Seria 2, Odcinek 6 – Eye of the Beholder

"Oto panna Janet Tyler, żyjąca w swoim intymnym, mrocznym świecie, ograniczonym warstwami bandaża, skrywającego jej twarz. Za chwilę zajrzymy do jej pokoju, i zobaczymy, co kryje się pod grubą warstwą opatrunku. Rzecz jasna, nie zaskoczy nas to, co dane nam będzie zobaczyć, ponieważ wiemy, że nie jest to zwyczajny szpital a pacjentka z pokoju 307 nie jest zwykłą kobietą. To Strefa Zmroku, do której - już za moment - wkroczy panna Janet Tyler."
„Oto panna Janet Tyler, żyjąca w intymnym, mrocznym świecie, ograniczonym warstwami bandaża, skrywającego jej twarz. Za chwilę zajrzymy do jej pokoju, i zobaczymy, co kryje się pod grubą warstwą opatrunku. Rzecz jasna, nie zaskoczy nas to, co dane nam będzie ujrzeć, ponieważ wiemy, że nie jest to zwyczajny szpital a pacjentka z pokoju 307 nie jest zwykłą kobietą. To Strefa Mroku, do której – już za moment – wkroczy panna Janet Tyler.”

Jedna norma! Jeden kierunek! Jeden rodzaj ludzki! Jeden ideał i jedna moralność! Jeden punkt odniesienia i jednomyślny rząd! Musimy stawić opór sentymentalizmom z przeszłości, które godzą w nasze najwyższe wartości! Musimy amputować, niczym trawioną zgnilizną kończynę, wszystko to, co swą odmiennością urąga przyjętym pryncypiom!” – głosi w swym przemówieniu do ludu Wódz bliżej nieokreślonego Państwa, w realiach którego osadzona została historia „Eye of the Beholder”. W prologu epizodu padają istotne pytania „gdzie i kiedy?” toczy się akcja tej opowieści. Odpowiedź na nie jest prosta: „tu i zawsze”. „Eye of the Beholder” jest bowiem idealną, uniwersalną przypowieścią o braku tolerancji, zepchnięciu na margines społeczny i wykluczeniu ludzi z życia publicznego z powodów, których – „wtedy” i „dzisiaj” – wyliczyć moglibyśmy bez liku, bez dłuższego zastanawiania się – kolor skóry, rasa, narodowość, orientacja seksualna czy nawet niepełnosprawność. „Strefa Mroku” przyzwyczaiła nas jednak, że dla osiągnięcia odpowiedniego impaktu „przesłania”, potrzebna jest właściwa „siła przyłożenia” – wstrząs, który sprawi, że to, co naprawdę istotne, zapamiętane zostanie na dłużej. Pytanie, „czy się udało?” jest kwestią czysto retoryczną – dość powiedzieć, że „Eye of the Beholder” jest jednym z najczęściej cytowanych i przywoływanych na szczytowych miejscach różnorakich zestawień epizodem „Strefy Mroku”.

Janet Tyler (Maxine Stuart / Donna Douglas) – której twarz skrywana jest pod zwojami bandaży – przechodzi jedenastą z rzędu operację, mającą zniwelować jej wrodzoną „szkaradność”. W dystopicznym świecie, gdzie wszystkie odstępstwa od przyjętych norm traktowane z okrutną bezwzględnością – „odmieńcy” mają do wyboru zesłanie do wyodrębnionych dla nich enklaw, albo eutanazję – brzydota, którą dotknięta jest Janet, uniemożliwia jej normalne funkcjonowanie i życie w znormalizowanym społeczeństwie. Próbując zmienić swój status, kobieta przeszła kilka nieudanych operacji, spędzając większość życia w szpitalu, z twarzą osłoniętą bandażami – w swoim „intymnym mrocznym świecie”. 

Ten zabieg – zgodnie z prawem obowiązującym w Państwie – jest jej ostatnią szansą. Jeśli się nie uda, i jej twarz ponownie okaże się obliczem „urągającym” akceptowalnym wzorcom, jedyne, co pozostanie Janet to wybór – śmierć, albo zesłanie. Kobieta jest zdruzgotana. Świadoma, że szanse na pozytywny wynik operacji są nikłe, głośno wyraża swój sprzeciw wobec rzeczywistości, w której osoba dotknięta „ułomnością”, człowiek różniący się od innych, nie mający na to wpływu, nie może cieszyć się zwykłym życiem. Choć większość personelu szpitalnego jest zniesmaczona jej słowami, lament kobiety wzbudza szczery żal odpowiedzialnego za operację Doktora (William D. Gordon), który zajmuje się Janet z wyjątkową troskliwością a sam zaczyna wątpić w sens bezwzględnego prawa.

