Seria 2, Odcinek 17 – Twenty Two

"This is room 22 and on the other side if its doors lies an adventure that is as fascinating as it is inexplicable..."
„This is room 22 and on the other side if its doors lies an adventure that is as fascinating as it is inexplicable…”

„Twenty Two” opowiada historię niemal archetypiczną. Taką, którą pewnie nie raz i nie dwa słyszeliście z ust swoich rodziców, dziadków i znajomych. Motyw snów, zapowiadających tragiczne wydarzenia i ludzi, majacych silne przeczucie, wiążące się z nadchodzącą śmiercią jest jednym z najpopularniejszych wątków wszelkiego rodzaju „miejskich legend”. Rod Serling oparł swój scenariusz na kanwie tego typu historii – a właściwie na dwóch „opowieściach z dreszczykiem”. Pierwsza z nich zdarzyła się „naprawdę” – list nadesłany przez panią Matthews z Needham, w stanie Massachusetts, opowiadał o pracowniku budowy, który kilka dni przed śmiercią zaczął żegnać się ze swoimi znajomymi, twierdząc, że „nie dożyje środy”. Feralnego dnia rzeczywiście zginął w wyniku katastrofy dźwigu a wraz nim dwóch innych pracowników budowy. Drugie źródło inspiracji, dużo bardziej dosłownie cytowane w „Twenty Two”, to krótka powiastka ze zbioru „Famous Ghost Stories”, sygnowana przez Bennetta Cerfa, z 1944 roku. Jej bohaterka doświadcza powracącej regularnie sennej mary, w której kawaran zaprzężony w cztery konie, zatrzymuje się przy kobiecie, a woźnica wyciąga do niej dłoń, mówiąc „Jest jeszcze miejce dla jednej osoby”. Jakiś czas potem, kiedy ma wsiąść do windy mieszczącej się w kompeksie szpitalnym, mężczyzna podobny do powożącego karawanem stangreta zaprasza ją do wejścia tymi samymi słowami – przerażona kobieta cofa się, po czym okazuje się, że jedna z lin podtrzymującej windę pęka i następuje katastrofa. Historia ta, w lekko zmodyfikowanej formie, stała się podstawą do scenariusza „Twenty Two”.

Panna Liz Powell (Barbara Nichols) to wzięta tancerka, która z powodu zmęczenia i stresu, zmuszona jest spędzić pewien czas pod obserwacją lekarza. Przebywając w szpitalu doświadcza powracającego przez kilka kolejnych nocy koszmaru. Oto budzi się w środku nocy, z trudnym do wyjaśnienia uczuciem niepokoju. Stojący na szafce zegar odmierza kolejne sekundy, tykając w niepokojąco głośny sposób. Liz sięga po szklankę z wodą i upuszcza ją – szkło rozbija się na posadzce. Ze szpitalnego korytarza dobiegają kroki. Trzęsąca się z zimna i strachu panna Powell wychodzi z pokoju, dokładnie w momencie, kiedy odziana na biało sylwetka znika za zamykającymi się drzwiami windy.

Winda zmierza na najniższy, piwniczny poziom szpitala, na którym znajduje się prosektorium. Podążając za tajemniczą postacią, Liz dociera do tytułowego pokoju 22, w którym mieści się jedna z kostnic. Enigmatyczna postać okazuje się być dziwnie zachowującą się pielęgniarką, zapraszającą pannę Powell do wejścia do środka słowami „Jest miejsce dla jeszcze jednej osoby”. W tym momencie Liz zawsze  budzi się z krzykiem… Ta sama sekwencja senna powtarza się już szósty raz z rzędu i panna Powell zaczyna nabierać przekonania, że wydarzenia, które przeżywa są czymś więcej, niż tylko zwykłym koszmarem.

Przychodzący w odwiedziny agent tancerki Barney (Fredd Wayne) i lekarz (Jonathan Harris), o wyjątkowo grobowym usposobieniu, uważają, że problem powracającego, co noc, snu wynika z napięcia nerwowego i zmęczenia. Doktor sugeruje, że najlepszym rozwiązaniem dla Liz, będzie przerwanie sekwencji, gdy sen ponownie pojawi się kolejnej nocy. Kobieta powinna powstrzymać, lub zakłócić, bieg powtarzających się zdarzeń, na przykład, nie sięgając tym razem po szklankę.

Kiedy sen powraca kolejnej nocy, panna Powell robi wszystko, żeby nie dopuścić, by bieg wydarzeń rozegrał się według znanego schematu. Zamiast po szklankę z wodą sięga po papierosy. Zapala jednego, ale odkładając zapalniczkę, upuszcza ją na podłogę. I ponownie, sięgając po nią, potrąca szklankę a ta rozbija się na posadzce. Od tego momentu wraca na „właściwe” tory snu i, po raz kolejny, przeżywa znaną i budzącą grozę sekwencję, kończącą się wizytą w kostnicy.

Kiedy, w końcu, Liz opuszcza szpital, chcąc zostawić za sobą wszystkie traumy związane z przerażającym się snem, na lotnisku doświadcza dziwnego uczucia déjà vu. Numer lotu, którym ma się udać do Miami, to 22 a kolejne wydarzenia zachodzące podczas odprawy, korelują z jej wcześniejszym snem. Potrącona przez Liz kobieta upuszcza na podłogę wazę, która – podobnie, jak szklanka – rozpryskuje się na kawałki, uderzając o posadzkę. Kiedy, targana niepokojem, panna Powell dociera do samolotu, okazuje się, że stewardesą jest dokładnie ta sama kobieta, którą widziała wcześniej pod postacią pielęgniarki w swoim śnie. A na domiar złego i ona zachęca do wejścia na pokład słowami – „Jest miejsce dla jeszcze jednej osoby”.  Przerażona Liz wraca do hallu portu lotniczego a chwilę po starcie samolot, którym miała lecieć, eksploduje…

"The next time i see you, i'll be at a ringside table and i'd appreciate a subtle wink."
„The next time i see you, i’ll be at a ringside table and i’d appreciate a subtle wink.”

