),  Idleson próbował swoich sił, jako aktor (w tym w drugoplanowej roli w odcinku „Strefy Mroku” zatytułowanym A World of Difference), autor historii i scenarzysta. Jeden ze wstępnych szkicy jego scenariusza, do opowieści zatytułowanej „Direct Line” niesłychanie przypadł do gustu jednemu z jego przyjaciół, dobrze znanemu wszystkim fanom „Strefy Mroku” Richardowi Mathesonowi, który z uznaniem stwierdził, że historia znakomicie nadaje się do tworzonego przez Roda Serlinga serialu i przy najbliższej okazji nie omieszkał mu jej przedstawić. Dość surowy szkic nie urzekł jednak Serlinga, ale szczęściem w nieszczęściu okazał się fakt, iż producent Buck Houghton – z uwagi na liczne ograniczenia, jakie nakładało na realizatorów kręcenie „Strefy Mroku” na taśmie wideo – odrzucił trudny do zaadaptowania scenariusz Charlesa Beaumonta, do historii zatytułowanej „Dead Man’s Shoes”. Beaumont, zobligowany kontraktem do dostarczenia minimum pięciu scenariuszy w sezonie, znalazł się niejako w sytuacji podbramkowej – na gwałt potrzebował historii. Zbiegiem okoliczności wpadł mu w ręce scenariusz Idlesona, z którym również jego łączyły koleżeńskie stosunki i nie zwlekając ani chwili złożył Billowi propozycję nie do odrzucenia – wykorzystując siłę autorytetu, jakim cieszył się u Roda Serlinga i Bucka Houghtona, oraz swój talent scenopisarski, doprowadzi do realizacji historii Idlesona w ramach „Strefy Mroku”, pod zmienionym tytułem „Long Distance Call”. Beaumont, dodatkowo, podzieli się pieniędzmi otrzymanymi za scenariusz, oraz zagwarantuje Idlesonowi pojawienie się jego nazwiska w napisach końcowych. Czy czekający na swoje miejsce w kolejce do sławy twórca mógłby odpowiedzieć odmownie na tego typu propozycję? Dla Idlesona – mimo tego, że nigdy więcej nie napisał ani jednego scenariusza do „Strefy Mroku” – ta decyzja okazała się przełomowa. Wkrótce mógł rzucić pracę sprzedawcy nieruchomości i na poważnie zająć się karierą scenarzysty telewizyjnego. Paradoksem – w kontekście tego, jaką historią jest „Long Distance Call” – wydaje się fakt, że gatunkiem, w jakim sprawdził się później najlepiej były seriale komediowe…

Billy Bayles (Billy Mumy) obchodzi swoje piąte urodziny. Radość z fetowania uroczystości przyćmiewa smutny fakt – babcia Billy’ego (Lili Darvas), z którą chłopca łączy ogromna zażyłość, nie czuje się najlepiej. Kobieta, mimo wyraźnych problemów zdrowotnych, chce jednak spędzić te szczególne chwile ze swoim ukochanym wnuczkiem. Wyraźnie jednak widać, że jej synowa Sylvia (Patricia Smith) zachowuje wobec staruszki pewien dystans. Reakcje na to, w jaki sposób babcia Bayles traktuje Billy’ego, odmalowują się na twarzy Sylvii wyraźnym zaniepokojeniem. 

Jako prezent, babcia ofiarowuje Billy’emu telefon zabawkę, twierdząc, ze za jego pośrednictwem chłopiec będzie mógł z nią porozmawiać zawsze, kiedy tylko najdzie go na to ochota. Nim impreza urodzinowa zdąży dobiec końca, stan starszej pani ulega znaczącemu pogorszeniu. Diagnoza przybyłego na miejsce doktora nie pozostawia złudzeń – śmierć babci Bayley jest kwestią kilku godzin. Lekarz sugeruje, by nie przeszkadzać chorej, ale mały Billy nie do końca rozumie powagę sytuacji i pragnie rozmowy z babcią. Ta, z powodu udaru i silnej dawki leków nie poznaje swojego syna, ojca Billy’ego, twierdząc, że nie może nim być, bowiem „skradła” go jej inna kobieta. Jednak zanim kobieta gaśnie, żegna się z małym Billym, którego uznaje za własne dziecko.

