Seria 2, Odcinek 7 – Nick of Time

"Dłonie należą do pana Dona S. Cartera. On i jego świeżo poślubiona małżonka, kończą właśnie swój miesiąc miodowy, którzy w drodze powrotnej do Nowego Jorku, przemierzają sielskie okolice stanu Ohio. Już za chwilę zyskają możliwość, której nie innym nie dane było doświadczyć przez całe swoje życie. Za kilka drobniaków, będą mogli zerknąć w przyszłość. Czas - dzień obecny. Miejsce - niewielka kafeteria w Ridgeview, w stanie Ohio. Tym, z czego młoda para nie zdaje sobie sprawy jest fakt, że miasteczko znajduje się na granicy... Strefy Mroku."
„Dłonie należą do pana Dona S. Cartera. On i jego świeżo poślubiona małżonka, kończą właśnie swój miesiąc miodowy i w drodze powrotnej do Nowego Jorku, przemierzają sielskie okolice stanu Ohio. Już za chwilę zyskają możliwość, której innym nie dane było doświadczyć przez całe swoje życie. Za kilka drobniaków będą mogli zerknąć w przyszłość. Czas – dzień obecny. Miejsce – niewielka kafeteria w Ridgeview, w stanie Ohio. Tym, z czego młoda para nie zdaje sobie sprawy jest fakt, że miasteczko znajduje się na granicy… Strefy Mroku.”

Zarzewiem, które rozpala wyobraźnię autora często bywa drobne i z pozoru niewiele znaczące wydarzenie z życia. Iskra taka zapala się na krótko, ale jej „powidok” tkwi w umyśle pisarza, aż pomysł dojrzeje i przybierze formę kompletnej historii. „Nick of Time”, jest właśnie przypadkiem tego typu. Geneza powstania skryptu jest łudząco podobna do historii stojącej za stworzeniem The Fever. Autor scenariusza, Richard Matheson, wraz z małżonką wybrał się pewnego dnia do kina i po drodze wstąpił do kafeterii, gdzie stały popularne wówczas maszyny „przepowiadające przyszłość”. Nic na tyle „skomplikowanego”, jak urządzenie, które możemy zobaczyć w samym odcinku – maszynka udzielała bowiem odpowiedzi na postawione pytanie w dwóch formach – „Tak” i „Nie”. Koncept urządzenia, które – być może – rzeczywiście potrafi odpowiedzieć na nurtujące wielu ludzi kwestie dotyczące przyszłości i słuszność podejmowanych przez nich wyborów, znalazł podatny grunt w wyobraźni pisarza – idea dojrzała a jej finalny efekt to jest jednym z najbardziej niejednoznacznych, dającym szerokie pole do interpretacji epizodem „Strefy Mroku”.  

Don Carter (William Shatner) jest człowiekiem przesądnym i pozbawionym pewności siebie – nie rozstaje się z czterolistną kończyną i króliczą łapką, oraz unika sytuacji, które „kuszą los”. Z pewnością nie przejdzie pod rozstawioną drabiną i nadłoży drogi, byle tylko ominąć szlak przecięty przez czarnego kota. Kiedy wraz z świeżo poślubioną małżonką Pat (Patricia Breslin), wskutek awarii samochodu, zostają „uziemieni” na kilka godzin w małym miasteczku Ridgeview, postanawiają spędzić ten czas w przytulnej kafejce. Mimo, iż jest to ich miesiąc miodowy, myśli Dona zaprząta pytanie, czy otrzymał z dawna oczekiwany awans w pracy. Aby uspokoić swoje nerwy, wrzuca monetę do stojącej na stoliku maszyny przepowiadającej przyszłość i otrzymuje odpowiedź – „Sprawy potoczą się po twojej myśli”. Podekscytowany biegnie do automatu telefonicznego i… rzeczywiście, okazuje się, że został promowany na wyższe stanowisko.

