Seria 2, Odcinek 19 – Mr. Dingle, the Strong

Screenshot_1
„(…) Mr Burgess Meredith pays us a return visit and enacts the role of a little man suddenly given the gift of strength. I don’t mean like spinach and vitamin pills… I’m talking about strenght of five hundre men…” – jedna z pierwotnych wersji zapowiedzi niniejszego epizodu, czyniła pana Dingle człowiekiem jeszcze silniejszym, niż wynika to z ostateczniej formy scenariusza „Mr. Dingle, The Strong”.

Wszyscy, którzy wytrwali w śledzeniu mojej strony, aż do tego momentu, z pewnością wiedzą, że nie darzę komediowego „zacięcia” Roda Serlinga – delikatnie rzecz ujmując – nazbyt wielkim poważaniem. Zabawne perełki w „Strefie Mroku” – z kilkoma wyjątkami – zdarzały się raczej innym scenarzystom, zaś poczucie humoru Serlinga wypadało zdecydowanie lepiej, kiedy wplatał elementy groteski, farsy czy satyry  do epizodów o nieco poważniejszym tonie, niż przy tworzeniu odcinka, będącego w założeniu komedią. W przypadku „Mr. Dingle, the Strong” sprawy mają się nieco inaczej. Owszem, twórca „Strefy Mroku” operuje w tym przypadku humorem z subtelnością słonia w fabryce porcelany, wciąż dominuje tu, charakterystyczny dla komedii z epoki, slapstick, ale „Mr. Dingle, the Strong” ma coś, czego nie miał, chociażby, nieco podobny stylistycznie i fabularnie Mr. Bevis – nieocenionego Burgessa Mereditha. 

Ciapowaty, niespełniony domokrążca, Luther Dingle (Burgess Meredith) cierpi na sprawiającą mu liczne kłopoty przypadłość – nie umie trzymać języka za zębami. Mimowolnie uwikłany w konflikt pomiędzy obstawiającym w meczach baseballowych panem Bettorem (Don Rickles) i jego domorosłym bukmacherem Callahanem (Edward Ryder), co rusz zbiera cięgi tylko dlatego, że wyrażając swoją skromną opinię, bierze tym samym stronę jednego lub drugiego z uczestników sporu. Krótko mówiąc, pan Dingle służy obu wątpliwej reputacji dżentelmenom za worek bokserski, na którym mogą wyładować swe frustracje. 

Pewnego dnia, do baru, w którym przesiaduje wyżej wymieniona trójka, zawitał nieoczekiwany gość, niewidzialny dla nikogo z obecnych. Dwugłowa istota, będąca przedstawicielem marsjańskiej cywilizacji, ma zamiar dokonać pewnego eksperymentu, do udziału w którym, najwyraźniej, Luther Dingle jest predysponowany. Marsjanin obdarza nieszczęsnego domokrążcę tężyzną przekraczającą trzystukrotnie średnią siłę mieszkańców planety Ziemia. Dingle, nie należy do najbardziej bystrych przedstawicieli naszej cywilizacji  i – będąc przy tym równie niezdarnym, jak uprzednio – opuszczając bar, wyrywa drzwi z futryny (budząc tym podziw i zdziwienie w oczach swoich wcześniejszych opresorów). Nim na dobre oswoi się ze swoją umiejętnością, Dingle pozbawi – wrednego, trzeba przyznać – dzieciaka jego piłki futbolowej (wybijając przy tym dziurę w drzwiach jednego z mieszkań, przez które ten nietypowy „pocisk” przeleci), oraz wyrywa klamkę, próbując złapać taksówkę (z numerem 33 – co, biorąc pod wzgląd tytuł poprzedniego odcinka, jest ciekawym – ale czy na pewno? – zbiegiem okoliczności).