Billy dotklwie przyżywa śmierć babci, z którą był bardzo związany. Wkrótce rodzice odkrywają, że chłopiec niemal bezustannie prowadzi z kimś długie rozmowy telefoniczne, za pośrednictwem podarowanej przez babcię zabawki. Zapytany o to z kim rozmawia, Billy wyznaje, że właśnie ze starszą panią Bayley, która prosi go, aby do niej dołączył. Mimo, iż Sylvia i Chris (Philip Abbott) wydają się być nieco wstrząśnięci tym oświadczeniem, to nie traktują go poważnie, myśląc że to tylko powodowana żałobą dziecięca konfabulacja. 

Sprawy  przybierają jednak dość dramatyczny wymiar, kiedy okazuje się, że pewnego dnia „głos” z telefonu namawia Billy’ego do popełnienia samobójstwa pod kołami samochodu sąsiada. Chris nadal nie uważa, aby jakiegolwiek „połączenie z zaświatów” rzeczywiście miało miejsce, ale prosi Billy’ego, by ze względu na mamę, którą ostatnie wydarzenia mocno wstrząsnęły, zaprzestał swoich rozmów. Chłopiec obiecuje to zrobić a jednak kolejnej nocy Sylvia budzi się, słysząc odgłosy rozmowy dochodzące z pokoju chłopca.

Kiedy wchodzi do pokoju Billy’ego, wyrywa mu słuchawkę i przykłada ją do ucha. Następnie krzyczy przerażona, budząc śpiącego Chrisa. Mężczyzna zastaje zszokowaną żonę, krzyczącą „To ona! To ona!”, kiedy Billy  – korzystając z zamieszania –   wybiega z pokoju. Nim jego rodzice zdążą się zreflektować, chłopiec topi się w przydomowej sadzawce. Medycy nie dają najmniejszych szans na przeżycie wyciągniętemu z wody chłopcu. Kiedy pracują nad przywróceniem go do życia, zdesperowany Chris udaje się do pokoju dziecka. Podnosi z podłogi porzucony telefon i zrozpaczonym głosem błaga swoją matkę o to, by zwróciła im Billy’ego i dała chłopcu szansę na to, by mógł doświadczyć wszystkich tych pięknych chwil, jakie powinny być dane każdemu dziecku. Krótko potem chłopiec zaczyna dawać oznaki życia – medycy są zaskoczeni cudem, który właśnie ziścił się na ich oczach.

"She's lonesome. She wanted to know if i can come stay with her. Can i, mama? Can i?"
„She’s lonesome. She wanted to know if i can come stay with her. Can i, mama? Can i?”

Zaskoczony był również Bill Idleson, który po latach, w komentarzu do wydania Blu-ray ze zdziwieniem stwierdził, że w wersji „Long Distance Call”, którą on zapamiętał, chłopiec ostatecznie umiera. Może to tylko luka w pamięci starszego pana, a może pierwotny wariant scenariusza zakładał dużo bardziej dramatyczny i mroczny finał? Jakkolwiek i bez tak ponurego zakończenia, „Long Distance Call” jest jednym z najbardziej ciężkich i posępnych odcinków „Strefy Mroku”. Jest to z pewnością również, mówiąc wprost, najstraszniejszy epizod serialu (z dotychczas omówionych). „Long Distance Call” jest klimatycznym horrorem, w bardzo sugestywny sposób oddziałującym na podświadomość i budzącym realną grozę. Gdyby tego mało, koncepcja ducha babci, który namawia pięcioletnie dziecko do popełnienia samobójstwa jest wyjątkowo drastycznym pomysłem, który w równym stopniu szokować musiał w latach sześćdziesiątych, jak szokuje współcześnie. Interesujące, iż oglądając widowisko, w którym praktycznie nie otrzymujemy potwierdzenia tego, iż jakiekolwiek zjawisko paranormalne miało miejsce, tak często jeży się włos na głowie – moment, w którym Billy po raz pierwszy oświadcza, że babcia wzywa go do siebie, oraz chwila, kiedy Sylvia słyszy – ale nie słyszy widz – głos zza światów, to dwie sceny, które w perfekcyjny sposób trafią w czuły punkt każdego, kto lubi się bać. Reakcji tych, którzy nie lubią, wolę sobie nie wyobrażać.