Don wraca do stolika i – wzbudzając tym, coraz większy niepokój u Pat – zadaje kolejne pytania. Odpowiedzi udzielane przez maszynę są iście pytyjskie, ale Don, ze swoimi skłonnościami do ulegania przesądom, tłumaczy je w sposób bardzo jednoznaczny. Nadinterpretując odpowiedzi maszyny, dochodzi do wniosku, że jeśli wraz z Pat opuszczą kafeterię przed godziną piętnastą spotka ich nieszczęście. Jego żona, chcąc udowodnić mu, że nie należy brać tych dwuznacznych odpowiedzi serio, z trudem nakłania Dona do opuszczenia kafejki przed feralną godziną. I ponownie, okazuje się, że lęki mężczyzny nie były całkiem bezpodstawne, bowiem w trakcie przechodzenia jezdni, ledwo udaje się im uniknąć potrącenia przez pędzący samochód. 

Pat, próbuje przemówić Donowi do rozsądku, wciąż uważając, że całe zajście jest tylko ponurym zbiegiem okoliczności – maszyna udziela przecież takich odpowiedzi, które można dopasować do każdego, możliwego wydarzenia. Kiedy wracają do kafeterii, próbuje udowodnić Donowi, w jak wielki błąd popełnia, sugerując się podrzucanymi przez maszynę odpowiedziami. Pat zadaje maszynie serię pozbawionych sensu pytań, na które otrzymuje kilka nielogicznych odpowiedzi. Don jednak wydaje się być głuchy na głos rozsądku. Pomiędzy małżonkami dochodzi do dramatycznej konfrontacji. Pada sugestia, że Don powinien podjąć wybór – pogodzić się z faktem, że los i przyszłość tkwią w jego rękach, albo poddać się maszynie i, być może, doprowadzić tym samym do rozpadu małżeństwa. Pat kocha Dona, ale jego uprzedzenia i skłonność do ulegania przesądom przybierają formę intensywnego uzależnienia, uniemożliwiającego dalsze, normalne, życie. Ba, możliwe, że z tego powodu nigdy nie uda im się opuścić Ridgeview?

Na szczęście, miłość do Pat i racjonalne argumenty kobiety przemawiają mu do rozsądku. Don i jego żona opuszczają kafeterię. „Opuszczamy to miasto i pojedziemy gdziekolwiek zapragniemy…” – rzuca na odchodne Don, mijając w wejściu wyraźnie zdenerwowaną parę w średnim wieku. Oboje, mężczyzna i kobieta wyglądają na strasznie zapuszczonych, są zlani potem i niechlujnie ubrani. Siadają przy stoliku, przy którym wcześniej siedzieli Don i Pat, po czym pytają maszynę: „Czy możemy zadać więcej pytań?”. A następnie „Czy możemy dziś opuścić Ridgeview?”. Nie poznajemy odpowiedzi maszyny, ale reakcja małżonków sugeruje, że ta, która pada  jest interpretowana, jako negatywna. Ta para najwyraźniej uległa całkowicie wpływowi maszyny i złapana została w niemożliwą do przerwania pętlę. Pętlę, którą sami zarzucili sobie na szyje. Jednak, czy na pewno?…

"If we don't stay in here until 3:00, something bad will happen to us?"
„If we don’t stay in here until 3:00, something bad will happen to us?”

„Nick of Time” w znacznym stopniu przypomina wzmiankowany wyżej epizod „The Fever”. Materia uzależnienia, któremu ulegają obaj mężczyźni jest różna, jakkolwiek efekt jego działania nieomal identyczny. Richard Matheson jednak jest dużo bardziej subtelny i unika dosłowności, która – w moim odczuciu – umniejszyła wydźwięk „The Fever”. Bardzo podoba mi się koncepcja, że w przypadku „Nick of Time” nie mamy do czynienia z jakimkolwiek nadnaturalnym zjawiskiem. Jest to raczej skrócona – i jakże trafna! – analiza postępującej psychozy, natręctwa nieobcego każdemu, komu zdarzyło się, że jego myśli zdominował pozornie nic nie znaczący, ale błędnie rozumiany aspekt rzeczywistości (czy czysta abstrakcja), zakłócający zdolność racjonalnego pojmowania następujących wydarzeń.

Pułapka, w którą wpada Don – a jeszcze głębiej para z finału – nie ma w sobie nic diabolicznego. Napędza ją siła przesądu i przymglona zdolność do trzeźwej oceny przytrafiających się zdarzeń. Oczywiście, jest to jedna z możliwych wykładni, nieprzekreślająca wcale możliwości nadnaturalnej interpretacji odcinka. I to, między innymi, stanowi o sile skryptu Mathesona – z jednej strony mamy kameralny dramat dwojga ludzi, którzy u początku swej nowej drogi życiowej muszą stawić czoło dylematom, mogącym zrujnować ich świetlaną przyszłość, z drugiej niepokojący, znakomicie wpasowujący się w klimat „Strefy Mroku” thriller, w którym urządzenie o mefistofelicznym usposobieniu niszczy kolejne żywoty.