Nadchodzi moment zdjęcia bandaży. Lekarz delikatnie usuwa zwój po zwoju… Zostaje ujawniona szokująca prawda – według naszych norm, widziana okiem obserwatora z naszej rzeczywistości, Janet Tyler jest przepiękną kobietą. A jednak jej widok budzi wstrząs i zgorszenie wśród personelu medycznego – ich oblicza zostają w tym momencie, po raz pierwszy, ujawnione. Normalni ludzie w Państwie, to ni mniej, ni więcej, ale humanoidy o fizjonomii zbliżonej wyglądem do świńskiego pyska. Janet, w stanie szoku, ucieka korytarzami szpitala – ścigana słowami Wodza, dobiegającymi z głośników – aż wpada na innego, przystojnego – według naszych norm – mężczyznę, Waltera Smitha (Edson Stroll). Ów przybył, by zabrać dziewczynę do enklawy, „getta” w którym podobni jej i jemu ludzie żyją w harmonii i spokoju. „Piękno leży w oku patrzącego” – mówi Walter, próbując uspokoić Janet. Odzyskawszy panowanie, dziewczyna decyduje się z nim odejść. 

"Differences weaken us! Variations destroy us! Conformity, we must worship in all interests! Conformity is the key to survival!"
„Differences weaken us! Variations destroy us! Conformity, we must worship in all interests! Conformity is the key to survival!”

„Eye of the Beholder” jest wyrazistym przykładem ilustrującym idee, stojące za stworzeniem „Strefy Mroku”. Chcąc powiedzieć o tym, o czym mówienia inni unikali, Rod Serling nie wahał używać dosadnych, łatwych do odczytania alegorii. Paradoksalnie, mówienie niektórych rzeczy wprost mogło, w najlepszym przypadku, skończyć się złożeniem dobrego pomysłu do szuflady, stąd też ukrycie tej opowieści pod płaszczykiem fantastycznej historii, dziejącej się – być może – gdzieś na zupełnie innej planecie, w równoległym wszechświecie, albo – przynajmniej – w świecie o kilka setek lat starszym od naszego. Czy przesłanie traci przez to na sile? Oczywiście, że nie. Historia osadzona w świecie zdominowanym przez osobniki o świńskim fizys, była celnie wymierzoną i w pełni wykorzystującą – wspierający się na efekcie szoku – potencjał, krytyką państwa totalitarnego, oraz sztucznie kreowanych norm, prowadzących do zepchnięcia na margines tych, którzy z góry ustalonych warunków – z przyczyn, na które nie mają wpływu – nie spełniają. Pewien brak subtelności, osobliwie sprawia, iż „Eye of the Beholder”, oglądany po latach pozostaje nadal aktualny i podatny na nowe interpretacje  – bywa, że uniwersalne prawdy brzmią lepiej, kiedy nie owija się ich w bawełnę. Czy raczej, w bandaże…

Oczywiście, mówiąc o „Eye of the Beholder” nie można pominąć znakomitej reżyserii Douglasa Heyesa, któremu przy asyście operatora George’a Clemensa, udało się dokonać rzeczy niemal niemożliwej – nakręcenia odcinka w taki sposób, by jak najlepiej ukryć rysy twarzy członków personelu medycznego, nie wzbudzając przy tym podejrzeń widzów, iż z ich fizjonomiami jest coś nie tak. To Janet od samego początku była kreowana na potwora i takie przeświadczenie miało tkwić w świadomości widzów aż do wielkiego ujawnienia. Jedną z dwóch istotnych kwestii, było nadanie odpowiedniego brzmienia głosu lekarzom, pielęgniarkom i samej pacjentce. Pomysłem Heyesa – w opozycji do pierwotnego założenia scenariuszowego – był dobór aktorów, cechujących się wyjątkowo subtelnym, przyjemnym dla ucha i nacechowanym empatią głosów. Ta specjalnie wyselekcjonowana grupa miała wcielić się w personel szpitalny. Łagodnie brzmiące dialogi, wypowiadane przez pielęgniarki i lekarza, miały na celu uśpić czujność widza. 

Z drugiej strony, głos Maxine Stuart (Janet „pod bandażami”), nieco chrapliwy, kojarzący się z osobą w wieku średnim, miał odwieźć jakiekolwiek skojarzenia z tym, że pod opatrunkiem znajduje się młoda, atrakcyjna dziewczyna. Wszystkie kwestie wypowiadane przez Janet przed zdjęciem bandaży nagrane zostały wcześniej i podłożone w trakcie kręcenia epizodu. Donna Douglas (którą widzimy po zdjęciu bandaży) – szerzej nie znana wówczas aktorka, dobrana do odcinka na podstawie kryterium „musi być niesamowicie piękna” – zaskoczyła całą ekipę swoim występem. Nie tylko perfekcyjnie oddała gestykulację, synchronizując grę aktorską z nagraniem Maxine Stuart, ale okazało się, że po ujawnieniu twarzy doskonale oddała sposób mówienia a nawet tembr głosu swojej dublerki. 