Nie samym straszeniem ten odcinek stoi. Wszystkie role zostały zagrane perfekcyjnie. Prym wiedzie, oczywiście, sześcioletni Bill Mumy, który niebawem pojawi się w kolejnych dwóch odcinkach „Strefy Mroku”. Scenariusz „Long Distance Call” wzbudzał pewne obawy u matki Billa, która martwiła się, iż historia, w której chłopiec próbuje popełnić samobójstwo, może odcisnąć się negatywnym piętnem na psychice dziecka. Bill Mumy, na szczęście wyrósł na zdrowego młodzieńca i uznanego aktora, dzisiaj kojarzonego głównie dzięki roli Willa Robinsona z serialu „Lost in Space”, emitowanego w latach 1965 – 1968. Współcześnie zajmuje się głównie podkładaniem głosów w niezliczonej ilości filmów i seriali animowanych. Na marginesie – aktor jest przekonany, że scena (której nie dane nam było zobaczyć w „Long Distance Call”) w której ciało chłopca unosi się na powierzchni sadzawki, została nakręcona – Bill przyznaje, że już wówczas umiał znakomicie pływać. Prawdopodobnie sekwencja ta była zbyt drastyczna, nawet w tak bardzo przełamującym pewne tabu epizodzie, jakim jest niniejszy odcinek. 

„Long Distance Call” nie był pierwszym odcinkiem, któremu zarzucono bycie plagiatem, ale z perspektywy czasu, jego emisję uznaje się za moment, na tej płaszczyźnie, przełomowy. Aby zrozumieć problem, z którym musieli borykać się Rod Serling i inni piszący do „Strefy Mroku” etatowi autorzy, trzeba zdać sobię sprawę, że wraz z wzrastającą popularnością serialu, rosła też rzesza osób, które starały się sprzedać swoje pomysły, jako bazę do kolejnych odcinków serialu. Była to praktyka powszechna, często zresztą owocująca kupowaniem i adaptowaniem, co lepszych z przesyłanych historii, w wielu różnych stacjach telewizyjnych. Rod Serling był jednak pod tym względem dużo bardziej wymagający i dość rzadko zdarzało mu się korzystać z niezamówionych, bądź niezarekomendowanych przez ludzi z jego otoczenia, scenariuszy. Nie zmieniało to jednak faktu, że czytał większość z nich i praktycznie każdemu z domorosłych twórców uprzejmie odmawiał własnoręcznie napisanym listem.

Kłopot polegał jednak na tym, że potencjalny twórca, który wysłał i otrzymywał odpowiedź, zakładał – zgodnie zresztą z rzeczywistością – że Rod Serling poznał szczegóły jego scenariusza, a co za tym idzie, w momencie, kiedy w serialu pojawiała się historia bazująca – w najmniejszym nawet stopniu – na jego pomyśle, brał za pewnik, że (mimo odmowy przyjęcia skryptu) jego idee zostały wykorzystane i niewynagrodzone. Rodziło to pewien, trudny do ogarnięcia paradoks, prowadzący do tego, że twórca „Strefy Mroku” – właśnie po problemach z zarzutami o plagiat w stosunku do „Long Distance Call” – z dużo mniejszą kurtuazją odrzucał kolejne nadsyłane scenariusze. Wkrótce, chcąc uniknąć wszelkiego rodzaju komplikacji, odsyłać zaczęto – bez wglądu w nie – niemal wszystkie niezamówione scenariusze, z odpowiednio przygotowaną standardową formułką.