Po krótkim pokazie nadnaturalnych możliwości, z obiektami takimi, jak kobieta siedząca na ławce w parku, pomnik z brązu (ostatnio widziany w odcinku A Stop at Willoughby), oraz kilka ostentacyjnie zmiażdżonych kamieni, Dingle staje się ogólnokrajową, przyciągającą media i wszelkiej maści cwaniaków, pragnących wykorzystać jego potencjał, atrakcją. Niestety, po próżnej demonstracji siły, polegającej na dziurawieniu ścian gołymi pięściami, wyrywaniu krzeseł i niszczeniu stołów w barze, zdegustowani tak bezsensownym wykorzystaniem ofiarowanej Ziemianinowi siły, Marsjanie decydują o pozbawieniu go mocy w trybie natychmiastowym.

Dingle wraca do swojej pozycji popychadła i pośmiewiska, ale… Wychodząc z baru, dwugłowy Marsjanin napotyka dwóch przedstawicieli cywilizacji wenusjańskiej, którzy również szukają jakiegoś ciekawego obiektu do przeprowadzenia eksperymentu. Dwaj malutcy Wenusjanie szukają kogoś, kogo mogliby obdarzyć inteligencją przekraczającą pięciusetkrotnie średni iloraz inteligencji mieszkańca Ziemi. Marsjanin, po koleżeńsku, sugeruje pana Dingle. I ponownie, skromny sprzedawca odkurzaczy, ma szansę by zabłysnąć. Jak wykorzysta nowy potencjał? Może tym razem użyje mocy do nieco bardziej szczytnych celów, niż przewidywanie wyników meczy baseballa z matematyczną precyzją?

" - You sure we're invisible? - Beyond any doubt. - I wish they were."
” – You sure we’re invisible? – Beyond any doubt. – I wish they were.”

Wyróżnikiem, który sprawia, że „Mr. Dingle, the Strong”, który generalnie nie wybija się ponad przeciętność komediowych skryptów Roda Serlinga, jest nie tylko to, że główną rolę powierzono wyśmienitemu, obdarzonemu naturalnym talentem komicznym, Burgessowi Meredithowi. Na dobrą sprawę, specyfika charakteru pana Dingle nie wybiega znacząco, ponad wcześniejszą kreację Mereditha z Time Enough at Last – ciamajdowaty, nieporadny człowieczek, który w zetknięciu ze zjawiskiem, które wstrząsnęło by do cna każdym innym mieszkańcem Ziemi, wciąż szuka wygodniej i pasującej mu niszy. Bemis, po apokalipsie, ma wreszcie dość czasu, aby poświęcić się swojej miłości do książek, Dingle ma swoje pięć minut i wybija się ponad przeciętność, pławiąc się w blichtrze a w jego głowie nie postaje nawet myśl, że mógłby swą nowo nabytą moc wykorzystać do bardziej zacnych celów.

Pomijając świetną kreację Mereditha, tym co mnie ujęło w niniejszym epizodzie, jest fakt, że „Mr. Dingle, the Strong” ani przez chwilę nie traktuje się serio. Ramy komedii obięły każdy, najmniejszy nawet detal tego, co widzimy – i słyszymy – na ekranie. I nawet jeśli, w tym odcinku tkwi jakieś przesłanieto jako całości, po prostu nie da się traktować „Mr. Dingle, the Strong” poważnie. Jest jakaś spójność pomiędzy groteskowo wyglądającymi mieszkańcami planet Mars i Wenus a zachowującym się niczym animowani bohaterowie kreskówek, panem Dingle – a gdyby tego było mało, aktom jego pozbawionego głębszej refleksji działania, towarzyszą mało subtelne, również charakterystyczne dla animacji, tudzież komedii z tego okresu efekty dźwiękowe.

