Seria 2, Odcinek 10 – A Most Unusual Camera

"W tym oto pokoju hotelowym, uwiło sobie wygodne gniazdko troje ludzi, którzy cały swój dobytek zdobyli na drodze przywłaszczania cudzego mienia. Wśród ich najnowszych łupów znalazł się aparat, który - jak się niebawem przekonają - posiada niezwykłą właściwość. Potrafi robić zdjęcia... przyszłości."
„W tym oto pokoju hotelowym, uwiło sobie wygodne gniazdko troje ludzi, którzy cały swój dobytek zdobyli na drodze przywłaszczania cudzego mienia. Wśród ich najnowszych łupów znalazł się aparat, który – jak się niebawem przekonają – posiada niezwykłą właściwość. Potrafi robić zdjęcia… przyszłości.”

Trudno jednoznacznie orzec, czy nad „Strefą Mroku” wisiało jakieś fatum, które sprawiało, że niemal każdy, w zamyśle, komediowy odcinek okazywał się klapą, czy raczej sednem problemu był brak u Roda Serlinga – człowieka, który przecież swą karierę zbudował na pisaniu poważnych dramatów – smykałki do tworzenia zręcznie skonstruowanej satyry. Prawie wszystkie dotychczasowe odcinki, mające z gruntu rzeczy być komediami, okazywały się widowiskami raczej średnio zabawnymi, jeśli nie żenującymi. O ile całkiem sprawnie wychodziło Serlingowi wplatanie elementów farsy w często poważne fabuły a w galerii postaci ze „Strefy Mroku” można znaleźć niemało przezabawnych indywiduów, splecenie wielu elementów komediowych w jeden strawny obraz nigdy dotąd nie wyszło serialowi na dobre. Przypadek „A Most Unusual Camera” jest pod tym względem szczególny. Odcinek ten, nie dość, że jest komedią, która nie śmieszy, to na domiar złego wszyscy jej bohaterowie są postaciami na wskroś irytującymi a do tego finał epizodu jest jedną z najbardziej głupich rzeczy, jakie dane mi był zobaczyć na ekranie telewizora.

Państwo Diedrich to dość nietypowe małżeństwo. Prawdę rzekłszy, bliższym rzeczywistości określeniem byłoby „dwuosobowy gang”, albowiem pani Paula (Jean Carson) i jej mąż Chester (Fred Clark) parają się złodziejskim procederem. Poznajemy ich w momencie, kiedy w hotelowym pokoju robią małą inwentaryzację łupów z ostatniego skoku na sklepik z pamiątkami. Chester nie jest zadowolony ze zdobyczy, bowiem wbrew spisowi strat, jakie właściciel sklepiku zamieścił w gazecie, większość z nich okazuje się niewiele wartymi bibelotami. Uwagę Chestera przyciąga tylko jeden przedmiot, którego sklepikarz nie umieścił na liście skradzionych rzeczy – archaiczny aparat fotograficzny. 

Przyrząd sprawia wrażenie urządzenia jednorazowego użytku. W każdym razie, Chester nie jest w stanie znaleźć miejsca, w którym umieszcza się kliszę a jedyny, być może, pomocny napis umieszczony na aparacie, jest w nieznanym mężczyźnie języku. Opryszek pstryka, od niechcenia, fotkę żonie na tle okna. Po chwili pojawia się zdjęcie, które Chester i Paula, w pierwszej chwili, biorą za żart – kobieta pojawia się na nim bowiem, odziana w futro. A jednak, moment później Paula, w jednym ze zrabowanych kufrów, znajduje futrzany płaszcz, identyczny z tym, który zobaczyła wcześniej na zdjęciu. Nie zastanawiając się długo, przyobleka się weń i  pozuje na tle okna, dokładnie tak samo, jak na fotografii.

Mimo tego, że Paula i Chester nie należą do tytanów intelektu, dość szybko reflektują się, że zdjęcia, które robi aparat są obrazami z niedalekiej przyszłości. Potwierdzenie tego domysłu zyskują, kiedy na kolejnej z fotografii pojawia się brat Pauli, stojący w drzwiach hotelowego pokoju. Problem w tym, że delikwentowi zostało jeszcze kilka dobrych lat odsiadki. Cóż, rodzinny biznes… Ku zaskoczeniu Chestera i Pauli, chwilę później w drzwiach rzeczywiście staje Woodward (Adam Williams), który samowolnie skrócił sobie czas odsiadki i szuka u Diedrichów pomocy. 