„Long Distance Call” został posądzony o bycie plagiatem aż dwukrotnie. W drugim przypadku, niejaki Robert Fendler, pozwał nie tylko Roda Serlinga, ale też obu autorów scenariusza, Billa Idlesona i Charlesa Beaumonta. Oczywiście, zarzut był kompletnie bezpodstawny, bowiem historię Fendlera ze scenariuszem „Long Distance Call” łączył jedynie element telefonu, umożliwiającego kontakt z zaświatami. Podobnego zdania zresztą był sam prawnik powoda, który poznawszy genezę scenariusza, odmówił dalszego reprezentowania Fendlera. Bill Idleson wyjaśnił, że pomysł na fabułę pojawił się i tkwił w jego głowie od bardzo długiego czasu. Od momentu, kiedy jego własna matka wręczyła jego dwuletniemu wówczas synowi, taką samą zabawką, jaką otrzymał Billy Bayles. Co stało za faktem, że Idleson przekuł to doświadczenie w tak smutną i straszna historię? Tego sam twórca nie zdradza… Widzowie dostali prawdopodobnie jedną z najbardziej mrocznych i przerażających opowieści w historii tego serialu – Idleson zabłysnął na krótko, ale pozostawił po sobie pamiętny ślad w „Strefie Mroku”.

Screenshot_3
„Ma! Ma, if you can hear me, give him back to us. You said you loved me, and I know you did. I remember so many things. Remember that funny little dog I had? You let me keep him even when he tore up all the furniture. Pa wanted to give him away, but you said no. And remember the first day of school? How scared I was… and you sat in the back of the room all morning so i wouldn’t cry? And the first pair of long pants. And the time I broke the window with the ball? You hid me under the bed when the policeman came. My graduation… and the first date I had, you remember? With that skinny redhead, how mad you were? We had lots of fights, but I always knew you loved me. And I loved you too, so very, very much. I never really got a chance to tell you. Oh, Ma, please, give him back to us, so we can love him too. Give him back to us”. – łamiący serce monolog ojca Billego w jego pierwotnej wersji miał nieco inaczej rozłożone akcenty. Rod Serling w ostatniej chwili – już w trakcie zdjęć – zaapelował o poprawki, które sprawiły, że ostatnia „rozmowa” ojca Billy’ego z matką, bardziej koncentruje się na przyszłym życiu chłopca, niż przeszłości jego ojca.

Ocena odcinka: 9/10

 

Reklamy
Seria 2, Odcinek 22 – Long Distance Call

3 uwagi do wpisu “Seria 2, Odcinek 22 – Long Distance Call

  1. W końcu odcinek który też mogę polecić. Muszę przyznać też że smutny, dołujący i okrutny miejscami jak scena zmuszenia dziecka do samobójstwa. Choć można interpretować ten odcinek też tak, iż wcale żadnego ducha nie było i wszystkie wydarzenia są efektem dramatu jaki spotkał rodzinę. A scenę gdy mama usłyszała głos teściowej to można wytłumaczyć np. poczuciem winy Sylvi przez to jak traktowała teściową. Można interpretować, że nie podobały się jej tak dobre relacje syna z babcią plus pogrzeb, wszystkie wydarzenia jakie mają miejsce po pogrzebie i umysł jej płata figle. A scena ostatnia gdy ojciec prosi mamę o uratowanie syna i po chwili chłopak zostaje uratowany można też podciągnąć pod przypadek, splot okoliczności. Odcinek zasługuje na 8/10.

    Lubię to

  2. Po długim okresie rozbieżnych opinii nasze gusta wreszcie spotykają się na tych samych torach 🙂 Chociaż przyznam szczerze, że już po seansie byłem pewien, że ten epizod przypadnie Ci do gustu. Philip Abbott w roli ojca znakomity – końcowy monolog w jego wykonaniu wypadł przejmująco i szczerze. Nie wiem, jak Tobie, ale mi Lili Darvas – aktorka węgierskiego pochodzenia, stąd ten nieco, hm, złowieszczo brzmiący akcent w wypowiadanych przez nią kwestiach – mocno kojarzyła się z rolą starszej pani z filmu „Krampus” z ubiegłego roku.

    Lubię to

    1. Gdyby mi się nie spodobał to sam zacząłbym się martwić, że coś z moim gustem jest nie tak;-) Oglądałem Krampus, ale przyznam że w ogóle nie skojarzyła mi się Lili Darvas z rolą starszej pani w wymienionym filmie.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s