Seria 2, Odcinek 15 – The Invaders

"This is one of the out-of-the-way places. Until now, one of the unvisited places in our solar system - the planet Mars. Bleak. Wasted. Dying. But not quite dead yet." - pierwotna wersja narracji otwierającej odcinek "The Invaders" już na wstępie zdradzała to, co w wersji finalnej okazało się zaskakującym zwrotem akcji.
„This is one of the out-of-the-way places. Until now, one of the unvisited places in our solar system – the planet Mars. Bleak. Wasted. Dying. But not quite dead yet.” – pierwotna wersja narracji otwierającej odcinek „The Invaders” już na wstępie zdradzała to, co w wersji finalnej okazało się zaskakującym zwrotem akcji.

Richard Matheson, jako scenarzysta. Reżyseria Douglasa Heyesa. Ścieżka skomponowana w całości przez Jerry’ego Goldsmitha. Każdemu, kto do tej pory śledził dokonania tej trójki artystów w „Strefie Mroku”, nie potrzeba chyba lepszej rekomendacji? Jakkolwiek, tym razem, zespół złożony z – nie bójmy się tego określenia – geniuszów których dokonania zapisały się złotymi literami w historii telewizji, zasiliła biorąc na siebie cały aktorski ciężar, wybitna artystka, uczennica króla mimów, Marcela Marceau, Agnes Moorehead. Efektem pracy jest „The Invaders” – odcinek zaliczany do ścisłej czołowki najlepszych epizodów „Strefy Mroku”. Czy oglądany współcześnie nadal potrafi wstrząsnąć i przestraszyć? Czy podobnie, jak dzieciaki z cudownych lat sześćdziesiątych będziecie mieli problemy z zaśnięciem po jego obejrzeniu? Cóż, pora byśmy się o tym przekonali.

Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 15 – The Invaders”

Reklamy
Seria 2, Odcinek 15 – The Invaders

Seria 2, Odcinek 14 – The Whole Truth

Screenshot_3
„…narzędzie prawdy, stworzone i sprzedawane przez renomowanego dystrybutora… w Strefie Mroku.”

Nawiedzone samochody. Motyw nieodparcie – i kompletnie słusznie – kojarzący się z twórczością Stephena Kinga. Zanim jednak wysuniemy ciężkie działa i powiemy, że – ponownie! – Król literatury grozy jeden ze swoich ulubionych motywów podpatrzył u Roda Serlinga, lub mówiąc mniej delikatnie, zwyczajnie go ze „Strefy Mroku” skradł, trzeba powiedzieć jasno – nawiedzony Ford Model A z 1927 nie ma kompletnie nic wspólnego z Christine, Buickiem Roadmasterem, ani opętanymi rządzą mordu ciężarówkami z „Maximum Overdrive”. Zupełnie inny „duch” mieszka w tym poczciwym oldsmobilu a jego właściciele mogą mieć, co najwyżej, pewne trudności na niwie towarzyskiej i zawodowej. W każdym razie – skończy się dla nich życie… w kłamstwie.

Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 14 – The Whole Truth”

Seria 2, Odcinek 14 – The Whole Truth

Seria 2, Odcinek 13 – Back There

Screenshot_3
„W pewnym eleganckim klubie, grupa mężczyzn prowadzi dysputę o czymś tak nieprawdopodobnym, jak podróż w czasie. Jednemu z nich zdarza się cofnąć w przeszłość i dokonać korekty historii oraz – co za tym idzie – kilku zmian w teraźniejszości…”

Temat podróży w czasie jest jednym z moich ulubionych motywów w kinie i literaturze science-fiction. Zagadnienie, czy człowiek może przemieszczać wstecz i naprzód wzdłuż osi czasu i czy istnieje prawdopodobieństwo, by podróżując w przeszłość, można by było wpłynąć na zaistniałe ongiś wydarzenia, najwyraźniej pasjonowało też samego Roda Serlinga, który kazus temporalnych wojaży podejmował i – wybiegając nieco myślą w przyszłość „Strefy Mroku” – podejmować będzie wielokrotnie w swoim serialu. „Back There” jest już trzecim – nie licząc Walking  Distance i A Stop at Willoughby, w których „podróż w czasie” miała wymiar raczej symboliczny – epizodem koncentrującym się na tym pobudzającym fantazję motywie. W napisanym przez Richarda Mathesona The Last Flight udało się skonstruować zgrabną i logiczną pętlę czasową a w przypadku Execution” igranie z naturalnym porządkiem rzeczy skończyło się tragicznie dla wynalazcy wehikułu czasu, który sprowadził z przeszłości pozbawionego skrupułów mordercę. „Back There” łączy z „Execution” nie tylko topos podróży w czasie, ale również pojawiający się w obu odcinkach aktor Russell Johnson. Tym razem to jego postać weźmie na siebie brzemię „chrononauty”. 

Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 13 – Back There”

Seria 2, Odcinek 13 – Back There

Seria 2, Odcinek 12 – Dust

"Było sobie miasteczko... zbudowane z rozpadającej się gliny i gnijącego drewna, jak zdychający zwierz kulące się przed bijącym z nieba żarem. Miasto trawione wirusem - zarazkiem plugastwa, rozpaczy i braku nadziei."
„Było sobie miasteczko… zbudowane z rozpadającej się gliny i gnijącego drewna, jak zdychający zwierz kulące się przed bijącym z nieba żarem. Miasto trawione wirusem plugastwa, rozpaczy i braku nadziei…”

„Bóg stworzył człowieka szóstego dnia? Powinien był rzucić tę robotę dzień wcześniej” – słowa zgorzkniałego szeryfa Kocha są idealym komentarzem do stanu pomroczności umysłowej, jaki ogarnął mieszkańców pogrążonego w letargu, na pół martwego miasteczka, w którym osadzona została akcja „Dust”. Problemy poruszone w tym epizodzie, to kwestie, do których Serling odwoływał się w swoich scenariuszach niejednokrotnie wcześniej. Krytykę zbiorowej świadomości żądnej krwi tłuszczy, bezwstydnie usprawiedliwiającej najniższe instynkty wołaniem o sprawiedliwość, twórca „Strefy Mroku” podejmował już w, bezlitośnie poszatkowanym przez cenzorów, skrypcie „Noon on Doomsday”, napisanym do jednego z odcinków Playhouse 90,   zaadaptowanym pod tytułem A Town Has Turned to Dust”.  „Dust”, którego scenariusz w wielu aspektach przypomina pierwotny skrypt do wzmiankowanej krótkometrażówki z Playhouse 90 – ale wzbogacony o pierwiastek magiczny („czarodziejski pył”, zaczerpnięty z odrzuconego przez twórców słuchowska „Dr. Christian” scenariusza pod tytułem „The Dust By Any Other Name”) – mimo ponurej refleksji, iż podłość i chciwość są głęboko wpisane w naturę człowieka, pozostawia widza z nadzieją, iż miłosierdzie i współczucie leżą u podstaw tego, co czyni nas ludźmi.

Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 12 – Dust”

Seria 2, Odcinek 12 – Dust

Seria 2, Odcinek 11 – The Night of the Meek

Screenshot_4
„Oto mądra rada, dla wszystkich dziatek dwudziestego wieku – młodych i starych, raczkujących i noszących pieluchy, oraz kuśtykających o lasce, czeszących grzebieniem swe długie brody. Pamiętajcie, że w Świętach Bożego Narodzenia kryje się wielka magia, tajemnicza moc przeznaczona dla wszystkich maluczkich. Mówiąc wprost, nie ma większej siły na świecie, niż prostota serca i pokora ducha.”

Rod Serling nie mógł sprawić swoim widzom lepszego prezentu gwiazdkowego, niż wyemitowany dokładnie w przeddzień Wigilii, Roku Pańskiego 1960, „The Night of the Meek”. Tworząc skrypt, Serling pełnymi garściami z, klasycznego już wówczas, „Miracle on 34th Street”, wplatając jednak weń tyle elementów charakterystycznych dla „Strefy Mroku”, że trudno mu mieć za złe, tak oczywiste nawiązanie do Gwiazdkowego przeboju z roku 1947 . Opowieść tej kategorii rządzi się swoimi prawami, i często trudno jest uciec od pewnych dość uniwersalnych rozwiązań, które mimo swej prostoty, potrafią mocno chwycić za serce i pchnąć ku refleksji. Oczywiście, swoista życzliwość względem pewnego typu bohatera, wariacje na temat którego Serling niejednokrotnie wykorzystywał we wcześniejszych epizodach „Strefy Mroku” – Corwin to, bez dwóch zdań, bratnia dusza Crowna z „A Passage for Trumpet” –  nadawała „The Night of the Meek” swego rodzaju wyjątkowości, która mogła szokować – i szokowała – co bardziej purytańskich widzów w 1960 roku. Pijany w sztok Święty Mikołaj? Tego wcześniej w nie widziano w telewizji. Na szczęście, listy oburzonych tym faktem telewidzów, utonęły w powodzi pozytywnej krytyki i morzu pochwał. Przypadek pewnego gimnazjum z New Jersey, które w roku 1964 zastąpiło tradycyjnie wystawianą w grudniu „Opowieść Wigilijną”, adaptacją „The Night of the Meek”, znakomicie ilustruje, jak wielki wydźwięk miała, cóż, wigilijna opowieść Roda Serlinga.

Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 11 – The Night of the Meek”

Seria 2, Odcinek 11 – The Night of the Meek

Seria 2, Odcinek 10 – A Most Unusual Camera

"W tym oto pokoju hotelowym, uwiło sobie wygodne gniazdko troje ludzi, którzy cały swój dobytek zdobyli na drodze przywłaszczania cudzego mienia. Wśród ich najnowszych łupów znalazł się aparat, który - jak się niebawem przekonają - posiada niezwykłą właściwość. Potrafi robić zdjęcia... przyszłości."
„W tym oto pokoju hotelowym, uwiło sobie wygodne gniazdko troje ludzi, którzy cały swój dobytek zdobyli na drodze przywłaszczania cudzego mienia. Wśród ich najnowszych łupów znalazł się aparat, który – jak się niebawem przekonają – posiada niezwykłą właściwość. Potrafi robić zdjęcia… przyszłości.”

Trudno jednoznacznie orzec, czy nad „Strefą Mroku” wisiało jakieś fatum, które sprawiało, że niemal każdy, w zamyśle, komediowy odcinek okazywał się klapą, czy raczej sednem problemu był brak u Roda Serlinga – człowieka, który przecież swą karierę zbudował na pisaniu poważnych dramatów – smykałki do tworzenia zręcznie skonstruowanej satyry. Prawie wszystkie dotychczasowe odcinki, mające z gruntu rzeczy być komediami, okazywały się widowiskami raczej średnio zabawnymi, jeśli nie żenującymi. O ile całkiem sprawnie wychodziło Serlingowi wplatanie elementów farsy w często poważne fabuły a w galerii postaci ze „Strefy Mroku” można znaleźć niemało przezabawnych indywiduów, splecenie wielu elementów komediowych w jeden strawny obraz nigdy dotąd nie wyszło serialowi na dobre. Przypadek „A Most Unusual Camera” jest pod tym względem szczególny. Odcinek ten, nie dość, że jest komedią, która nie śmieszy, to na domiar złego wszyscy jej bohaterowie są postaciami na wskroś irytującymi a do tego finał epizodu jest jedną z najbardziej głupich rzeczy, jakie dane mi był zobaczyć na ekranie telewizora.

Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 10 – A Most Unusual Camera”

Seria 2, Odcinek 10 – A Most Unusual Camera

Seria 2, Odcinek 9 – The Trouble with Templeton

"Pozwólcie sobie przedstawić, pana Bootha Templetona, szanowanego i wybitnego gwiazdora ponad trzydziestu broadwayowskich spektakli, który dziś nie czuje się najlepiej. Tęstkni za dawnymi latami, okresem, który czule pielęgnuje w swojej pamięci. Nim spełnią się jego marzenia o powrocie do minionych czasów, umykając przed troskami mijających lat, które spadają nań niczym lawina, Booth Templeton zaliczy debiut na zupełnie nowej scenie w innej rzeczywistości - w świecie, który nazywamy Strefą Mroku."
„Pozwólcie sobie przedstawić pana Bootha Templetona. Szanowanego i wybitnego gwiazdora ponad trzydziestu broadwayowskich spektakli, który dziś nie czuje się najlepiej. Tęskni za dawnymi latami, okresem, który czule pielęgnuje w swojej pamięci. Nim spełnią się jego marzenia o powrocie do minionych czasów, umykając przed troskami mijających lat, które uderzają weń niczym lawina, Booth Templeton zaliczy debiut na zupełnie nowej scenie w innej rzeczywistości – w świecie, który nazywamy Strefą Mroku.”

„I to powiedzieć pragnę jeszcze, że większe zwykle czuję dreszcze, gdy przeszłe chwile w myślach pieszczę…”. Po seansie „The Trouble with Templeton”, słowa znajomego wierszoklety wydały mi się najbardziej adekwatnym mottem i skróconym komentarzem do niniejszego odcinka. I chociaż autorem scenarisza nie jest tym razem Rod Serling, to epizod ten stanowi idealne dopełnienie sentymentalno-nostalgicznego tryptyku, na który oprócz „The Trouble with Templeton” składają się wcześniejsze „Walking Distance” i „A Stop at Willoughby” – przy czym dodać trzeba, że finałowe przesłanie bliższe jest temu z subtelnego zakończenia historii Martina Sloana, niż przewrotnego epilogu z „A Stop at Willoughby”. Jak pokazuje scenarzysta, E. Jack Neuman, drastyczne twisty nie są niezbędne, by historia zapadła w pamięć widza i zmusiła go do refleksji –  skrypt tak dobry, jak w przypadku „The Trouble with Templeton”, broni się bez temu podobnych sztuczek.
Czytaj dalej „Seria 2, Odcinek 9 – The Trouble with Templeton”

Seria 2, Odcinek 9 – The Trouble with Templeton