O ile karykaturalny wygląd przybyszy z obcej planety – którzy pierwotnie, w takiej właśnie formie mieli pojawić się w o wiele bardziej poważnym odcinku The Monsters Are Due on Maple Street – może wielu współczesnym widzom wydawać się ramotkowatym – choć popełnionym z pełną premedytacją – kuriozum, o tyle efekty specjalne, związane z wykorzystaniem nadnaturalnej siły pana Dingle, bronią się w zaskakująco dobrym stylu. Podnoszenie ławki w parku – wraz z siedzącą nań, wrzeszczącą młodą damą – łupanie kamieni gołymi rękoma, czy ikoniczna już scena podnoszenia pomnika z brązu, nie wypadają, aż tak sztucznie, jakby można było się spodziewać. Ilość zniszczonych rekwizytów mogła, co prawda, przyprawiać o bóle głowy producenta Bucka Houghtona – planowany budżet przekroczono aż o 1800 dolarów – ale w ostatecznym rozrachunku wydatek ten się opłacił. Przynajmniej z punktu widzenia nas, widzów.

„Mr. Dingle, the Strong” to naprawdę zabawna komedia, i jak na komedię przystało obsadzona aktorami, którzy znakomicie nadają się do ról w obrębie tego gatunku. Oczywiście, z żalem przyjąłem fakt, że inny wyśmienity komik, James Millhollin, znany widzom „Strefy Mroku” z roli kierownika działu reklamacji domu handlowego z odcinka The After Hours, dostał tym razem jeszcze bardziej epizodyczną i niedającą przestrzeni do szerszego popisu rolę. Inny znany komik, Don Rickles, który zasilił obsadę „Mr. Dingle, the Strong” ciepło wspomina, zarówno współpracę z Rodem Serlingiem, jak i samego, nieodżałowanej pamięci Burgessa Mereditha – „Chrzanić reżysera. Nawet nie pamiętam, jak ten gość się nazywał!” – wyznał Rickles w jednym z wywiadów – „Pamiętam za to Burgessa Mereditha. Facet był po prostu wielki. Swoją rolę zagrał tak dobrze, że Rod Serling pewnie po dziś dzień potrząsa dłonią Burgessa z wdzięcznością. Cała ta heca z kosmitami była dość głupia, ale do cholery, to była w końcu ‚Strefa Mroku’. Jak zapamiętałem Mereditha?” – dodaje. – „Poza sceną był takim samym, pełnym ciepła gościem, obdarzonym ogromnym poczuciem humoru. Przerzucaliśmy się żartami a on chwytał wszystkie moje dowcipy w lot. Takich, jak on już dzisiaj nie robią!”. 

"Various factors are brought into play here involving the laws of probability interspersed with the process of calculus fenaglian laws of chance and the subdivisional grepple which is based on the position of bodies in mathematical relationship to other bodies."
„Various factors are brought into play here involving the laws of probability interspersed with the process of calculus fenaglian laws of chance and the subdivisional grepple which is based on the position of bodies in mathematical relationship to other bodies.”

Ocena odcinka: 7/10

Advertisements
Seria 2, Odcinek 19 – Mr. Dingle, the Strong

Jedna uwaga do wpisu “Seria 2, Odcinek 19 – Mr. Dingle, the Strong

  1. Dla mnie to jeden z najgorszych odcinków jakie widziałem do tej pory (4/10). Przede wszystkim dlatego, że wynudziłem się przeokropnie, a nuda to najgorsze co może być. Przyznaję że efekty specjalne dają wciąż radę i Burgess Meredith świetnie odnalazł się w klimacie odcinka, ale o wiele bardziej spodobał mi się w „Time Enough at Last”. Niby podobne role, ale jako mr Dingle okropnie irytował mnie. Tak mocno mnie irytowała jego postać w tym odcinku, iż w końcówce gdy ufoki zabierają bohaterowi zdolność miałem nadzieje na zakończenie mocne, że np. podnosząc budynek zawali się na niego i koniec. Do konwencji odcinka by nie pasowało, zbyt brutalne by takie zakończenie było i o wiele bardziej sadystyczne jak finał „Time Enough at Last””, ale to pokazuje jak mi działał na nerwy pan Dingle.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s