Współczesny widz nie może nie zauważyć oczywistej analogii do serii filmów grozy pod tytułem „Oszukać przeznaczenie” („Final Destination”). Choć finałowa sekwencja na lotnisku wydaje się być wyraźnym źródłem inspiracji dla pierwszego filmu  Jamesa Wonga, biorąc pod uwagę to, że samego Serlinga natchnęła historia czerpiąca garściami z klasycznych miejskich mitów, trudno orzec, czy to właśnie „Twenty Two” było jednym z głównych wzorów dla kinowej serii. Jakkolwiek by nie było – pierwszą myślą, jaka pojawiła się po obejrzeniu niniejszego odcinka, było – „O, Rod Serling, zrobił ‚Final Destination’ czterdzieści lat wcześniej!

Sam odcinek nie wychodzi daleko poza ramy paranormalnego thrillera. Jakkolwiek, w ramach gatunku sprawdza się wyśmienicie. Przez większość czasu trzyma w napieciu a każda scena niesie w sobie małą cząstkę sugestii, iż obserowane wydarzenia mogą rozgrywać się na płaszczyźnie snu. Na tym zresztą „Twenty Two” opiera się w głównej mierze i właśnie chęcią „zmylenia” widza, tłumaczę dziwnie się zachowującą postać doktora, granego przez Jonathana Harrisa. Jego zachowanie i dykcja nie ma konkretnego przełożenia na finał fabuły, ale w znaczący sposób wpływa na recepcję wydarzeń z rzeczywistości, sprawiając, ze widz ma prawo postrzegać je, jako jeszcze jedną warstwę snu.

Barbarze Nichols, znanej głównie z ról głupiutkich blondynek, egzotycznych tancerek i szansonistek, nie udało się, co prawda, uciec daleko poza jej dotychczasowe emploi, ale doskonale sprawdziła się w nieco bardziej wymagającej, dramatycznej roli. Aktorka w niewielkim stopniu ustępuje znakomitej Inger Stevens, choć postawiona w podobnej sytuacji, jak bohaterka odcinka The Hitch-hiker„, nie budzi takiej samej sympatii i przychylności widza. Krótka, ale istotna rola Arlene Martel, jako pielęgniarki ze snu i stewardesy, dzięki egzotycznej urodzie aktorki i powtarzanych w budzący ciarki sposób słów, że „jest miejsce dla jeszcze jednej osoby”, mocno zapada w pamięć i niemile pobudza wyobraźnię.

„Twenty two” to przyzwoita dawka horroru. Długo trzyma w napięciu i do samego końca nie pozwala domyśleć się tego, co następuje w finale. Sama puenta w niewielkim stopniu, ale jednak, rozczarowuje i pozostawia widza z pewnym żalem, iż Serling nie poszedł dużo głębiej w koncept snu w śnie, jak miało to miejsce w przypadku Perchance to Dream. A jednak, „Twenty Two” ogląda się wyśmienicie a sam odcinek obfituje w momenty, które – oglądane nocną porą – mogą podnieść ciśnienie i solidnie przestraszyć.

"Room for one more, honey."
„Room for one more, honey.”

Ocena odcinka: 7/10 

Advertisements
Seria 2, Odcinek 17 – Twenty Two

3 uwagi do wpisu “Seria 2, Odcinek 17 – Twenty Two

  1. Fajna historia z dreszczykiem, a ja uwielbiam wszelkie historie na granicy jawy i snu, więc nie pozostaje mi nic innego jak ocenić odcinek 17 serii drugiej na 7/10. No i jeszcze ta zjawiskowa dziewczyna ze snu/stewardesa czyli Arlene Martel w epizodzie. Szkoda że jej tak mało.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Widocznie w ST klasycznych preferowali urodę egzotyczną , bo w filmie pierwszym gra zjawiskowa Persis Khambatta jako Ilia – nie tylko aktorka urodzona w Bombaju, ale i miss Indii. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Co do Star Treka lubię i cenię klasyczne filmy i seriale, ale historie z Picardem. No i kolejne seriale lubię jak np. Voyager, ale jakoś filmów z ekipą Kirka i serialu nie widziałem poza ostatnim filmem ze Shatnerem czyli Pokolenia. Ale nie mam też nic do Shatnera jako aktora, bo widziałem go jak mnie pamięć nie myli w dwóch filmach i w odcinku TZ i wcale tak źle nie grał jak się powszechnie mówi, ale może jakbym więcej obejrzał produkcji z nim zdanie bym zmienił o jego poziomie aktorstwa. Widziałem też Star Trek Movie z drużyną Kirka i to niedawno, bo z parę tygodni temu pierwszy film z tej franczyzy i mimo faktu, że zachwycił mnie, zwłaszcza muzyką, zdjęciami, efektami specjalnymi, fabułą – dla mnie jeden z najlepszych filmów SF jakie widziałem w ogóle, dorównujący klasykom gatunku, ale z tego co wiem to podobno pierwszy film ma niewiele wspólnego z klimatem serialu, właśnie bliżej mu do Blade Runner i Odysei kosmicznej i może dlatego mi się tak podobał – to jakoś nie mam ochoty na obejrzenie reszty filmów z ekipą Kirka, na czele z Gniewem Khana, ani serialu.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s