Seria 1, Odcinek 33 – Mr. Bevis

Seria 1, Odcinek 33 - "Mr. Bevis"
Seria 1, Odcinek 33 – „Mr. Bevis”

Po seansie odcinka zatytułowanego „Mr. Bevis” można odnieść wrażenie, że Rod Serling, zachęcony pozytywnym odbiorem świetnego epizodu The Chaser, postanowił – tym razem na własną rękę – zaprezentować widzom dużo luźniejszą i bardziej pozytywną stronę „Strefy zmierzchu”. Jednak pomysł na historię o sympatycznym, choć zbzikowanym Panu Bevisie i pomagającym mu w życiu aniele stróżu, który z praktycznych względów przyjął ziemskie miano J. Hardy’ego Hempsteada, pojawił się w głowie Roda Serlinga na długo przed rozpoczęciem pracy nad „The Twilight Zone”. Pierwotna idea serialu o przygodach tej nietypowej pary, spaliła na panewce, głównie z powodu niechęci Burgessa Mereditha do zaangażowania się w długoterminowy projekt. To właśnie Meredith miał się wcielić w głównego bohatera serialu, zatytułowanego „Mr. Bemis” – ostatecznie zagrał bardzo podobną charakterologicznie postać w odcinku Time Enough at Last, zachowując pierwotne nazwisko postaci i dzieląc z Panem Bevisem z odcinka 33 pasję do prozy Karola Dickensa.

Tytułowy Pan Bevis (Orson Bean) – a właściwie James B.W. Bevis – jest człowiekiem kompletnie odklejonym od rzeczywistości. To wielkie dziecko, które nie potrafi skupić uwagi na żadnej poważnej i odpowiedzialnej czynności. Ubiera się niezwykle krzykliwie, kocha muzykę graną na cytrze, kolekcjonuje masę niepotrzebnych drobiazgów, jeździ oldsmobilem (Rickenbacker z roku 1924), uwielbia grać w piłkę z dzieciakami z ulicy a na biurku w pracy obok własnoręcznie sklejanych modeli okrętów trzyma wypchaną wiewiórkę. Typowy „Wujcio Wariatuńcio”. Jego styl bycia i oderwanie od realnego świata prowadzi do katastrofy – Pana Bevisa poznajemy w dniu, w którym zły los i okrutna rzeczywistość postanowiły sprzysiąc się przeciw niemu.

Bevis najpierw traci pracę (szósty raz w ciągu tego roku), następnie zostaje eksmitowany z mieszkania z powodu zaległości w opłacaniu czynszu i w końcu, w wyniku wypadku, jego samochód ulega poważnemu uszkodzeniu. Załamany próbuje utopić swoje smutki w alkoholu. W pobliskim barze spotyka tajemniczego mężczyznę, którego najwyraźniej nie dostrzega nikt poza nim. Człowiek ten przedstawia się, jako J. Hardy Hempstead (Henry Jones), prywatny anioł stróż Bevisa, zobligowany do niesienia mu pomocy w trudnych przypadkach. Jeden z przodków Jamesa wsławił się wyjątkową odwagą i właśnie dzięki temu jego potomkowie – w tym nasz Pan Bevis – zostali nagrodzeni tym niepowszednim przywilejem.

"The only job i've held for more than six months was during the Second World War when i was in the Navy."
„The only job i’ve held for more than six months was during the Second World War when i was in the Navy.”

Hempstead pomaga Bevisowi znaleźć dobrą pracę, przyzwoity przyodziewek i sprawia, że komorne zostaje opłacone na kilka miesięcy z góry. A do tego obdarowuje go nowiutkim, eleganckim, sportowym wozem. Po pewnym czasie względnego błogostanu, staje się wiadomym, że odpowiedzialność i zachowywanie się, jak modelowy obywatel nie jest tym, co sprawia Bevisowi najwięcej przyjemności. Osiągnięcie życiowego sukcesu, kosztem pasji i pełnych radości kontaktów z ludźmi, które nawiązywał dzięki swojej szczerej i spontanicznej osobowości, okazuje się nie być tym, o czym mężczyzna marzył. James prosi Hempsteada, aby ten dał mu możliwość powrotu do poprzedniej, zwariowanej „wersji” Bevisa, na co anioł przystaje nie bez oporów. Ostatecznie jednak pozostaje w pobliżu, pomagając mu z drobnymi udrękami tego świata.

„Mr. Bevis” rzeczywiście prezentuje się, jak opowieść wyjęta z zupełnie innej „strefy”. Sam Serling w ostatecznym rozrachunku był bardzo niezadowolony z tego odcinka – zamknięcie wielu idei, jakie miał zamiar rozwinąć w planowanym serialu, w niespełna półgodzinne widowisko, nie wyszło koncepcji na dobre. Widać tu, że wciśnięcie historii, która była jedną z alternatywnych wersji odcinka pilotażowego serialu o przygodach Bevisa (Bemisa) i anioła Hempsteada, było zabiegiem mocno nadwyrężającą formułę „Strefy zmierzchu”. „Mr. Bevis” wyraźnie ma w sobie więcej z typowego serialu komediowego (z nutką fantasy w stylu, żeby daleko nie szukać, późniejszego „I Dream of Jeannie”) z tego okresu, niż z – zazwyczaj dużo cięższą gatunkowo – „The Twilight Zone”.

Humor zaprezentowany w odcinku kompletnie rozminął się z moim gustem. W zasadzie większość seansu zajmuje kiepskiej jakości slapstick, który ani nie bawi sam w sobie, ani nie licuje z poziomem, do którego przyzwyczaił mnie serial. Grający Bevisa Orson Bean, co prawda, dość udanie wpasowuje się w stylistykę slapstickowej farsy a jego kreacja wyzwala spore pokłady sympatii, jakkolwiek nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Burgess Meredith oddał by charakter tej iteracji Bevisa dużo, dużo lepiej. O Henrym Jonesie w roli Heampsteada mogę powiedzieć jedynie tyle, że jest to – jak dotychczas – najmniej charakterystyczna i w ogóle niezapadająca w pamieć kreacja istoty nadnaturalnej, jaką widziałem w „Strefie zmierzchu”. Kompletnie nijaka rola, niestety. 

Cóż, tym razem upór Serlinga w dążeniu do przeniesienia „zakurzonego” pomysłu na ekran i zaimplementowanie go w „Strefę zmierzchu” nie przyniósł niczego dobrego. „Mr. Bevis” jest – na ten moment – wyjątkowo kuriozalnym i – chciałoby się dodać – najbardziej niepotrzebnym odcinkiem „The Twilight Zone”.

"Bartender! Would you kindly tell me what are the ingredients of this drink?"
„Bartender! Would you kindly tell me what are the ingredients of this drink?”

Ocena odcinka: 2/10

Reklamy
Seria 1, Odcinek 33 – Mr. Bevis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s