Trio szybko wpada na pomysł efektywnego wykorzystania czarodziejskiego aparatu. Udają się na wyścigi konne i dzięki zdjęciom z przyszłości, prędko inkasują całkiem sporą sumkę. Świętowanie w pokoju hotelowym przerywa wejście kelnera, Pierre’a (Marcel Hillaire), który zauwazywszy aparat, tłumaczy – jak się okazuje – francuskojęzyczną inskrypcję, która głosi „10 zdjęć na właściciela”.  Szybko obliczywszy, że zostały im tylko dwie fotografie, ferajna wpada w popłoch – Chester zaczyna się szamotać z Woodwardem, w wyniku czego obaj wypadają przez okno, ginąc na chodnikowym bruku.

Screenshot_2
„Well, the inscription reads, ‚Dix a la proprietaire’. That means, ‚ten to an owner’. Well, i presume that means you may only take ten.”

Paula łatwo sobie radzi z żałobą, pstrykając fotkę – „na pamiątkę” – trupom męża i brata, po czym przygotowuje się do spakowania urobku i udania się w siną dal. Okazuje się jednak, że kelner Pierre jest „nie w ciemię bity” i już dawno rozgryzł bandę. Wraca i grożąc Pauli zadenuncjowaniem, zabiera pieniądze i łupy. Rzuciwszy okiem na fotografię ze sceny ostatniego wypadku, zwraca kobiecie uwagę, że na bruku leżą nie dwa, a trzy trupy. Paula – bez chwili zastanowienia – pędzi do okna i potykając się o przewód elektryczny, „podąża śladem” swoich „najbliższych”. Pierre, jednakowoż, przyjrzawszy się bliżej zdjęciu zauważa czwarte ciało – swoje własne. Jakim cudem i on ląduje za oknem? Ta kwestia pozostanie jedną z największych zagadek „Strefy Mroku”.

„A Most Unusual Camera” jest odcinkiem głupim! Po prostu, głupim! Sam pomysł aparatu fotograficznego, dzięki któremu można podejrzeć przyszłość, jako punkt wyjścia dla fabuły dawał naprawdę masę przeróżnych możliwości. Nawet idea, iż urządzenie, które wpada w ręce ludzi kompletnie nie zasługujących na przywilej jego posiadania, jest interesująca i otwiera całą gamę opcji, z których Serling wybrał chyba najgłupsze, jakie przyszły mu do głowy. Być może chodziło o podkreślenie tego, że banda złodziejaszków, będących na dokładkę nadprzeciętnymi kretynami, musi skończyć w sposób adekwatny do swojej głupoty i draństwa? Tylko taka interpretacja nie sprawia, że jako widz, czuję się – zwłaszcza – w finałowej sekwencji potraktowany, jak idiota.

Słówko o aktorstwie – nie wiem, czy to specyfika roli, czy też osobowość artystów, ale… O, Boże, jak ja tych ludzi nie cierpię! Małżeństwo Diedrichów, ze szczególnym wskazaniem na Paulę, od tej pory wieńczy szczyt mojej listy najbardziej denerwujących postaci w historii kina. Znamiennym jest fakt, iż Jean Carson, w swej wcześniejszej karierze aktorskiej, nigdy nie zaliczyła pierwszoplanowej roli – właśnie z uwagi na jej, działające na nerwy, brzmienie głosu. Postać, w którą wcieliła się w „A Most Unusual Camera” jest na dokładkę głupia, wredna i małostkowa. Chester wcale nie wypada tutaj lepiej – choć w swej postawie permanentnego buca jest nieco mniej irytujący.

Po obejrzeniu  „A Most Unusual Camera”, zmuszony jestem posypać głowę popiołem – źle uczyniłem oceniwszy  „The Lateness of the Hour, jako najgorszy odcinek „Strefy Mroku”. Na to miano zdecydowanie zasłużył niniejszy epizod – scenariusz wołający o pomstę do Nieba, irytujące postaci, nieśmieszne gagi, chropowate dialogi i kompletnie pozbawiony logiki finał. Tak, to jest najsłabszy odcinek i… oby był ostatnim, który dane mi było tak ocenić.

"One more picture left. Ha! For posterity, boys. Simply for posterity. May you both rest in peace."
„One more picture left. Ha! For posterity, boys. Simply for posterity. May you both rest in peace.”

Ocena odcinka: 1/10

Reklamy
Seria 2, Odcinek 10 – A Most Unusual Camera

Jedna uwaga do wpisu “Seria 2, Odcinek 10 – A Most Unusual Camera

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s