Słowa pochwały należą się parze głównych aktorów. Oczywiście, nie trzeba przedstawiać Williama Shatnera, ale tak naprawdę to naturalna chemia, jaką ma z Patricią Breslin, sprawia, że nietrudno mi uwierzyć w uczucia, jakimi darzą się główni bohaterowie. Naturalnie zagrane otwarte, jak i bardziej subtelne interakcje, ani na chwilę nie pozwalały mi zwątpić w miłość Pat, kobiety bezgranicznie zakochanej, ale zdającej sobie sprawę ze skali problemu, z jakim boryka się jej małżonek. Bez zastrzeżeń kupuję też rolę Shatnera – wiem, że jest to aktor, którego kunszt gry aktorskiej jest kwestią często dyskutowaną – który zagrał tu wyjątkowo sprawnie, przechodząc od roli beznadziejnie zakochanego młodego męża, do pogrążonego w piekle przesądów „narkomana”, uzależnionego od „woli” maszyny.  

„Nick of Time” okazał się interesującym, niebanalnym i dobrze przyjętym przez widownię, eksperymentem. Nieco odmiennym od tego, co zazwyczaj oferowała „Strefa Mroku”, ale nie aż tak odległym, by znacząco wybiegać poza ramy serii. Nakręcony w raczej standardowy sposób, aczkolwiek dobrze zagrany i pozostawiający widza w atmosferze niepewności. Jego jedyna wada, jest kwestią czysto techniczną – analizowany przeze mnie kilkukrotnie wypadek (do którego nie doszło) – został zmontowany w nieco dziwny sposób, mocno sugerujący, iż Don swoim działaniem mógł raczej doń doprowadzić, niż mu zapobiec. Pominąwszy to, „Nick of Time” to jeszcze jedna perełka ze „Strefy Mroku”, która nie może umknąć uwadze każdego filmowego konesera.

"'Does he/she love me?' I know the answer to that one."
„‚Does he/she love me?’ I know the answer to that one.”

Ocena odcinka: 8/10

Reklamy
Seria 2, Odcinek 7 – Nick of Time

2 uwagi do wpisu “Seria 2, Odcinek 7 – Nick of Time

  1. Mnie niestety nie podszedł odcinek. Taki sobie, na więcej jak 5/10 nie zasługujący. Choć może nie podszedł mi dlatego, bo wcześniejszy zachwycił mnie i do tej pory nie mogę o nim zapomnieć. A co do aktorów to prawda że fajnie wypadli Shatner i Breslin. A jeśli chodzi o Shatnera to ja tak dawno oglądałem Star Treki, filmy jak i serial że nie pamiętam jakim on jest aktorem – słabym czy dobrym. Już więcej pamiętam z serialu z Picardem. Ale w TZ wypadł dobrze Shatner, nie można nic mu zarzucić. I jeszcze słówko o scenie finałowej gdy pojawia się starsze małżeństwo w restauracji. Pomyślałem wtedy że o wiele bardziej podobał by mi się odcinek jakby to byli starsi Don i Pat, że nie udało im się wyjechać z miasteczka, ale raczej chyba tak końcówki nie można interpretować (gdyby tak było to ucharakteryzowali by Shatnera i Breslin na starszych pewnie).

    Polubienie

    1. Wniosek, że w finale widzimy starszych o kilkanaście lat Dona i Paty kłóci się z podjętą przez Cartera decyzją.. W zasadzie, w post-finałowym podsumowaniu zostaje jasno powiedziane, że w Ridgeview zachowana została swoista równowaga – jedna para pozostała w „więzieniu” własnych przesądów, druga ruszyła naprzód, biorąc los we własne ręce. Dla mnie ta ścieżka interpretacji jest zamknięta i narusza logikę całej historii. Choć przyznam, że punktu podatnego na wszelkiego rodzaju twisty widza, wydaje się dość atrakcyjna.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s