Na szczególną uwagę zasługuje w „Eye of the Beholder” kompozycja kadrów i ruch sceniczny aktorów, zharmonizowany w niektórych sekwencjach, niczym w balecie. Wszystko po to, by w sposób „nieinwazyjny” ukryć twarze aktorów. Efektem wielu bezsennych nocy reżysera i operatora, były rozwiązania takie, jak na przykład zasłaniająca twarz postaci lampa, skoncentrowanie oka kamer na, odwracającym uwagę widza, detalu, zsynchronizowanie przemieszczanie się bohaterów i sprawne operowanie światłem. Efekt końcowy jest imponujący, choć przyznać trzeba, że „wyczyszczona” wersja, dostępna na nośnikach Blu-ray, odsłania detale, które swego czasu umknęły twórcom. Większy poziom szczegółowości wersji zremasterowanej ujmuje też nieco, znakomitemu skądinąd, make’upowi – zbyt wyraźnie widać granice pomiędzy nałożonymi na twarze aktorów protezami a ich naturalną skórą. Oczywiście, przymknąwszy na to oko, nie można nie docenić konceptu charakteryzacji, za który odpowiedzialny był twórca Morloków (z których, notabene, pobrano „materiał”, potrzebny do stworzenia „świnio-ludzi”) z „Wehikułu czasu” (1960), czyli William Tuttle. Groteskowe i przerażające jednocześnie twarze sprawiały, że niejedno dziecko, nieopatrznie obejrzawszy ten epizod „Strefy Mroku” miewało w nocy koszmary (Serling otrzymywał w związku z tym, pełne pretensji, listy od oburzonych rodziców).

„Eye of the Beholder” jest jednym z najważniejszych i najlepiej zapamiętanych epizodów w historii „Strefy Mroku”. Zasłużenie. Jest to odcinek oparty skrypcie, prawie niemożliwym – przy zachowaniu pełnej naturalności zachowań postaci – do nakręcenia, a jednak dzięki (znowu!) znakomitym pomysłom Douglasa Heyesa i jego ekipy, niemal bezbłędnie realizującym początkowy koncept. I chociaż kulminacyjny twist poznałem wieki temu, dzięki Stephenowi Kingowi, który bez ogródek „sprzedał” mi go w „Danse Macabre”, to stopniowanie napięcia, towarzyszącego odwijaniu kolejnych warstw bandaży, sprawiło, że wstrzymałem oddech. Mogę się tylko domyśleć, jakie wrażenie ta sekwencja musiała robić na widzach, siedzących ponad pół wieku temu przy swoich czarno-białych odbiornikach. I żałować, że nie dane mi było być zaskoczonym, tak jak oni.

"There's an old saying a very, very old saying: beauty is in the eye of the beholder. When we leave here, when we go to the village, try to think of that, Miss Tyler. Say it over and over to yourself. Beauty is in the eye of the beholder."
„There’s an old saying a very, very old saying: beauty is in the eye of the beholder. When we leave here, when we go to the village, try to think of that, Miss Tyler. Say it over and over to yourself. Beauty is in the eye of the beholder.”

Ocena odcinka: 9/10

Advertisements
Seria 2, Odcinek 6 – Eye of the Beholder

Jedna uwaga do wpisu “Seria 2, Odcinek 6 – Eye of the Beholder

  1. W sumie to jeden z takich odcinków o którym gdybym ja pisał recenzje to ostrzegł na początku czytelników, że będą spoilery:-) Choć zastanawia mnie czy równie dobrze będzie oglądało się ten odcinek za drugim razem, znając twist. Jakimś cudem ominął mnie spoiler co do końcówki, ale nawet bez twistu od pierwszej sceny bardzo mi się podobał epizod i niesamowicie mnie trzymał w napięciu. Dałem się zaskoczyć twistem gdyż uznałem że to taka zabawa formą, eksperyment bez znaczenia dla fabuły na początku, a później że może ekipa serialu chce pokazać wydarzenia z punktu widzenia głównej bohaterki – ona nie widzi twarzy bohaterów, więc widzowie też niech nie widzą. Niech poczują się widzowie jak główna bohaterka, która jest kapitalnie zagrana przez obie aktorki, świetnie się uzupełniają. Wiadomo że charakteryzacja trochę nie najlepsza personelu szpitala, ale to nie przeszkadza w ogóle, bo odcinek daje mocno po głowie. Przywódca z miejsca kojarzy się z Hitlerem ale można wymienić innych dyktatorów też. Kapitalne pomysły techniczne, praca kamery, genialna muzyka, świetna reżyseria. Jak na razie najlepszy odcinek serialu obok „The Hitch-Hiker”, 9/10.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s